http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Mołdawia leży w Europie

Nicu Popescu*
2009-07-27, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 16:42

Jeżeli po mołdawskich wyborach znowu dojdzie do konfliktu między władzą i opozycją, Unia Europejska powinna być natychmiast gotowa do mediacji


Fot. JOHN MCCONNICO AP
ZOBACZ TAKŻE
Marcin Wojciechowski: Dlaczego środowe wybory w Mołdawii są tak ważne dla całego regionu i dla Europy?

Nicu Popescu: Będą testem na to, czy UE może wpływać na kształt transformacji w byłych radzieckich republikach. Stawka jest wbrew pozorom bardzo wysoka.

Przeciętni Europejczycy chyba tego nie rozumieją. Nawet w Polsce - gdzie polityka wschodnia jest żywym tematem - Mołdawia jest krajem egzotycznym.

- Szkoda. Gospodarczo Mołdawia żyje praktycznie w symbiozie z Rumunią. Wielu Mołdawian pracuje w Rumunii, a Rumuni traktują Mołdawię jako miejsce tanich zakupów czy źródło taniej siły roboczej. Ponad połowa handlu Mołdawii przypada na kraje UE, wielu Mołdawian pracuje w UE. Moim zdaniem związki Mołdawii z UE są najsilniejsze spośród wszystkich państw postradzieckich. Być może jej niewielki rozmiar sprawia, że Europa tego nie widzi. Integrację z UE popiera więcej Mołdawian niż mieszkańców Ukrainy, nie mówiąc już o Białorusi czy Rosji.

Czy kończąca się kampania wyborcza była uczciwa?

- Nie. Opozycja była dyskryminowana w mediach - państwowych i części prywatnych - niemal otwarcie sympatyzujących z rządzącą Partią Komunistyczną. Po kwietniowych zamieszkach po wyborach, które opozycja uznała za sfałszowane przez władzę, policja prześladowała polityków opozycji. Niektórzy jej sympatycy jeszcze nie wyszli z aresztów. Przy głosowaniu i liczeniu głosów nie doszło do większych fałszerstw. Mogą one wynieść kilka procent, czyli znacznie mniej niż w Rosji, na Białorusi, w Armenii czy Azerbejdżanie. Mołdawskie wybory będą bardziej przypominały wybory w Gruzji czy na Ukrainie, ale zarazem będą mniej demokratyczne niż kilka lat temu, gdy Mołdawia była jednym z najbardziej demokratycznych państw w b. ZSRR.

Kto prowadzi w ostatnich sondażach?

- W Mołdawii nie prowadzi się wiarygodnych ani regularnych badań opinii publicznej. Bardzo wiele zależy od przebiegu kampanii, bo 20-25 proc. wyborców wciąż określa się jako niezdecydowani.

W kwietniu minimalnie wygrali komuniści, z czym nie zgadzała się opozycja. A teraz?

- Wątpię w zwycięstwo opozycji. Nasz parlament ma 101 miejsc; 51 głosów wystarczy do sformowania rządu i obsadzenia stanowiska szefa parlamentu. I tyle pewnie zdołają zdobyć komuniści. Kluczowy jest jednak wybór prezydenta, którego także dokonuje parlament. Musi mieć poparcie 61 deputowanych. Sądzę, że opozycja zdobędzie większość blokującą wybór głowy państwa jak po wyborach wiosną.

I co wtedy?

- Pat, bo raczej nie wierzę w kompromis. To właśnie rola dla UE, by doprowadzić do mediacji między partią władzy i opozycją. Ale wszystko oczywiście zależy od tego, ile głosów zdobędą komuniści.

Mołdawscy komuniści są bardzo prorosyjscy. Jaka była rola Rosji w ostatniej kampanii wyborczej?

- Zupełnie otwarcie popierała i popiera komunistów. Kilka tygodni temu poprzedni prezydent, obecnie pełniący obowiązki głowy państwa Vladimir Voronin, pojechał z wizytą do Moskwy, gdzie obiecano mu pomoc gospodarczą sięgającą pół miliarda dolarów. Rosja chce wypłacić te pieniądze dopiero po wyborach, co jest wyraźnym znakiem dla wyborców, na kogo głosować. Tydzień temu Voronin był znowu w Moskwie na zawodach jeździeckich o puchar prezydenta Rosji. Rosyjscy politycy nie ukrywali poparcia dla niego.

Silną rolę odgrywają w Mołdawii media rosyjskie. Pierwszy program telewizji jest nadal najbardziej popularnym i darzonym zaufaniem kanałem telewizyjnym w Mołdawii. Docierają tu także rosyjskie gazety. W ostatnich dniach niezależne media doniosły, że na lotnisku w Kiszyniowie wylądował samolot z Rosji, który przywiózł pomoc na wypadek, gdyby po wyborach doszło do zamieszek. Nie wiadomo, czy chodzi o pomoc medyczną, humanitarną, czy są tam milicjanci do rozpędzania demonstracji. W czasie ostatnich protestów sympatyzujący z opozycją demonstranci byli rozganiani przez milicję ze zbuntowanego prorosyjskiego Naddniestrza.

Czy UE była wystarczająco aktywna w ostatnich tygodniach? Czy stworzyła przeciwwagę dla wpływów rosyjskich?

- Politycznie całkiem aktywna. Kładła nacisk, by władze przestrzegały praw człowieka. Był u nas unijny przedstawiciel ds. polityki zagranicznej Javier Solana, był także Radosław Sikorski. Ale szczerze mówiąc, Mołdawii najbardziej przydałaby się szybka wizyta mocnej reprezentacji UE tuż po wyborach, żeby pokazać komunistom, że Unia jest gotowa mediować. W takiej delegacji powinien być Solana, czyli najwyższa rangą osoba w UE zajmująca się dyplomacją.

Czy opozycja jest w stanie zapobiec ewentualnym fałszerstwom wyborczym albo je wykryć? Czy będzie prowadzić niezależny monitoring wyborów?

- Obserwatorów jest dużo, z samej Mołdawii i z zagranicy. Problem w tym, że fałszerstwa wyborcze ciężko jest udowodnić, zwłaszcza szybko. Najbardziej popularny sposób fałszowania wyborów to wydać podstawionym osobom więcej niż jedną kartę do głosowania i kazać im głosować w komisji lub komisjach poza miejscem zamieszkania. Takie fałszerstwo jest bardzo trudne do wykrycia.

Czy w przypadku wykrycia masowych fałszerstw znów dojdzie do protestów jak w kwietniu?

- Nie sądzę. Ludzie są wciąż wystraszeni brutalnością milicji. Boją się aresztowań, a być może nawet śmierci, gdyby milicja dostała rozkaz użycia broni.

Jak by pan scharakteryzował system stworzony przez rządzącego dziesięć lat Voronina? Jest on bardziej jak Łukaszenka czy jak Putin?

- Nie, znacznie bardziej miękki, liberalny i pluralistyczny. Mołdawska opozycja ma poparcie do 40 proc. wyborców; w Rosji czy na Białorusi nie przekracza ono 10 proc. Opozycja nie jest jednolita, ale skonsolidowana, gotowa działać razem. Popierają ją głównie ludzie młodzi, lepiej wykształceni, czyli bardziej aktywni i chętniej biorący udział w wyborach. Opozycja ma też swoich ludzi w parlamencie, czego nie ma w najbardziej autorytarnych państwach b. ZSRR. Porównałbym Voronina do Szewardnadzego, wczesnego Łukaszenki albo późnego Kuczmy.

Kuczma nie odważył się pięć lat temu podczas pomarańczowej rewolucji użyć siły przeciwko opozycji. A Voronin? To przecież były generał milicji.

- Raczej nie użyje siły na dużą skalę. Jeśli już, to punktowo. Kuczma był totalnie skompromitowany i pozbawiony poparcia społecznego. A Voronin cieszy się poparciem połowy Mołdawian. Generalnie uważam jednak, że można go przekonać do kompromisu, zwłaszcza jeśli zaangażuje się w to UE.

Jak to zrobić?

- Zasugerować mu wycofanie się z polityki. Powiedzieć, że zrobił świetne rzeczy, ale teraz już czas na emeryturę. W Partii Komunistycznej jest wielu młodych działaczy, którzy chętnie odnaleźliby się w roli lidera, premiera czy szefa parlamentu. Problem w tym, że Voronin próbuje sobie wywalczyć pozostanie u władzy na wzór Putina, chce mianować figuranta prezydentem, a sam rządzić jako na przykład szef parlamentu. To byłby najgorszy wariant dla Mołdawii.

Rozmawiał Marcin Wojciechowski

*Nicu Popescu - mołdawski politolog pracujący w Londynie, ekspert Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych, współautor głośnych raportów o stosunkach Unii z Rosją, wschodnim wymiarze polityki UE i europejskiej polityce energetycznej

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':