http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dziękuję ci, Włodku

Marcin Wojciechowski
2009-03-22, ostatnia aktualizacja 2009-03-22 00:00

?Stary, znajomi mówią, że chyba zwariowałem. To z powodu kilku artykułów krytycznych wobec Bandery, które zamieściłem niedawno w internecie - Włodek napisał mi niedawno w e-mailu. - Przeczytaj je i powiedz, co sądzisz?.

ZOBACZ TAKŻE
Jeden z tych artykułów znajduje się tutaj.

Włodek pochodzi z Galicji, z Rudek, gdzie kiedyś żył hrabia Aleksander Fredro. Włodek żartuje, że być może jako dzieciak bawił się jego czaszką, bo kiedyś z kolegami w krypcie kościoła, wówczas oczywiście w ruinie, bawili się starymi kośćmi.

Włodek jest Ukraińcem i patriotą Galicji. A mimo to - a może właśnie dlatego - nie pasuje mu wyidealizowany obraz przeszłości: że ukraińska partyzantka narodowa w czasie II wojny i po niej prowadziła świętą wojnę o niepodległość Ukrainy. I że to usprawiedliwia wszystko, także brutalność wobec przeciwników i tych, którzy z narodowcami nie chcieli współpracować.

Czarna legenda UPA nie jest tajemnicą w Galicji, ale mówi się o niej niechętnie. Włodek w swoich tekstach wspomina dwóch znajomych Hucułów. 70-latek pamiętający wojnę mówi o banderowcach "bandyci", bo przez nich wieś żyła w strachu przed represjami. 40-latek mówi o bohaterach z UPA, bo taki mit słyszał od kołyski.

Postrzeganie historii zmienia się z czasem. Na Ukrainie - zwłaszcza w Galicji - trwa próba wciągnięcia ruchu narodowego w główny nurt pamięci. Nacjonaliści stają się bohaterami, przemilczane są ciemne strony ich działalności. W Polsce można obserwować coś podobnego. Część historyków IPN usiłuje przekonywać, że po II wojnie światowej w naszym kraju wybuchło kolejne powstanie narodowe, tym razem antykomunistyczne. A skoro tak, to wszystkie akty przemocy - również te bandyckie - przeciwko "władzy ludowej" były usprawiedliwione. Więc niczego nie można zarzucić oddziałowi Ognia, Łupaszki i wielu, wielu innych. Po raz kolejny potwierdza się prawda, że polski i ukraiński nacjonalizm mogą przeglądać się w sobie jak w lustrze.

Na Ukrainie dyskusja o tamtejszych "żołnierzach wyklętych" dopiero się rozpoczyna. Mam nadzieję, że wśród jej uczestników znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że Pawliw nie zwariował. Że coś jest na rzeczy. Bo są na Ukrainie ludzie gotowi mówić bezkompromisowo o sprawach trudnych, jak w Polsce znaleźli się odważni, by mówić o Jedwabnem, pogromie kieleckim, szmalcownikach, cierpieniach zadanych Niemcom w trakcie przesiedleń.

Tekst Wołodymyra Pawliwa nie jest pierwszym krytycznym wobec UPA, ale ma ogromne znaczenie, bo nie napisał go historyk, ale znany publicysta.

To ważny tekst.

Dziękuję ci, Włodku.

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':