To spore nieporozumienie, że przy każdej okazji dotyczącej wyborów do Parlamentu Europejskiego najbardziej podkreślana informacja to ta o wysokich zarobkach europosłów. Tymczasem o wiele ważniejsze są cechy, które powinien mieć idealny europarlamentarzysta, to, od czego zależy jego skuteczność, oraz to, w jaki sposób zapewnić przejrzystość finansów poselskich.
Media informują, iż wielu kandydatów na posłów do Parlamentu Europejskiego w nieoficjalnych rozmowach przyznaje, iż ważną, jeśli nie najważniejszą, motywacją do kandydowania są spodziewane wysoki zarobki. Jeśli tak jest w rzeczywistości, niedobrze wróży to ich przyszłej efektywności, ale także nie najlepiej świadczy o mediach, które skupione są na finansowym aspekcie ich pracy w Brukseli. Należy się przede wszystkim zastanowić, jak doprowadzić do tego, abyśmy wiedzieli, na jakie cele poseł przeznacza przysługujące mu pieniądze.
Ile wydasz, tyle dostaniesz
Ucieka nam istota reformy pensji europosłów, która wejdzie w życie od nowej kadencji Parlamentu Europejskiego. Otóż dziś każdy poseł dostaje podstawowe uposażenie równe zarobkom posłów do parlamentu krajowego (w naszym przypadku posłów na Sejm) oraz diety, których wydawanie w większości nie podlega żadnej albo tylko ograniczonej kontroli. Przykładowo, poseł otrzymuje ryczałtem około 800 euro na pokrycie kosztów podróży do Brukseli lub Strasburga, niezależnie od tego, czy rzeczywiście wydał tyle na bilet.
Jeśli więc poseł zapłaci za bilet 400 euro (a często kosztuje on dużo mniej, zwłaszcza jeśli korzysta się z usług tanich linii lotniczych), to drugie tyle zostaje w jego kieszeni.
Istota nowego systemu pensji i diet poselskich polega na wprowadzeniu równej pensji dla wszystkich posłów (około 7400 euro miesięcznie) oraz na ściślejszej kontroli pozostałych wydatków. Jeśli chodzi więc o zwrot kosztów podróży, dotychczasowy system ryczałtowy zostanie zastąpiony nowym, opartym na zwrocie rzeczywiście poniesionych kosztów.
Ponadto system zatrudniana asystentów zostanie poddany znacznie ściślejszej kontroli PE, np. przez wprowadzenie zakazu zatrudniania członków bliskiej rodziny.
Audytor na kieszeń posła?
Nie należy się jednakże łudzić, iż same tylko zaostrzone przepisy prawne mogą zapobiec nieprawidłowościom dotyczącym finansów poselskich. Zawsze może się znaleźć nieuczciwy poseł, który znajdzie sposób na obejście czy też nagięcie przepisów na swoją korzyść. Ponadto poza okresem wyborów zainteresowanie działalnością posłów do PE jest znikome. Media zazwyczaj rzadko informują o ich działalności (chyba że chodzi o sprawę kluczową dla interesów narodowych), a zatem stopień ich kontroli jest mniejszy niż w przypadku polityków krajowych.
Przypadek europosłanki Urszuli Krupy, która według "Rzeczpospolitej" (17 marca) zatrudniała w biurze poselskim członków swojej rodziny, potwierdza, iż powinniśmy się przyjrzeć bliżej nie tylko temu, ile posłowie oficjalnie zarabiają, ale także, w jaki sposób korzystają z dodatkowych świadczeń parlamentarnych.
Jak można kontrolować wydatki europosłów? Możemy wykorzystać przykład brytyjski. W ubiegłym roku wybuchł skandal finansowy z udziałem kilku posłów brytyjskiej Partii Konserwatywnej. Z funduszu przeznaczonego m.in. na opłacanie asystentów, wynoszącego 17 tys. euro miesięcznie, europoseł John Purvis wypłacał firmie świadczącej usługi biurowe Purvis & Co 150 tys. euro rocznie. Owa firma miała siedzibę w domu Purvisa, a on sam znajdował się na jej liście płac.
Inny poseł konserwatywny, Sajjad Karim, zatrudnił swoją żonę jako asystentkę, wynagradzając ją rocznie kwotą 35 tys. euro, mimo iż była zatrudniona na pełnym etacie także w jednej z angielskich szkół podstawowych.
Po tych doświadczeniach lider Partii Konserwatywnej David Cameron postanowił wprowadzić całkowitą przejrzystość dochodów i wydatków konserwatystów w unijnym parlamencie. Każdy poseł został zobowiązany do sporządzania co pół roku raportów o swoich wydatkach i dochodach, prezentowania szczegółów dotyczących zatrudnionych asystentów oraz ewentualnie członków swoich rodzin. Zostali oni także zobowiązani, aby każdego roku ujawnić dane o wydatkowaniu diet poselskich, w tym poniesionych na koszty podróży. Raport ten będzie sprawdzany przez niezależnego audytora. Kandydaci na posłów zostali zaś zobligowani do podpisania dokumentu zobowiązującego ich do przestrzegania reguł Camerona.
Polskie partie powinny wziąć przykład z Camerona i zobowiązać swoich europosłów do sporządzania okresowego, publicznego i szczegółowego raportu dotyczącego ich dochodów i wydatków związanych z wykonywaniem mandatu. Najlepiej by było, aby taki raport był sprawdzany przez niezależnego audytora. Takie dobrowolne przecież obostrzenia mocno ograniczyłyby zapędy niektórych kandydatów na europosłów, chcących ze sprawowania mandatu w europarlamencie uczynić lukratywne źródło dochodów. Skandale finansowe z udziałem polskich posłów byłyby dużo mniej prawdopodobne.
Fundusz reprezentacyjny
Wysokie uposażenia oraz świadczenia poselskie mają sens. Idealny poseł powinien bowiem utrzymywać mieszkanie w Brukseli na odpowiednim poziomie, tak aby również tam mógł przyjmować gości. Powinien uczestniczyć w roboczych lunchach, które przecież również kosztują. Powinien zatrudniać jako asystentów ekspertów z najwyższej półki. Jego wydatki na te cele powinny być traktowane w podobny sposób jak fundusz reprezentacyjny ambasadora czy konsula. Obywatele muszą jednak mieć możliwość sprawdzenia, czy posłowie rzeczywiście wywiązują się ze swojej roli i obowiązków.
Zainicjowana przez PE reforma uposażeń poselskich może jednak nie odnieść zamierzonego skutku, jeśli władze krajowe partii nie zainteresują się nią bliżej. Jeśli nie zapoznają się z metodami lidera brytyjskich konserwatystów.
* Wojciech Gagatek, doktorant w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. Specjalizuje się w Parlamencie Europejskim i partiach