http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Trzeba się dziwić

Václav Havel
2010-11-01, ostatnia aktualizacja 2010-10-29 18:14

Żyjemy w pierwszej cywilizacji ateistycznej, która utraciła związek z nieskończonością i wiecznością

Vaclav Havel
Fot. Maciej Świerczynski / AG
Vaclav Havel

Fot. EAST NEWS
Znam co prawda wiele poważniejszych problemów związanych z ludzkimi siedzibami na tej planecie - poczynając od nędznych slumsów otaczających azjatyckie czy południowoamerykańskie miasta molochy aż po osady dotknięte trzęsieniami ziemi czy zalane przez powodzie - ale niech mi będzie wolno zacząć od trochę osobistej nuty.

Kiedy przed wielu laty jechałem samochodem z Pragi do naszego wiejskiego domku na wschodzie Czech, to droga z centrum miasta do tablicy oznaczającej jego koniec trwała około piętnastu minut. Potem zaczynały się łąki, lasy, pola i wioski. Dziś tą samą drogą wyjeżdżam z Pragi dobre czterdzieści minut i wciąż nie potrafię się zorientować, czy już opuściłem miasto, czy nie. To, co jeszcze do niedawna było wyraźnie określonym miastem, dziś traci swoje granice, a wraz z nimi także swoją tożsamość. Jest otoczone ogromnym wieńcem czegoś, czego nie potrafię nazwać. Nie jest to bowiem miasto - przynajmniej w moim rozumieniu tego słowa - nie jest to też przedmieście i już zupełnie nie jest wioska.

Miasta zalewające krajobraz

To "coś" nie ma ani ulic, ani placów, są tam natomiast przypadkowo rozrzucone ogromne parterowe magazyny, są parki przemysłowe pozbawione przemysłu, supermarkety i hipermarkety, salony samochodowe i meblowe, stacje benzynowe, zakłady gastronomiczne, ogromne parkingi, samotne wysokie domy z biurami do wynajęcia, różnego rodzaju składy, a między nimi grupki jakichś domków, które stoją co prawda blisko siebie, ale mimo to wyglądają na straszliwie samotne. Najbardziej zaś mi przeszkadza, że wszystko to otaczają wielkie połacie ziemi, które nie są niczym: ani łąką, ani polem, ani lasem czy puszczą, ani jakimś sensownym miejscem ludzkiego osiedlenia. Od czasu do czasu w tej trudnej do opisania przestrzeni można dostrzec jakiś piękny czy oryginalny pod względem architektonicznym dom, ale wygląda on tu jak kołek w płocie: nie jest umieszczony w żadnym kontekście, w żadnej harmonii czy dialogu i po prostu tylko sterczy.

Ktoś nieustająco pozwala na to, aby nasze miasta w niekontrolowany sposób niszczyły krajobraz, przyrodę, tradycyjne ścieżki, aleje, wioski, młyny, kręte strumyki czy potoki, żeby zamiast tego wszystkiego budowano jakąś gigantyczną aglomerację, która sprawia, że życie staje się anonimowe, zrywa sieci naturalnych więzi społecznych i swym internacjonalistycznym uniformizmem atakuje wszelką wyjątkowość, tożsamość czy różnorodność. A jeśli nawet ktoś usiłuje nawiązać do czegoś miejscowego czy oryginalnego, to i tak wygląda to podejrzanie, bo można natychmiast rozpoznać, że chodzi o zwykłą podróbkę stworzoną w oczywistym celu. Powstaje nowy typ już wcześniej opisanego zjawiska: bezbrzeżna wspólnota konsumpcji rodzi nowy typ samotności.

Pycha ateistycznej cywilizacji

Z czego się rodzi i dlaczego coraz bardziej upowszechnia się ten fatalny stan rzeczy? Jak to w ogóle możliwe, że człowiek tak nierozumnie obchodzi się nie tylko z otaczającą go przyrodą, ale też z samą planetą, którą przyszło mu zamieszkiwać? Wiemy, że zachowujemy się jak samobójcy, a mimo to nadal tak postępujemy. Jak to jest możliwe?

Żyjemy w pierwszej naprawdę globalnej cywilizacji. To znaczy, że cokolwiek się gdzieś zrodzi, może bardzo szybko i łatwo opanować cały świat.

Żyjemy też jednak również w pierwszej cywilizacji ateistycznej, czyli w cywilizacji, która utraciła związek z nieskończonością i wiecznością. Dlatego przeważa w niej zawsze korzyść krótkotrwała nad długotrwałą. Ważne jest, czy jakaś inwestycja zwróci się w ciągu dziesięciu albo piętnastu lat, a mniej ważne, jak wpłynie na życie naszych potomków za lat sto.

Najniebezpieczniejszym rysem tej globalnej, ateistycznej cywilizacji jest jednak jej pycha. Pycha kogoś, kogo sama logika jego bogactwa prowadzi do tego, żeby przestał szanować dzieła natury i naszych przodków, żeby je przestał poważać dla samej swej zasady, a miał dla nich respekt najwyżej jako dla dalszych możliwych źródeł zysku.

No oczywiście, dlaczego deweloper miałby się męczyć, budując piętrowy magazyn, z czym są tylko same kłopoty, skoro może mieć ziemi, ile zapragnie i zbudować na niej tyle parterowych magazynów, ile tylko mu się podoba? Dlaczego miałby się zastanawiać, czy jego obiekt pasuje do otoczenia, skoro prowadzi tędy najkrótsza droga i można przy niej zbudować wielki parking? Co to dla niego za problem, że pomiędzy jego obiektem a sąsiednimi rozpościera się stepowa pustka? Czemu miałby się martwić, że z samolotu miasto coraz bardziej wygląda jak rozrastająca się na wszystkie strony tkanka rakowa (do czego on też się skutecznie przyczynia)? Dlaczego miałby się przejmować kilkudziesięcioma hektarami, które odkrawa z ziemi rolnej będącej dla wielu ludzi wciąż jeszcze przynajmniej naturalnym elementem rodzimego krajobrazu?

Czuję, że kryje się za tym wszystkim nie tylko globalnie rozpowszechniająca się krótkowzroczność, ale także nadęta pewność siebie tej cywilizacji, u której podstaw leży pełne pychy przekonanie, że wszystko już wiemy, a tego, czego nie wiemy, wkrótce się dowiemy, bo przecież wiadomo, jak to zrobić. Jesteśmy przekonani, że ta nasza rzekoma wszechwiedza, wzrastająca wraz z zawrotnym rozwojem nauki i techniki oraz w ogóle racjonalnego poznania, uprawnia nas do służenia czemukolwiek, co po prostu przynosi namacalną, wymierną korzyść. Co prowadzi do wzrostu, do wzrostu wzrostu i wzrostu wzrostu wzrostu, w tym także do wzrostu aglomeracji.

A respekt dla tajemnicy?

Wraz z kultem wymiernego zysku, oczywistego postępu i namacalnych korzyści znika jednak respekt dla tajemnicy. A wraz z nim także pokorny szacunek do tego wszystkiego, czego nigdy nie zmierzymy i nie poznamy. Znikają też bolesne pytania odnoszące się do nieskończoności i wieczności - tych do niedawna najważniejszych horyzontów naszych poczynań.

Zupełnie zapomnieliśmy o tym, co wiedziały wszystkie poprzednie cywilizacje: że nic nie jest oczywiste.

Myślę, że niedawny kryzys finansowy i ekonomiczny był bardzo ważnym i w swej istocie niezwykle wychowawczym znakiem dla współczesnego świata.

Większość ekonomistów bezpośrednio czy pośrednio wierzyła w to, że świat i działania ludzi są całkiem zrozumiałe, naukowo opisane, więc w sumie przewidywalne. Gospodarka rynkowa i wszelkie jej ramy prawne opierały się na tym, że wiemy, kim jest człowiek i jakie ma cele, jaka jest logika zachowań banków i firm, jak postępuje wspólnota akcjonariuszy i czego można oczekiwać od takiego czy innego podmiotu lub zespołu.

Tymczasem nagle okazało się, że wszystko jest inaczej: irracjonalizm szczerzył do nas zęby ze wszystkich tabel giełdowych czy ekranów i nawet bardzo fundamentalistyczni ekonomiści, którzy - niczym posiadacze prawd objawionych - byli święcie przekonani, że niewidzialna ręka rynku wie, co robi, nagle musieli przyznać, że nie mogą się nadziwić poczynaniom tej ręki.

Mam nadzieję i wierzę w to, że elity dzisiejszego świata zrozumieją, co ten sygnał oznacza.

Właściwie nie ma w tym niczego szczególnego, czego uważny i wrażliwy człowiek od dawna by nie wiedział. Jest to ostrzeżenie przed wygórowanymi ambicjami i pychą współczesnej cywilizacji. Ludzkie zachowanie nie jest całkiem zrozumiałe, jak sądzi wielu twórców teorii ekonomicznych czy innych koncepcji. A jeszcze mniej przewidywalne są poczynania firm, instytucji, czy całych imperiów gospodarczych. Oczywiście po tym kryzysie pojawi się tysiące teoretyków, którzy doskonale opiszą, jak i dlaczego to się stało oraz w jaki sposób w przyszłości temu zapobiegać. Nie będzie to jednak oznaczało zrozumienia sygnału, jakim był dla nas kryzys, a raczej przeciwnie - będzie to tylko kolejny przykład owej pychy człowieka, o jakiej tu mówię.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2
  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':