http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tajemnica zbiorowego grobu. Pochowajcie ich pod Malborkiem

Stefan Chwin *
2009-02-15, ostatnia aktualizacja 2009-02-13 17:17

To były przecież kobiety, mężczyźni, dzieci. Niektórzy pewnie jakieś grzechy na sumieniu mieli. Tylko że to teraz nie ma żadnego znaczenia.

ZOBACZ TAKŻE
Roman Daszczyński: W Malborku odkryto zbiorową mogiłę ze szczątkami blisko dwóch tysięcy Niemców, którzy zginęli w ostatnich miesiącach wojny. Czy pisarz Stefan Chwin potrafi sobie wyobrazić, że gdzieś blisko jego domu w Gdańsku, pod ziemią, leżą dziesiątki czy nawet setki szkieletów i nikt o tym nie wie?

Stefan Chwin: Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby tak było. Zresztą nawet nie muszę sobie tego specjalnie wyobrażać. Miałem chyba siedem lat, gdy w pobliżu mojego domu odkryliśmy z kolegami szczątki niemieckiego żołnierza. W ogrodzie, pod śliwą, dla zabawy kopaliśmy „bunkry” i na głębokości półtora metra natknęliśmy się na żółte kości. Był zakopany tak, jak zginął, w hełmie, z zardzewiałym pistoletem maszynowym Schmeisser. Jakieś przegnite resztki płaszcza, chlebak, szkielet. To był żołnierz Wehrmachtu.

Gdzie to było?

- W jednym z ogrodów przy ulicy Poznańskiej w Oliwie, niedaleko domu, w którym się urodziłem. Tamtejsze domy leżały na północnym skraju Gdańska, mogły być więc elementem niemieckiego planu obrony miasta przed nacierającą Armią Czerwoną.

Co zrobiliście?

- Najpierw zabraliśmy wszystko, co dla chłopców miało wartość. Puszkę z nabojami, przerdzewiałego schmeissera, hełm, zardzewiały granat, klamrę od pasa z napisem "Gott mit Uns", menażkę, zapalniczkę, jakieś blaszki i guziki. A potem pobiegliśmy po dorosłych.

Wiadomo, co dalej działo się z tymi szczątkami?

- Nie mam pojęcia, nie słyszałem o żadnej ekshumacji. Możliwe, że nic z nimi nie zrobili, tylko ponownie je zasypali ziemią. To byli ludzie ciężko doświadczeni przez wojnę, więc pewnie wtedy uznałbym to za coś zupełnie naturalnego, że oni jakoś specjalnie nie przejmowali się kośćmi znienawidzonego Szwaba.

Co się stało z elementami żołnierskiego ekwipunku, które wykradliście z tej mogiły niemogiły?

- Zrobiliśmy coś niedobrego, choć wtedy nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Handlowaliśmy tymi rzeczami między sobą. Mnie przypadła w udziale zapalniczka. Mosiężna, z wytłoczonym na bocznej ściance godłem hitlerowskiej Rzeszy - orłem trzymającym w szponach swastykę. To się wtedy nazywało "gapa". Ale na targu w Oliwie mężczyźni handlowali masowo takimi rzeczami.

Ma pan do dziś tę zapalniczkę?

- Nie, zawieruszyła się gdzieś. Szkoda, bo zbieram rozmaite dawności. A odkrycie tej mogiły było dla mnie ważnym doświadczeniem. Jako paroletni chłopiec po raz pierwszy w życiu zobaczyłem, co zostaje z człowieka.

Były jakieś specjalne emocje? Miało znaczenie, że to Niemiec?

- Oczywiście.

Hitlerowiec, ludzka bestia? Ktoś mniej niż człowiek?

- A skądże. Był raczej dreszcz, że w bezpośredni sposób dotykam czegoś przerażającego, tej gigantycznej grozy, która podczas wojny przewaliła się przez świat.

Ten szkielet z "gapą" nagle wyłonił się głębin czasu.

- Dorośli ciągle mówili o wojnie, jednak takie dziecięce odkrycie w przydomowym ogrodzie to coś zupełnie innego. Zresztą pamiętam, że w lasku w Brzeźnie były mogiły sowieckie, przy jeziorkach, gdzie teraz jest park krajobrazowy. Szczątki tych ludzi potem przeniesiono zapewne na cmentarz żołnierzy radzieckich w Gdyni-Redłowie. Jestem jednak przekonany, że w różnych miejscach pod ziemią leżało wiele bezimiennych szkieletów, których nikt nigdy nie ruszył i dziś już nie ma po nich śladu.

Ten malborski masowy grób wyłonił się z głębin czasu już w nowej, "europejskiej" Polsce, ale wyraźnie mamy z nim problem. Pierwsze kości odkryto w październiku zeszłego roku, gdy kopane były doły pod fundamenty hotelu. I próbowano to zbagatelizować. Nikt więcej nie szukał, prokuratura pospiesznie umorzyła sprawę. To trochę jak pod tą śliwą w ogrodzie w Oliwie. Zasypać ziemią, udawać, że nic się nie zdarzyło. I tylko ten cholerny deszcz, który wypłukał z ziemi następne kości, przez co zrobiła się sensacja na międzynarodową skalę. Przecież można było to załatwić w innym stylu. Wykształceni ludzie, burmistrz Malborka, radni, prokurator, 60 lat po wojnie nie potrafili godnie potraktować szczątków mieszkańców dawnego Marienburga.

- Myślę, że kierowały nimi nie tylko motywy praktyczne. Hotel musi być gotowy na Euro 2012, a odkrycie tych szczątków może znacznie opóźnić inwestycję. Uważam, że wcale nie jest naganne, jeśli władze miasta starają się chronić dobry, pociągający wizerunek miasta...

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':