http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

To nie Reagan rozwalił mur

Adam Krzemiński
2011-09-12, ostatnia aktualizacja 2011-09-09 17:15

Nie zostałabym kanclerz Niemiec, gdyby nie "Solidarność" - powtarza w Polsce Angela Merkel. To dzięki polsko-niemieckiemu pojednaniu mamy dziś szczęśliwszą Europę - odpowiada w Berlinie Bronisław Komorowski. I nie jest to tylko rocznicowy patos

Wprawdzie w czasie zimnej wojny to Moskwa i Waszyngton rozdawały karty, ale to Niemcy i Polacy doprowadzili w 1989 r. do upadku komunizmu - stwierdza Gunter Hofmann we wstępie do wydanej właśnie w Niemczech książki "Polen und Deutsche. Der Weg zur europäischen Revolution" ("Polacy i Niemcy. Droga do europejskiej rewolucji 1989 roku").

Znany również czytelnikom "Gazety" wieloletni szef działu politycznego tygodnika "Die Zeit" przewertował wspomnienia polityków z obu stron Atlantyku, przedstawicieli ancien régime'ów radzieckiego bloku z jednej, a działaczy ruchów obywatelskich z drugiej strony. A tych, z którymi rozmawiał, wypytywał, jak po latach patrzą na rok 1989. Kto i co zadecydowało o sukcesie tej rewolucji, która rozwiała "wielkie złudzenie" (François Furet) roku 1917 i - nie zsuwając się w samosądy jakobinizmu i imperialne ambicje bonapartyzmu - do pewnego stopnia przyćmiła również rewolucję 1789 roku.

Jak każdy wielki proces historyczny także i rok 1989 nie ma jednej narracji. Polityka odprężenia czy raczej polityka siły. Gorbaczow czy "Solidarność". Dywizje polskich katolików skupionych wokół Karola Wojtyły czy Ronald Reagan przygniatający "imperium zła" niskimi cenami ropy i nowymi tomahawkami.

Różnie też jest wyznaczany początek tej lawiny, która zmiotła komunizm w Europie. Robotnicza rewolta w 1953 r. w NRD. Tajna mowa Chruszczowa na XX zjeździe KPZR, a potem Poznań i Budapeszt w 1956 r. Zgniecenie w 1968 r. czołgami próby "uczłowieczenia" socjalizmu w Czechosłowacji. Polskie strajki na Wybrzeżu w 1970 r., następnie Radom i Ursus '76. Wybór polskiego papieża w 1978 r. i Sierpień '80. To opowieść nasza i Timothy'ego Gartona Asha.

Ale jest też opowieść konkurencyjna. To władcy przestawiali zwrotnice. Walter Ulbricht, budując mur berliński w 1961 r., przyznał, że nie daje rady w konfrontacji z Zachodem. I Kennedy to zrozumiał. Dlatego rok później w czasie kryzysu kubańskiego zawarł z Chruszczowem kompromis: w Europie remis, na peryferiach konfrontacja kontrolowana. W latach 60. tę politykę odprężenia rozwinęli zachodnioniemieccy socjaldemokraci: uznamy powojenne realia, aby mur berliński uczynić bardziej przepuszczalnym. Gdy jednak Egon Bahr jako wysłannik kanclerza Brandta chciał pozyskać Henry'ego Kissingera dla idei helsińskiej konferencji bezpieczeństwa i współpracy w Europie, doradca prezydenta Nixona był nieufny: - Jeśli détente, to będziemy ją robić my, supermocarstwo, z Moskwą albo Pekinem.

Do konferencji w Helsinkach doszło i tak, w 1975 r., po przegranej wojnie wietnamskiej. Ale i wtedy miało to być metternichowskie porozumienie możnych tego świata. Aby nie drażnić Breżniewa, prezydent Ford za radą Kissingera nie przyjął Sołżenicyna, banity z ZSRR. To prawda, że Helsinki - argumentują zwolennicy polityki odprężenia - zobligowały Kreml i podległe mu kraje do respektowania praw człowieka i dały ruchom obywatelskim na Wschodzie pole do działania. Ale tak naprawdę o wszystkim zadecydowała - sorry! - nie "Solidarność", lecz porozumienie Reagan-Gorbaczow w Reykjaviku i na Malcie, gdy amerykański jastrząb (pod wpływem swej żony) uwierzył nowemu człowiekowi na Kremlu i zmienił się w gołębia. A więc jednak mężowie stanu

Zbigniew Brzeziński twierdził, że détente i polityka siły były dwiema stronami tego samego medalu. Z jednej strony ugłaskiwanie rządzących komunistów, by przynajmniej niektórzy się zsocjaldemokratyzowali. Z drugiej - wspieranie dysydentów w nadziei, że beton się skruszy. I stało się. Konwergencja ustrojów, o której Brzeziński pisał w latach 60., się udała. Tyle że jeden z jej partnerów zniknął ze sceny.

Jednak Hofmann wątpi, by na Zachodzie politycy, a na Wschodzie sekretarze generalni partii i działacze opozycji demokratycznej działali według jakiegoś master planu. Tylko Kohl już w tytule swych wspomnień ("Chciałem zjednoczenia Niemiec", 1996) sugeruje, że w roku 1989 był głównym rozgrywającym, ale Condoleezza Rice przyznaje, że Bush senior - od stycznia 1989 r. prezydent USA - nie dostrzegał "wielkiego obrazu", który rysował Gorbaczow, uchylając doktrynę Breżniewa. Jeszcze latem 1989 r. generał Jaruzelski miał w nim oparcie. To "nie wielcy mężowie stanu wpłynęli na bieg historii" w latach 1987-91 - mówił Gorbaczow w 20. rocznicę upadku muru berlińskiego - lecz to historia porwała ich ze sobą.

Nie ma też zgody wśród historyków i aktorów, od kiedy rozpad komunizmu i radzieckiej hegemonii był nieodwracalny. Od polskich kontraktowanych wyborów 4 czerwca 1989 r.? Od otwarcia muru berlińskiego? Od zjednoczenia Niemiec w 1990 r.? Czy dopiero od nieudanego puczu Janajewa w 1991 r.?

Andreas Oplatka z "Neue Zürcher Zeitung" uważa, że punktem zwrotnym był demontaż węgierskich umocnień granicznych, a potem tajne spotkanie Gyuli Horna z Kohlem 25 sierpnia 1989 r., na którym Węgrzy za 250 milionów marek zgodzili się wypuścić do Austrii koczujących w Budapeszcie enerdowców. Spotkanie było tajne, ale Kohl za plecami Węgrów powiadomił Gorbaczowa o warunkach umowy.

Inaczej György Dalos. Dla niego punktem zwrotnym był polski Okrągły Stół - połączenie wrogich elit. Według węgierskiego dysydenta polski sukces był także wynikiem sposobu wprowadzenia stanu wojennego. Ani Kadar, ani Husak nie mieli wymówki, że użyli przemocy, by zapobiec obcej interwencji. Dalos idzie dalej - katastrofalny pat w Polsce sprawił, że Okrągły Stół był skazany na sukces. Obie strony wiedziały, że nie mogą nie podpisać wiążącego papieru.

Również jeden z założycieli enerdowskiego Nowego Forum, Jens Reich, wskazuje na modelowe znaczenie Okrągłego Stołu, choć dla ruchu obywatelskiego w NRD ważniejsze było doświadczenie Praskiej Wiosny oraz - w polskiej tradycji solidarnościowej kompletnie lekceważonego - potężnego w latach 80. zachodnioniemieckiego ruchu pokojowego.

O ile można znaleźć analogie między rolą potężnego Kościoła katolickiego w Polsce i opozycyjnych pastorów w NRD, o tyle kompletnie różna jest ocena prowadzonej przez SPD polityki podtrzymywania odprężenia i dialogu Wschód-Zachód - mimo Afganistanu, stanu wojennego w Polsce i nowego wyścigu zbrojeń. Solidarnościowi rozmówcy Hofmanna - Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek i Adam Michnik - uważają postawę Helmuta Schmidta i Willy'ego Brandta za zbyt uległą wobec władz PRL i zbyt zdystansowaną wobec "Solidarności". Natomiast wypytywani przedstawiciele enerdowskiego ruchu obywatelskiego - Misselwitz, Meckel czy Schorlemmer - twierdzą, że dla nich oficjalny dialog ideologiczny SPD-SED był parasolem ochronnym dla opozycyjnego działania.

Zbigniew Brzeziński odmowę przez rząd Schmidta wprowadzenia sankcji wobec PRL za wprowadzenie stanu wojennego uważał za przejaw "samofinlandyzacji Niemiec". Natomiast opozycjoniści enerdowscy twierdzą, że jeśli ktoś ich naprawdę wspierał, to zachodni Zieloni - Elisabeth Weber, Petra Kelly, Milan Horáczek - podczas gdy chadecy tak samo spoufalali się z władzami NRD jak socjaldemokraci. W końcu to antykomunista Franz Josef Strauss odwiedził Honeckera w 1983 r. i "namotał" mu miliardowy kredyt, a Kohl mimo enerdowskiego rozkazu strzelania na granicy do uciekinierów podejmował w 1987 r. w Bonn z honorami tego samego szefa NRD, który po zjednoczeniu stanął przed niemieckim sądem.

Osią "Polaków i Niemców" jest spór o drugą fazę Ostpolitik, dystans wobec "Solidarności" i słowa Helmuta Schmidta 13 grudnia 1981 r., że podobnie jak Honeckerowi jest mu przykro, ale stan wojenny był konieczny. Kanclerz życzył Polakom demokracji, ale nie życzył losu Węgrów i Czechów. Ale te słowa zostały odebrane jako potwierdzenie podejrzeń, że socjaldemokraci podlizywali się rządzącym w bloku wschodnim. Gdy Hofmann przekazuje byłemu kanclerzowi, że Adam Michnik nadal równie ostro ocenia ówczesną postawę kanclerza, 90-letni Schmidt reaguje spokojnie: "Jako Polak też tak bym reagował. Ale jego ocena jest błędna". Wkład Polski w rok 1989 jest ogromny, ale przecież nie tylko Polski - dodał

Ciekawe, że Schmidt także rolę Gorbaczowa ocenia zupełnie inaczej niż Polacy. Podczas gdy zarówno Michnik, jak i Jaruzelski przyznają mu rolę kluczową, to były kanclerz uważa, że twórca pierestrojki kompletnie się pogubił, a największą postacią w świecie komunistycznym drugiej połowy XX wieku był Deng Xiaoping.

Socjaldemokratyczni stratedzy Ostpolitik - podobnie jak Gorbaczow - nie przeceniają swojej roli w przygotowaniu rewolucji '89. Przyznają - czynił to także Willy Brandt - że nie docenili ruchów opozycyjnych. Bahr przepraszał za sformułowanie z 1982 r., że utrzymanie pokoju w Europie jest ważniejszą sprawą niż wolność dla Polski. Nie zapisuje też w rozmowie z Hofmannem rewolucji roku 1989 na konto swojej polityki odprężenia. Niemniej jest przekonany, że bardziej się przyczyniła do powstania nowej Europy niż wojownicze wezwania Reagana do nowego wyścigu zbrojeń.

Polityka odprężenia po obu stronach wywoływała wielkie spory. Na Wschodzie kusiła partyjnych reformatorów socjaldemokratycznym wyjściem ze ślepej uliczki, natomiast dogmatycy obawiali się rozmiękczenia i wyprzedaży komunizmu. I obie grupy miały rację. Podobny spór toczył się na Zachodzie między zwolennikami przyciskania Moskwy poprzez wspieranie ruchów odśrodkowych w jej bloku - od "Solidarności" po afgańskich talibów - oraz zwolennikami równowagi sił i polityki realnej. Był to spór Brzeziński - Kissinger, Carter - Schmidt. Te kwadratury koła zostały po obu stronach żelaznej kurtyny rozwiązane w odmienny sposób. Na Wschodzie poprzez stan wojenny w Polsce, pierestrojkę, warszawski Okrągły Stół i zejście komunistycznego ancien régime'u ze sceny. Na Zachodzie poprzez tzw. podwójną decyzję NATO w 1982 r. - ustawienie w Niemczech zachodnich amerykańskich rakiet średniego zasięgu jako odpowiedzi na radzieckie SS-22 w NRD, ale równocześnie utrzymanie dialogu Wschód-Zachód. Wojna i pokój naraz. Za tę strategię Schmidt zapłacił w 1982 r. stanowiskiem. Ale Kohl ją kontynuował.

Dwadzieścia lat po upadku komunizmu i zjednoczeniu Niemiec polskie i niemieckie prawdy o przyczynach roku 1989 są rozbieżne - stwierdza Hofmann. Jako kamienie milowe Tadeusz Mazowiecki wymienia rolę polskiego papieża, "Solidarność" i Gorbaczowa. Nie pojawiają się traktaty wschodnie, uklęknięcie Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie, Helsinki czy dozbrojenie NATO. Nie ma też w Polsce specjalnej wrażliwości na niemieckie spory wokół potężnego wówczas w Niemczech ruchu pokojowego. Dla Bronisława Geremka pacyfiści byli tylko argumentem dla Breżniewa. Mieli głowy w chmurach - uważa Michnik. Gdy siedział w więzieniu, oczekiwał twardej reakcji Zachodu...

Nikt z aktorów roku 1989 - poza Kohlem - nie twierdzi, że od początku znał cel podróży. Droga do rewolucji w Europie Wschodniej była kręta, a na swój wydatny wkład w upadek komunizmu mogą się powoływać zarówno amerykańscy jastrzębie, jak i gołębie, niemieccy socjaldemokraci i chadecy, a w Europie Wschodniej zarówno ruchy obywatelskie, jak i "bohaterowie wycofywania się z historii" - jak Gorbaczowa, Jaruzelskiego i Kadara nazywał Hans Magnus Enzensberger.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':