Czytaj w blogu Konrada Niklewicza Na razie tylko w Warszawie. W ramach kampanii promującej czerwcowe wybory (PE zorganizował ją, by uniknąć prestiżowej porażki - niskiej frekwencji), na warszawskim Dworcu Centralnym i na warszawskiej Starówce (przy ul. Piekarskiej) w czwartek stanęły dwa czterometrowe... kurczaki. I podobnej wielkości przełącznik, mający symbolizować różne rodzaje energii elektrycznej.
Te niecodzienne symbole (rzeźby? kukły?) mają przypomnieć potencjalnym wyborcom, że Europarlament współdecyduje o polityce konsumenckiej, regułach bezpieczeństwa żywnościowego, polityce energetycznej itp. I właśnie dlatego 7 czerwca powinniśmy masowo stawić się przy urnach, by wybrać polskich przedstawicieli do PE. Tak przynajmniej wydaje się twórcom kampanii promocyjnej.
- Zgodnie z głównym hasłem naszej kampanii ("Ty decydujesz") staramy się uświadomić Polakom, jakiego rodzaju decyzje będzie zapewne podejmował Parlament Europejski w następnej kadencji i w jaki sposób obywatele Unii Europejskiej mogą wpływać na przyszłość Europy biorąc udział w wyborach - mówi Jacek Safuta, dyrektor Biura Informacyjnego Parlamentu Europejskiego w Polsce.
Jak informuje biuro, instalacje będą stały na ulicach Warszawy do połowy maja. Później zostaną przeniesione na Rynek Główny do Krakowa i na ulicę Piotrkowską w Łodzi, gdzie pozostaną do wyborów.
No nie wiem... Olbrzymi kurczak bardziej kojarzy mi się z kampanią producenta przetworów drobiowych, więc efekt kampanii może być odwrotny do zamierzonego. Nawet ja, zdeklarowany euroentuzjasta, zacznę myśleć, że Europarlament to jeden wielki pasztet. Drobiowy?