Rewolucja francuska 1789 r. miała obalić tyranię. Obalenie dyktatury komunistycznej w 1989 r. obyło się bez rozlewu krwi, a jednak było rewolucją i dlatego warto zapytać, do jakiego stopnia udało się jej zrealizować to, co zawiera owo rewolucyjne motto: wolność, równość, braterstwo?
Wolność. Nie zapominajmy o Weimarze Obywatel reżimu komunistycznego pozbawiony był podstawowych praw człowieka - zmiana systemu przywróciła nam wszystkie prawa polityczne: wolność słowa, wolną prasę, wolność zgromadzeń i stowarzyszeń, prawo krytyki rządu i politycznego protestu, odrzucenie państwa monopartyjnego i możliwość wyboru pomiędzy konkurencyjnym siłami politycznymi i ideologiami.
W oczach wielu ludzi, zwłaszcza młodego pokolenia, ochrona ich podstawowych praw politycznych wydaje się oczywista. Ale tak nie jest! Pomyślmy o Chinach, gdzie transformacja gospodarki odbyła się bez zmian w sferze politycznej -
Chiny pozostały brutalnym państwem policyjnym. My, mieszkańcy Europy, mieliśmy szczęście uzyskać jednocześnie wolność ekonomiczną i polityczną. Wspólny przebieg dwóch wielkich transformacji w relatywnie bardzo krótkim czasie jest unikatowy na skalę globalną oraz w historii demokracji i kapitalizmu.
Spójrzmy teraz na drugą grupę praw: prawo prowadzenia działalności gospodarczej, udziału w rynku, zabezpieczenie prywatnej własności. Jakiekolwiek by były ekonomiczne tego konsekwencje, to wspaniałe, że można korzystać z tego prawa. I jest to jedno z praw człowieka: prawo, by stworzyć biznes, by konkurować na rynku, wprowadzać innowacje z własnej inicjatywy, bez oczekiwania na nakazy i pozwolenia administracyjne. Podkreślam ten etyczny aspekt, ponieważ niewystarczająco się go docenia, skupiając się na technokratycznej i jednostronnej pochwale transformacji gospodarczej.
Trzecia grupa praw to wolność wyboru między alternatywnymi dobrami i usługami. System socjalistyczny wytworzył gospodarkę niedoboru. Przejście do gospodarki rynkowej było nie tylko zmianą sytuacji ekonomicznej kraju. Miało implikacje etyczne, ponieważ wzmocniło wolność jednostki. Gospodarka chronicznego niedoboru oznacza bowiem pozbawienie ludzi podstawowego prawa człowieka, jakim jest wolność wyboru tego, co chce się kupić.
Często się słyszy, iż nie jest ważne, czy ograniczenie dotyczy strony podażowej, czy popytowej - bo jeśli człowiek nie może czegoś kupić, to jaka to różnica, czy powodem jest brak towaru, czy brak pieniędzy. Nie zgadzam się z tym. Brak towarów jest ograniczeniem dotkliwszym, bo mogą go obejść zamożniejsi - korzystając z czarnego rynku czy płacąc twardą walutą.
Dlatego dziwi mnie, że wielu ludzi nie docenia wolności. W krajach postkomunistycznych nadal jest ona ceniona mniej niż w krajach z doświadczeniem rynkowym i kapitalistycznym.
Szacunku do wolności trzeba uczyć. To zadanie dla profesorów, nauczycieli i dziennikarzy. Zwłaszcza że ciągle są warstwy społeczne, które pragną silnego przywódcy i twardego prawa, a wolności nie cenią. Korzystają na tym stronnictwa radykalnie prawicowe, które zdobywają głosy, szerząc hasła rasistowskie, antysemickie czy antykapitalistyczne. Radykalna prawica w krajach postkomunistycznych wykorzystuje wolność do atakowania podstawowych praw człowieka, a cierpienia spowodowane światowym kryzysem gospodarczym tworzą podatny grunt dla takich ataków. Na baczności powinna się mieć cała Europa, nie tylko niektóre państwa postkomunistyczne.
Nie zapominajmy o Weimarze!
Równość. Uważajcie na Robin Hooda Sowiecki socjalizm z pewnością nie był egalitarny. Zgodnie z założeniami dobra miały być dzielone wedle wykonanej pracy, a decydowała o tym partia. Dlatego przodownik pracy otrzymywał więcej niż przeciętny pracownik, a dzielnicowy sekretarz partii więcej niż profesor uniwersytecki. Jednak nierówności były ograniczone. Szef dużego przedsiębiorstwa nie zarabiał rażąco więcej od swoich pracowników. Efektywny i nieefektywny menedżer wynagradzani byli mniej więcej tak samo, a jeśli były jakieś odchylenia od standardu, zależały one raczej od lojalności wobec partii, a nie od osiąganych wyników czy innowacyjności.
Transformacja wyprodukowała zwycięzców: przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukces, liderów handlu i produkcji, którzy dostosowali się szybko do nowego środowiska gospodarczego. Niektórzy wykorzystali znajomość języków obcych czy umiejętności w zakresie nowych technologii. Talenty i wysiłki hojnie zostały przez gospodarkę rynkową wynagrodzone. To tylko jedna z wielkich zalet rynku: bardzo wysoka nagroda za bardzo wysokie wyniki.
Lecz oczywiście istnieją inne źródła finansowego sukcesu. Niektórzy sprytnie wykorzystali proces prywatyzacji, kupując aktywa przedsiębiorstw państwowych za niską cenę, co przypominało kradzież. Byli tacy, którzy przebiegle wykorzystywali dawne koneksje, inni nie mieli skrupułów, by przekupić urzędników państwowych i polityków. Te dwie strony transformacji - jasna i ciemna - nie poddają się jednoznacznym podziałom i ocenom. Wszystkie "czyste" i "brudne", czy też "białe" i "czarne" elementy mieszają się, tworząc szarą i lepką miksturę.
W każdym wypadku na szczycie drabiny dystrybucji dochodów mamy bardzo wysokie dochody, wielokrotnie wyższe niż wysokie zarobki w poprzednim systemie. Również na dole zaszły drastyczne zmiany. Najistotniejsza dotyczyła rynku pracy. Gospodarka socjalistyczna nie znała bezrobocia, raczej brakowało jej rąk do pracy. Dlatego po przełomie bezrobocie okazało się tak strasznym ciosem. Część pracowników została w pewnym sensie zdegradowana; musieli podjąć się mniej płatnej pracy. Głównie na skutek inflacji spadła realna wartość emerytur i miliony osób starszych popadło w głęboką biedę.
Na temat wpływu transformacji na dystrybucję dochodów powstało już sporo prac. Żadna z nich nie podważa generalnego wniosku: znacznego wzrostu nierówności. Częściowo jest to spowodowane przez proces transformacji i może być zjawiskiem okresowym. Jednak wśród czynników, które generują nierówność, znajdują się również trwałe elementy systemu kapitalistycznego. Kapitalizm wytwarza znacznie większą nierówność dochodów niż socjalizm.
Nie oznacza to jednak, że powinniśmy na to pozwalać. Aktywność państwa może redukować stopień nierówności. Pytanie - jak?
Na świecie - a często w krajach postkomunistycznych - powraca wezwanie: "Niech zapłacą bogaci!". To nie jest po prostu trzeźwe oczekiwanie, że powinno się pobierać podatki tam, gdzie jest to możliwe. To hasło emocjonalne - niektórzy uważają za niesprawiedliwe, że bogaci są bogaci. Dlatego im więcej dochodu zabierzemy bogatym, tym lepiej się poczujemy. To stało się głównym elementem politycznej retoryki populistycznej.
Ja się pod tym nie podpisuję.