Kryzys gospodarczy, który toczy Hiszpanię po prawie 30 latach demokracji i pomyślności, jest tak ciężki i niespodziewany, że ludzie postrzegają go niemal jako niezasłużony.
Lekarstwem na zbiorowe frustracje są zbiorowe uniesienia. Niektóre narodowe pasje - jak piłka nożna - Hiszpanie dzielą z innymi. Znakiem ich kulturowej tożsamości są korrida i flamenco. Wśród widowisk Hiszpanii piłka nożna jest pierwszym. Drugim jest korrida, trzecim koszykówka.
Mistrzostwo świata w piłce nożnej nie mogło Hiszpanom przypaść w dogodniejszym momencie. Ale niedługo nim żyli. Zaraz dokonali samookaleczenia - dwa tygodnie temu Katalonia, najbogatsza część Hiszpanii, zakazała walk byków.
Rozgorzała dyskusja o wiele głośniejsza niż zachwyty nad futbolowym mistrzostwem czy roztrząsanie przyczyn kryzysu.
Walki byków dzielą Hiszpanów. Jedni je potępiają, bo publiczne przeżywanie męki i śmierci zwierzęcia to niegodny współczesnej Europy przeżytek barbarzyństwa. Drudzy bronią - jako symbolu walki życia i śmierci, męstwa, ryzyka i pasji, rytuału podniesionego do rangi sztuki, być może ostatniego takiego obrzędu we współczesnej kulturze.
Choć zawsze jedni na korridę chodzili, inni nie - dotąd nikt nie myślał jej zakazywać. Lokalnego zakazu na Wyspach Kanaryjskich wprowadzonego 19 lat temu nie zauważono, ale wyspy nie mają takiego znaczenia dla hiszpańskiej historii i tradycji, co
Hiszpania kontynentalna.
Mówią byki, czytaj Hiszpania Katalonia to trudniejszy orzech. Jest równie stara, jak Kastylia. Była częścią Korony Aragonii i Hiszpanii, ale zawsze zachowywała narodową i kulturalną odrębność. Oparła się unifikacyjnej presji Burbonów w XVIII w., wypracowała własny, zgoła niehiszpański etos przedsiębiorczości - źródło jej rozkwitu w początkach XX w. Wytrzymała prześladowania dyktatora Francisco Franco. Wreszcie uzyskała rozległą polityczną, gospodarczą i kulturalną autonomię, która w ostatnich 30 latach przyniosła jej prawdziwy renesans.
Katalończyków dzieliły z resztą Hiszpanów historyczne krzywdy i współczesne spory o zakres samorządowych swobód. Ale korrida była tak samo katalońska jak hiszpańska.
Jedna z pierwszych nowoczesnych aren to El Torin powstała w 1834 w. w Barcelonie, która w XX w. stała się ważniejszą widownią korrid niż Madryt. Największym "byczym" przedsiębiorcą Hiszpanii w XX w. był Katalończyk Pedro Balana Espinos. Jego wnuk do dziś jest właścicielem głównej areny Monumental w Barcelonie, z której 1 stycznia 2012 r. ostatecznie znikną byki.
Jeśli nawet katalońskie apogeum korridy przypadło na dyktaturę Franco, która korridy i flamenco używała jako symboli panhiszpańskiego nacjonalizmu, a narodowo-regionalne odrębności tępiła bez pardonu, to odzyskane w 1978 r. wolność i demokracja nie kazały Katalończykom wypierać się korridy czy flamenco. W 1988 r. socjalistyczny burmistrz Barcelony Pascual Maragall ogłaszał: - Ci, którzy zaprzeczają tradycji tauromachii w Katalonii, nie znają historii.
Obok klasycznej korridy Katalonia ma własne bycze igrzyska. To correbou, ludowe gonitwy z bykami. Polegają one na biciu, kłuciu, drażnieniu, nękaniu byków; na ściganiu ich i uciekaniu przed nimi. Byki biegają z przywiązanymi do rogów płonącymi petardami. Tłum ludzi na arenie szarpie je za ogon. W correbou byk jest dręczony, ale nie ginie.
W ciągu ostatnich 20 lat korrida w Katalonii zamierała, choć correbou kwitło. Ale rok temu odniósł tu w obecności 20 tys. widzów kolejny triumf jeden z największych toreros Jose Tomas.
Gdy obrońcy zwierząt z organizacji Prou! (Dość) zebrali 180 tys. podpisów za prawnym zakazem korridy w Katalonii, widowisko nie było na serio zagrożone.
Stało się inaczej. Ale bynajmniej nie dlatego, że Katalończycy uświadomili sobie nagle, że byk cierpi niewinnie i trzeba z tym skończyć.
Naprawdę bowiem Katalończycy pokłócili się z Hiszpanami o nowy statut autonomiczny. Nie zdołali przeforsować go w najbardziej radykalnej, ocierającej się o niepodległość formie i teraz muszą go przystrzyc, by zmieścił się w hiszpańskiej konstytucji. Obrażeni zapowiadają marsz ku niepodległości - choć bez przemocy. Na Hiszpanię zamachnęli się więc korridą jak kijem. Jak ktoś kulturalny na barbarzyńcę.
Bez nacjonalistów, obrońcy praw zwierząt nie mieliby szans. I choć debata w parlamencie toczyła się wokół cierpień zwierząt i zezwierzęcenia ludzi na nie patrzących, był to taniec cieni. Naprawdę chodziło o stosunek Katalonii do Hiszpanii. Corrida zniknie z Katalonii, ale correbou pozostaje nietykalne.
"Mówią byki, czytaj Hiszpania" - pisał madrycki dziennik "ABC".
Torero Placido Domingo Reakcja Hiszpanów była niechętna. Choć 60 proc. z nich korrida się specjalnie nie podoba (blisko 40 proc. ją lubi), tyle samo jest przeciwnych prawnemu zakazowi. Prawie 60 proc. uznało, że za zakazem w Katalonii nie stała litość nad zwierzętami, lecz polityka. Spośród krytyków korridy ponad połowa (52 proc.) woli, by pozostała legalna, bo najważniejsza jest wolność wyboru.