Zacznijmy od kryzysu. Unia Europejska próbowała skłonić tonącą w kryzysie Portugalię, by wystąpiła o pomoc. Otrzymałaby go w zamian za drakoński program naprawczy wynegocjowany z MFW. Portugalczycy odmówili, ich parlament odrzucił projekt cięć budżetowych zaproponowany przez rząd. - W Unii panuje przekonanie, że Portugalia ze sfinansowaniem swojego długu powinna sama sobie poradzić. Wystąpienie do Unii o ratunek nie jest - moim zdaniem - dobre ani dla Portugalii, ani dla strefy euro. A że plan oszczędnościowy rządu premiera Socratesa został odrzucony, ważne jest, by wszystkie partie polityczne, które pójdą do przyspieszonych wyborów, zobowiązały się do wdrożenia go.
Plany ratunkowe dla Grecji i Irlandii dużo nie dały. - Jeśli jakiś kraj potrzebuje pomocy, musi wdrożyć plan oszczędności, długoterminowy, twardy i trudny. Musimy zadbać o stabilność Grecji i Irlandii i udzielić im koniecznej pomocy. Oba kraje są bardzo mocno zadłużone i przy ich dochodach trudno im będzie ten dług spłacać. To jest powód europejskiej pomocy. Oba kraje dokonują ogromnych wysiłków i musimy ufać, że ich społeczeństwa dadzą radę przezwyciężyć te trudności. To jest trudne i potrwa, ale Europa musi być współodpowiedzialna.
Czy coś podobnego grozi Hiszpanii? - Pół roku temu odpowiadałem, że na 90 proc. Hiszpania da sobie radę sama. Dziś mówię, że na 100 proc.
Na czym polega hiszpański plan oszczędnościowy? - Wedle wagi: po pierwsze - celem jest ograniczenie deficytu budżetu centralnego - chcemy wprowadzić regułę wydatkową i zdyscyplinowanie budżetów regionów autonomicznych, po drugie - chcemy zmienić zasady układów zbiorowych.
Dalej: chcemy zwiększać konkurencyjność i pobudzać wzrost gospodarki, m.in. liberalizujące czas pracy w handlu [w Hiszpanii to autonomiczne regiony regulują czas pracy sklepów i zakładów usługowych. Rząd chce, by same centra handlowe i właściciele sklepów decydowali czy pracują w weekend czy nie], ograniczać zatrudnienie na czarno, skłaniać ludzi do zdobywania nowych kwalifikacji - mamy plan stypendiów dla 30 tysięcy pracowników. Prowadzimy reformę systemu finansowego, dzięki której instytucje finansowe muszą się dokapitalizować [chodzi o to, by niewypłacalne kasy oszczędnościowe godziły się na fuzje, albo przekształciły się w banki, dały się wykupić lub wystąpiły o pożyczkę do rządu].
Niektóre z tych reform już są w toku, inne zaczynamy.
Pan, socjalista, jest za reformą układów zbiorowych? - Tak. Układ zbiorowy dla danej branży [regulujący płace, czas pracy, urlopy, zwolnienia i odprawy] obowiązuje w Hiszpanii, póki nie zostanie zawarty nowy układ. Chcemy to zmienić tak, by kiedy stary układ dobiega końca, a nowego nie wynegocjowano, wkraczał arbitraż między pracodawcami i pracobiorcami. To nowe rozwiązanie jest teraz tematem społecznych negocjacji.
Jak hiszpańskie reformy mają się do tych wprowadzanych w Wielkiej Brytanii przez Davida Camerona, lidera partii konserwatywnej? - Mój rząd wprowadza reformy, które są konieczne, wymagają wysiłku i poświęceń. I które przyniosą owoce. Stopniowo osiągniemy stabilność, zdolność finansową i odzyskamy wzrost gospodarczy i wzrost zatrudnienia. Co najważniejsze, zreformujemy strukturę gospodarki Hiszpanii.
W Hiszpanii do tej pory obniżyliśmy płace urzędników państwowych o 5 proc. i nie zrewaloryzowaliśmy emerytur (z wyjątkiem najniższych). Reszta, jak redukcja inwestycji publicznych, reforma systemu płac czy emerytur to są absolutnie konieczne zmiany, które mają sprawić, że nasza gospodarka będzie bardziej konkurencyjna. Każdy lewicowy projekt zmian musi zmierzać do poprawy konkurencyjności gospodarki. Bo projekt lewicowy musi mieć na celu wytwarzanie większego bogactwa, konkurencyjności, innowacyjności.
Różnica fundamentalna między lewicą i prawicą polega na zdolności do dzielenia tego bogactwa oraz usuwaniu przeszkód w tworzeniu równych szans. Ze wszystkich krajów euro Hiszpania jest bodaj jedynym, który nie obciął wydatków na edukację. W tym roku mimo oszczędności wydatki te sięgnęły rekordowego poziomu 5 proc. PKB. Nie oszczędzamy na zdrowiu, nadal mamy 100-procentowo darmową publiczną służbę zdrowia. Dwa filary państwa socjalnego pozostały nienaruszone. Lewicę poznaje się też po opiece nad najbardziej dotkniętymi kryzysem, czyli bezrobotnymi. Myśmy w tym roku objęli pomocą 75 proc. bezrobotnych, najwięcej w historii, chociaż bezrobocie utrzymuje się bardzo wysokie.
Może trzeba zwiększyć podatki, np. najbogatszym? - Podnieśliśmy i podatek dochodowy od najbogatszych, i od zysków kapitałowych. Ale polityka fiskalna ma swoje ograniczenia, bo np. bezpośrednie podatki od firm i dochodów mogą ograniczać zdolności rozwojowych gospodarki.
Trzeba pamiętać, że większość długu w Hiszpanii to dług prywatny, firm i rodzin, a nie dług publiczny. I każda rodzina czy firma, kiedy jest zadłużona, musi ograniczać swoje wydatki i konsumpcję.
Na początku kryzysu mieliśmy deficyt na rachunku bieżącym w wysokości 10 proc. PKB. W efekcie kraj był zadłużony (łącznie publicznie i prywatnie) i na obsługę tego zadłużenia potrzebowaliśmy ok. 100 mld euro rocznie. Teraz ten deficyt przykroiliśmy do 3,9 proc.