http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sieć nasza powszednia

Manuel Castells
2009-06-14, ostatnia aktualizacja 2009-06-15 12:23

Rozmowa z twórcą teorii społeczeństwa sieci Manulelem Castellsem. Jakiś portal każe płacić użytkownikom? Powstaje inny portal i odbiera ich tamtemu. Korporacje sprzedają nam naszą wolność, ale i tak możemy komunikować się swobodnie

Szczyt przedstawicieli rdzennej ludności z całego świata na temat zmian klimatu, Anchorage, kwiecień br. Słów Miguela d'Escoto Brockmanna, przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego ONZ, słuchają i robią notatki na komputerach m.in. Felipe de Jesus Inguez Perez, Indianin z Meksyku (z lewej), i Niko Valkeappa, Lapończyk (z prawej)
Fot. Al Grillo AP
Szczyt przedstawicieli rdzennej ludności z całego świata na temat zmian...
ZOBACZ TAKŻE

Manuel Castells będzie gościem w klubie "Gazety" we wtorek 16 czerwca, o godz. 19 w siedzibie redakcji w Warszawie. Wygłosi wykład "Komunikacja, media, władza". Zapraszamy wszystkich zainteresowanych



Alek Tarkowski, Mirosław Filiciak: Minęło dziesięć lat od ukończenia przez pana trylogii "Wiek informacji". Czy dziś analiza społeczeństwa jako społeczeństwa sieciowego - formowanego przez globalne sieci komunikacji działające z pomocą technologii elektronicznych - jest nadal aktualna?

Manuel Castells: Pisząc "Wiek informacji", nie starałem się przewidzieć ewolucji społeczeństwa - analizowałem trwający już proces. Jednak późniejsze przemiany były zgodne z logiką, którą zidentyfikowałem w trylogii. Biznes, media, kultura i polityka stały się globalne, a osią, wokół której się skupiły, są komputerowe sieci komunikacyjne. Jednocześnie tożsamość stała się kluczowym czynnikiem, który umożliwia oddolną organizację działań, mobilizację środków oraz opór wobec globalnych sieci bogactwa i władzy.

Rynki, państwa i kultury - wszystkie zmienione dzięki technologiom komunikacyjnym?

- Dzięki nowym sieciom komunikacji rozwijającym się w wyjątkowym tempie. Istnieją one dzięki nowym technologiom telekomunikacyjnym. W ostatniej dekadzie obserwowaliśmy gwałtowne tempo zarówno innowacji z nimi związanych, jak i upowszechniania się nowych technologii. W 1996 r. mieliśmy 40 mln użytkowników internetu - dziś jest ich 1,5 mld. 16 mln abonentów telefonii komórkowej rozrosło się w niecałe 20 lat do 3,7 miliarda.

To z pomocą tych technologii społeczeństwo sieciowe ogarnęło całą planetę i każdy obszar ludzkiej działalności. Nawet przy wykluczeniu dużej części globu jest już jasne, że nasze społeczeństwo jest rzeczywiście społeczeństwem sieciowym.

Społeczeństwo sieciowe to społeczeństwo globalnego kapitalizmu, którym dziś wstrząsa kryzys. Czy nie kłóci się to z tezą o spadku znaczenia państw narodowych? Dla stających na granicy bankructwa firm to przecież właśnie państwo często okazuje się ostatnią deską ratunku.

- Globalny kryzys finansowy też jest wynikiem zdarzeń następujących zgodnie z logiką, którą opisałem. Zaproponowałem wówczas metaforę globalnego automatu, który wymknął się spod kontroli i decyduje o kształcie globalnych rynków finansowych. Już wówczas miałem poczucie, że to przede wszystkim rynki finansowe, zmienne i nieprzewidywalne, będą określać społeczeństwo sieciowe. Dziś mam już pewność.

W przeciwieństwie do licznych futurologów nie wieściłem nigdy upadku państwa narodowego. Opisywałem jedynie jego przemianę w państwo sieciowe - oparte na sieciowych strukturach współpracy, takich jak Unia Europejska. Sieci te działają razem, mając na celu opanowanie procesów globalizacji i formowanie ich zgodnie z własnym interesem. Tak właśnie się dzisiaj dzieje. Rządy, wraz z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i innymi instytucjami ponadnarodowymi, działają wspólnie na rzecz regulacji globalnego kapitalizmu. Czynią to, gdyż działające w sposób niekontrolowany rynki powstrzymały wzrost gospodarczy w wielu krajach.

Stosunkowo dobrze kryzys znoszą kraje, w których kontrola państwa nad rynkiem jest względnie silna.

- Chiny są przykładem wyjątkowo silnego państwa, a jednocześnie sukcesu kraju rozwijającego się. Takie państwa są zdolne generować wzrost gospodarczy bardziej wydajnie niż ekonomie oparte na całkowicie wolnym rynku. Obok Chin można wymienić też Indie czy Koreę Południową. Rynki potrzebują państwa jako partnera. Nie chodzi jednak o państwo w jego biurokratycznej postaci, lecz o państwo przedsiębiorcze.

Skoro już mowa o Chinach, zajmijmy się innym przejawem kontroli państwa - kontrolą mediów. W swych najnowszych pracach zajmuje się pan pozytywnym wpływem tworzących się w internecie społecznych sieci komunikacyjnych na wolność obywateli. Opisuje je pan jako narzędzia pozwalające jednostkom i grupom zdobyć władzę i bronić się przed dezinformacją.

- Władza zawsze opierała się na komunikacji - procesie, poprzez który wywiera się wpływ na ludzkie umysły. Taką tezę stawiam w swej najnowszej książce "Communication Power". W społeczeństwie sieciowym komunikacja nie ogranicza się do pionowej wymiany za pomocą tradycyjnych mediów masowych. Ma postać poziomej komunikacji wykorzystującej najróżniejsze formy i narzędzia, ale skupionej wokół internetu i sieci mobilnych.

Powstaje wtedy coś, co nazywam indywidualnymi mediami masowymi. Wprowadzają one do debaty publicznej nową informację i wartości. Dochodzi do znaczącego zróżnicowania form władzy i znajdującej się w opozycji do niej przeciwwładzy. Nowe formy komunikacji tłumaczą historyczne zwycięstwo Baracka Obamy - w amerykańskich wyborach prezydenckich kluczową rolę odegrał internet. A wybór Obamy na zawsze zmienił politykę, zarówno w USA, jak i w skali globalnej.

Czy to jednak nie nazbyt optymistyczna wizja? Oczywiście media powinny służyć wypracowywaniu społecznego konsensusu, utrzymywaniu równowagi, ale często odgrywają rolę zgoła odwrotną.

- Moją rolą nie jest być optymistą lub pesymistą, nie staram się też sformułować jakiejś populistycznej ideologii. Nie postrzegam siebie jako publicznego autorytetu, jestem badaczem. Ja tylko obserwuję i badam zjawiska. Moim zadaniem nie jest również przewidywanie przyszłości - moje analizy służą wyłącznie zrozumieniu teraźniejszości.

Jeśli chodzi o potencjał nowych sieci komunikacji, to oczywiście można powiedzieć, że internet należy do korporacji. Ale one nie mogą wyeliminować swobodnej komunikacji, bo wtedy straciłyby klientów. Jeśli Facebook nałoży opłaty na użytkowników, ktoś stworzy drugiego Facebooka i odbierze firmie użytkowników. Tak więc korporacje sprzedają nam naszą wolność, ale wciąż możemy komunikować się swobodnie.

Kampanię wyborczą Obamy podaje pan jako przykład oddolnej mobilizacji obywatelskiej na rzecz zmiany. Ale przecież - niczego nie odbierając zaangażowanym w nią ludziom - było to równocześnie przedsięwzięcie precyzyjnie zaaranżowane, koordynowane przez sztab wyborczy Demokratów.

- Bardzo uważnie przestudiowałem kampanię Obamy. Internet odegrał w niej równocześnie rolę sieci scentralizowanej i zdecentralizowanej. Dzięki temu możliwe było zaangażowanie milionów obywateli, z czego 3 mln wsparły kampanię finansowo. To była kampania nie tylko obywatelska, ale też usieciowiona.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów