W 1989 r. o tej porze niewielu z nas wiedziało, że za chwilę upadnie komunizm. Ba, nie do końca zdawali sobie z tego sprawę negocjatorzy przy Okrągłym Stole. Ale był ktoś, kto zauważył, że Polacy zaczęli rozmontowywać system i że robią to w sposób wielce obiecujący
W 20. rocznicę Okrągłego Stołu jest raczej zgoda, że to był historyczny przełom. Marginalne są głosy, że to była zdrada "Solidarności", zgniły kompromis w miejsce rewolucji, jaką trzeba było przeprowadzić po trupie komunizmu lub poczekać, aż padnie on sam w Polsce i dookoła niej, również w ZSRR.
Układającym się w 1989 r. stronom - "Solidarności" i komunistycznym odszczepieńcom gen. Jaruzelskiego - towarzyszyło przeświadczenie, że biorą udział w czymś, co nie miało precedensu. Reżimy komunistyczne nigdy nie dzieliły się władzą inaczej niż oszukańczo, by potem zagarnąć ją całą.
Obie strony świadomie zaryzykowały pełzający odwrót od komunizmu. "Solidarność" chciała demokratycznych zmian, ale bała się, że stanie się legalnym, nieznaczącym trybikiem ustroju. Komunistyczna władza chciała reform gospodarczych oraz umiarkowanych zmian politycznych, ale nie chciała stracić władzy. Niemniej jednak świadomie rezygnowała z tego, co było jej istotą od 1945 r., tzn. z dyktatury.
Jeszcze dzisiaj
Lech Wałęsa uważa, że komuna chciała "Solidarność" oszwabić: - Chcieli nas finezyjnie wciągnąć na minę. Oni chcieli komunizm zreformować, a ja - skończyć z nim - mówił niedawno "Gazecie".
20 lat temu Lech Wałęsa chciał zmian stopniowych, z udziałem ekipy komunistycznych reformatorów, a nawet bał się, że jeśli będą zbyt gwałtowne, opozycja, czyli "Solidarność", wyłoży się na nich boleśnie, Polacy zaś cofną jej zaufanie.
Powszechnej świadomości, że Okrągły Stół to nie zwyczajne pertraktacje "Solidarności" z rządem, ale skok ku wolności, nie było. Wielu Polaków, słysząc o zapowiedzi rokowań, wzruszało ramionami: - Nic z tego nie będzie, to oszustwo, ludzie tego nie kupią.
Sekretarz stanu James Baker pisał o tych obawach w depeszy do ambasady w Warszawie z 2 marca 1989 r.: "Do końca 1988 r. rząd
USA miał poważne wątpliwości, czy zaangażowanie rządu polskiego w reformy gospodarcze pójdzie w parze z wdrażaniem reform politycznych i społecznych. Rząd Stanów Zjednoczonych uważał, że rząd polski usiłuje realizować wariant Augusto Pinocheta - reformę gospodarczą bez żadnych kroków politycznych. Podejrzenia te zostały rozwiane po drugiej części plenum PZPR w styczniu i zebraniu się Okrągłego Stołu, ale wcześniej były ważnym faktem".
Tak uważali Amerykanie w Waszyngtonie, ale nie Amerykanin w Warszawie. Tu siedział przenikliwy obserwator - ambasador John Davies. Czasem rozumiał więcej z tego, co dzieje się w Polsce, od samych Polaków*.
6 stycznia. Okrągły Stół jest wciąż projektem, a generałowie Kiszczak i Jaruzelski jeszcze nie zaszantażowali towarzyszy na plenum KC PZPR dymisją, by dostać zgodę na rokowania. Ambasador depeszuje do Waszyngtonu: "Zarówno kierownictwo rządu, jak i opozycji wydaje się coraz bardziej przekonane, że system wkrótce musi zostać radykalnie zmieniony. Trudność leży w uzgodnieniu, jaki system powinien powstać na końcu drogi".
Gdy Wałęsa do upadłego bije się o ponowną legalizację "Solidarności", a władze próbują nie dopuścić do rozmów Kuronia i Michnika, ambasador USA nie zastanawia się, kto kogo może wywieść w pole, bo widzi, że jednych i drugich łączy przekonanie, że tak dalej być nie może i że w Polsce szykuje się zmiana ustrojowa.
6 lutego, w dniu rozpoczęcia rokowań, Davies pisze: „Sytuację najlepiej określa powiedzenie, że rozmowy są »skazane na sukces «. Obydwie strony poszły za daleko i za dużo zainwestowały w porozumienie, aby rozbiło się ono o szczegóły".
15 lutego dostrzega, że „Solidarność" wie, co trzeba zrobić z gospodarką, ale boi się kosztów reformy: „W rzeczywistości dawne żądania »Solidarności « są pod wieloma względami analogiczne do propozycji rządowych reformatorów, ale Trzeciakowski jest teraz pod dużą presją, aby podnieść stawkę do poziomu, na którym porozumienie może okazać się niemożliwe. Uratowałoby to bardziej radykalnych kolegów przed niemiłą koniecznością poparcia uzgodnionego programu. W pewnych kręgach występuje wyraźna niechęć do zamiany przyjemnej i nieskomplikowanej roli opozycji na to, co rząd nazywa współodpowiedzialnością za przyszłość gospodarczą Polski".
7 marca, w połowie obrad, Davies dochodził do wniosku, że „rośnie prawdopodobieństwo, że w Polsce w ciągu kilku następnych tygodni zostanie osiągnięte historyczne porozumienie między rządem a »Solidarnością « przy błogosławieństwie i wyraźnym poparciu Kościoła. »Solidarność « znów będzie legalna, będzie miała własną gazetę i dostęp do innych mediów. »Solidarność « rolnicza i Niezależne Zrzeszenie Studentów także będą uznane prawnie, nomenklatura w gospodarce zostanie ograniczona, prywatna przedsiębiorczość będzie pobudzona. Nowy system wyborczy zbliży Polskę do prawdziwej demokracji bardziej, niż większość z nas kiedykolwiek mogła się spodziewać. (...) To może być przełom, na który pracowaliśmy 40 lat albo dłużej. Sukces lub porażka rozmów może znacząco wpłynąć na przyszły bieg wypadków nie tylko w Europie Wschodniej, ale także w Związku Radzieckim. Komunizm przemienia się w coś, co Jaruzelski określił jako demokratyczny neosocjalizm, pomysł, który wydaje się mieć więcej wspólnego ze współczesną Szwecją niż stalinowską Rosją. (...) Od 1981 prowadzimy w Polsce z sukcesem politykę kija i marchewki. Prawa człowieka są teraz tutaj przestrzegane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w czasie moich 29-letnich doświadczeń z Polską. (...) Godzina najlepszego czasu antenowego telewizji co wieczór przeznaczona jest dla liderów różnych podstolików Okrągłego Stołu, którzy publicznie debatują nad przyszłością Polski (...). Cały ten proces poszukiwania nowego i realnego systemu odbywa się przy całkowicie otwartej kurtynie. Choć porozumienie Okrągłego Stołu nie zaprowadzi w jednej chwili demokracji, pełnej suwerenności i prosperity gospodarczej, to wprowadzi Polskę na drogę śmiałego eksperymentu politycznego, pełnego zarówno wielkich nadziei, jak i niebezpieczeństw. Sukces będzie naśladowany w świecie komunistycznym".
Widać, kiedy o zamiarach władzy komunistycznej ambasador Davies wiedział więcej od jej solidarnościowych rozmówców. 13 marca gen. Jaruzelski mówi delegacji amerykańskiej Rady Stosunków Międzynarodowych: "Pójdziemy tak daleko, jak to tylko możliwe bez narażania stabilności państwa i przerywania reform gospodarczych. Przy Okrągłym Stole mamy do czynienia z obywatelską dyskusją ludzi reprezentujących ugrupowania, które nie prowadziły prawdziwego dialogu przez 40 lat".
21 marca Davies pisze: „Czołowi negocjatorzy »Solidarności « mają jednak coraz większe trudności z ukryciem zadowolenia z rozwoju sytuacji". Jeden z nich mówił mu: „Naszym pierwotnym celem było tylko uzyskanie zalegalizowania komórek »Solidarności « na poziomie lokalnym. Uzyskaliśmy już pięć razy więcej i dalej negocjujemy".
24 marca: "Ci, którzy twierdzą, że nowy system nie zniesie [czyli nie zlikwiduje] nadrzędnej kontroli partii, że fundamentalne cechy systemu totalitarnego pozostaną, niedostatecznie przyjrzeli się ważnych składnikom nowej kultury politycznej wprowadzonej przez porozumienie: wolność zrzeszania się, wolność słowa, wolność głosowania na kandydatów na ważne urzędy, prawdziwie reprezentatywne organy ustawodawcze, niezależne sądownictwo, niezależne organizacje szkolne i studenckie, społeczna kontrola nad systemem ochrony zdrowia, polityka ochrony środowiska i inne ważne problemy kraju oraz - co najważniejsze dla Polski - wolne związki zawodowe. Na skutek Okrągłego Stołu wszystkie te sprawy zostały rozwiązane lub dokonał się w nich znaczący postęp. Najbardziej uderzające - i być może niezwykłe - w tym porozumieniu jest to, że opozycja zaangażowała się w rządzenie bez wiązania się z oficjalnym siłami politycznymi, nie było żadnej próby stworzenia koalicji rządowej".
Wielokrotnie w swoich depeszach Davies pisze, że "Solidarności" i ekipie Jaruzelskiego bliżej do siebie niż do związkowców z OPZZ i twardogłowych z partii, którzy z chęcią by cały Okrągły Stół wywrócili. Wielokrotnie też zauważa, że rządowi negocjatorzy ratują często chwiejne porozumienie kolejnymi ustępstwami. To wystawia ekipie gen. Jaruzelskiego wiarygodne świadectwo dojrzałości.
13 kwietnia, tuż po zakończeniu obrad, urzędnik Departamentu Stanu USA Thomas Simons pod wpływem meldunków Daviesa zauważa, znowu oddając sprawiedliwość obu stronom pertraktacji: "Kraje zachodnie zdefiniowały komunizm jako totalitarny system kontroli absolutnej. Teraz Polacy z niego wychodzą. Okrągły Stół zbliżył ich do demokracji i oddalił od komunizmu, jaki znamy i jakiemu się sprzeciwialiśmy. Historia Polski stanowi przykład zewnętrznych ingerencji, teraz oni sami tworzą historię, zmierzając w kierunku, który my obraliśmy od czasu narzucenia komunizmu".
19 kwietnia ambasador Davies widzi dalej niż polscy negocjatorzy po obu stronach barykady: "Czerwcowe wybory są dla władz nieprzewidywalnym niebezpieczeństwem, a dla opozycji ogromną szansą. Władze, godząc się na taką umowę, miały nadzieję na skromny sukces, ale jest bardziej prawdopodobne, że poniosą całkowitą porażkę i znajdą się w bardzo kłopotliwym położeniu".