http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

2001 - 2011. Dekada strachu

Mariusz Zawadzki
2011-09-11, ostatnia aktualizacja 2011-09-09 18:49

Fot. Jim Collins, Mark Lennihan AP

- Panowie, gdzie się wybieracie? - zapytał ochroniarz w wieży południowej. - Widzieliśmy kulę ognia w wieży północnej! - Ale tutaj wszystko jest w porządku. Wracajcie do biur.

Dziecięca kartka z 2001 r. ''dla naszych bohaterów''
Dziecięca kartka z 2001 r. ''dla naszych bohaterów''
Panorama Manhattanu przed i po zamachach 11 września
Fot. Steve Allen Jupiterimages
Panorama Manhattanu przed i po zamachach 11 września
ZOBACZ TAKŻE
Najlepiej wszyscy pamiętają skoczków. "Ten obraz stale błąka się w mojej pamięci od 11 września 2001 roku. Kobiety i mężczyźni, którzy przed piekłem z paliwa samolotów, ognia, żaru i dymu uciekali, skacząc na dół. Przecinali czyste, błękitne niebo. Niektórzy byli sami. Niektórzy skakali w parach. Niektórzy próbowali robić spadochrony z rzeczy, które mieli pod ręką - zasłon czy kawałków materiału. Pewna kobieta kurczowo trzymała w locie torbę, zapewne myśląc, że przyda jej się, gdyby jakimś cudem żywa wylądowała na ziemi. Telewizja zamieniła ich śmierć - najbardziej intymne ze wszystkich odejść - w akt publiczny, narodowy, globalny" - pisze w ostatnim "New Yorkerze" Edwidge Danticat, pisarka z Haiti.

Pierwszy samolot wbił się w północną wieżę World Trade Center między 94. a 98. piętrem. Zniszczył wszystkie trzy klatki schodowe, które prowadziły na dół, powyżej nikt nie miał szans. Los lokatorów wyższych pięter został przypieczętowany jeszcze w 1968 roku, kiedy w Nowym Jorku złagodzono przepisy budowlane. Od tamtej pory wystarczyło, żeby w wieżowcach były tylko trzy ewakuacyjne klatki schodowe. Wieże WTC, oddane do użytku na początki lat 70., zbudowano już według nowych przepisów. Empire State Building, który oddano w 1931 roku, ma aż pięć klatek schodowych (na niższych poziomach nawet dziewięć) i dodatkowo szyb pożarowy.

Wielu widzów oburzało się na amerykańskie telewizje, że pokazywały skoczków. "To były głęboko poruszające sceny, ale najlepiej przekazywały prawdę tamtego dnia" - uważa Danticat.

***

Po eksplozji w wieży północnej co bardziej przezorni pracownicy wieży południowej postanowili się na wszelki wypadek ewakuować. Stanley Praimnath jako wiceprezydent japońskiego banku Fuji, który miał swoje biura na 81. piętrze, natychmiast wstał od biurka, złapał lokalną windę na 78. piętro, a stamtąd pojechał ekspresem na sam dół, do lobby budynku. Tam spotkał kilkunastu menedżerów innych banków. Zmierzali do wyjścia, kiedy zatrzymali ich ochroniarze.

- Panowie, gdzie się wybieracie? - zapytał ochroniarz.

- Widzieliśmy kulę ognia w wieży północnej - odpowiedział Praimnath.

- Ale tutaj wszystko jest w porządku - stwierdził ochroniarz. - Wracajcie do swoich biur. Budynek jest bezpieczny!

Praimnath miał wątpliwości. Zaproponował kolegom, żeby może dzisiaj wziąć wolne i już nie wracać na górę. Ale patrzyli nań jak na raroga, więc wrócił do windy. W gabinecie na 81. piętrze siedział kilka minut, aż zaraz po dziewiątej zadzwonił telefon. Jego dobry znajomy z oddziału z Chicago, który słyszał już o wybuchu w wieży północnej, chciał się upewnić, że z Praimnathem wszystko w porządku.

- Tak, nic mi nie jest - odparł Praimnath, zerkając przez okno, z którego miał widok na port i Statuę Wolności.

Tym razem zobaczył coś jeszcze. Samolot pasażerski, który powoli, ale nieubłaganie zbliżał się do jego gabinetu. Był coraz większy i większy, aż wreszcie Praimnath rzucił się pod biurko, prosząc Boga o pomoc. Boeing 757 linii United Airlines wbił się dokładnie w 81. piętro, siejąc zniszczenie cztery piętra w górę i w dół.

Wieżowiec mocno przechylił się w bok, co przeraziło Briana Clarka, wiceprezydenta Euro Brokers z 84. piętra, który akurat wyszedł z gabinetu dodać otuchy koleżance. Koleżanka urzędowała w rogu najdalszym od uderzenia i widziała przez okno skoczków z wieży północnej.

Skulony pod biurkiem Praimnath przeżył, choć ledwie sześć metrów od siebie dostrzegł duży fragment skrzydła. Na czworaka przemierzył 81. piętro i stwierdził, że jest jedynym, który jakimś cudem pozostał przy życiu. Wejście do najbliższej klatki schodowej było zablokowane fragmentami zawalonego sufitu, dlatego zaczął krzyczeć "Ratunku!".

Miał podwójne szczęście. Po pierwsze, samolot uderzył w róg wieży południowej i jedna z trzech klatek schodowych nie została zniszczona. Akurat przed nią stał. Po drugie, usłyszał go Clark, który w towarzystwie pięciu osób schodził klatką w dół.

Clark pomógł przekopać się Praimnathowi przez rumowisko i razem ruszyli dalej. Pozostała piątka - czterech mężczyzn i kobieta - postanowiła iść w górę. Chcieli dostać się na dach, bo mieli nadzieję, że tam będzie można normalnie oddychać (w klatce było mnóstwo dymu) i że zabiorą ich helikoptery. Nie wiedzieli, że wyjścia na dach zostały kilka lat wcześniej zamknięte. Zginęli wszyscy poza Ronem DiFrancesco, który wspiąwszy się kilka pieter, zmienił zdanie i ruszył z powrotem w dół.

Clark i Praimnath schodzili, mijając po drodze ludzi, którzy postanowili iść na górę - żeby się ratować lub pomóc kolegom. Na 31. piętrze nie było już dymu. Weszli do jednego z biur, znaleźli telefon i zadzwonili do domów. A potem na 911, żeby poinformować o potrzebujących pomocy na wyższych piętrach.

Podobnie jak wszyscy inni nie zdawali sobie sprawy, że muszą jak najszybciej uciekać z budynku. Wieża południowa, choć trafiona 16 minut później, zawaliła się pół godziny wcześniej niż północna. Jej mieszkańcy i ratownicy mieli na ewakuację tylko 56 minut.

Clark i Praimnath zdążyli. Byli wśród czterech cudownie ocalonych, którzy mieli biura na 81. piętrze lub wyżej, ale przedarli się jedyną klatką schodową w dół. DiFrancesco wyszedł wkrótce za nimi, cztery minuty przed zawaleniem się wieży. Nie zdążył odejść na bezpieczną odległość i gruzy walącego się budynku mocno go poraniły.

Clark i Praimnath byli już dalej. Kiedy zapadała się wieża południowa, wpatrywali się w nią jak zahipnotyzowani.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':