Postać jak z obrazów El Greca: w anarchii linii pionowych, w locie ku górze. Nieważka, bo niesie ją szaleństwo. Pnie się i wznosi, za chwilę przebije ramę obrazu.
Uderza intensywność spojrzenia. Chudość, ascetyczność, prostota. Nazywany prorokiem. Co to znaczy?
"Mówił o miejscu człowieka w świecie i historii, o sensie ludzkiej egzystencji i o obecności Boga w dziejach ludzkości" - Jerzy Turowicz, wieloletni redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego", wspomina kazanie, jakie ksiądz Jan Zieja wygłosił niedługo po wojnie dla grupy młodych publicystów katolickich. "Rozwijał przed nami jakąś potężną, kosmiczną wizję".
"Jasiu" - pisał doń kard. Stefan Wyszyński i pokornie prosił o spowiedź. Ale też słał z urzędu prymasa listy władcze i lodowate. Zieja - radykał i anarchista - rozsadzał przestrzeń obrazu, sprawiając Kościołowi kłopot.
Jego definicja „praktykującego chrześcijanina” z 1962 r. wzbudzi również dziś zakłopotanie kościelnych rygorystów: „nie ten, kto »chodzi do kościoła « lub »przyjmuje sakramenta « - to wszystko może mylić - ale ten, kto »czyni prawdę w miłości «”.
Filozof Stefan Swieżawski widział go wśród nielicznych w Polsce, którzy naprawdę zrozumieli odnowę soborową.
Tajemnicze procesy uruchamiał w człowieku, z którym obcował.
- Zaważył na moim życiu - przyznał pisarz, działacz ruchu Znak Jerzy Zawieyski.
- Połamańcy doznawali odrodzenia - wspominała pisarka Zofia Kossak-Szczucka.
- Dzięki niemu powiedziałem o sobie: teraz jestem chrześcijaninem - wyznał Jacek Kuroń.
"Spalam się w sobie - ludziom mało przydatny - wulkan wygasający - ot, co! (...) - pisał w liście w 1951 r. - I bardzo się dziwię światu, że tak mu nieskoro iść za wezwaniem Chrystusowym. I od tego dziwienia się - często bywam aż smutny, bo bezradny i tak mało światu pomocny - oby mi to było wybaczone...".
Wolnymi bądźmy!
Młody proboszcz parafii Łohiszyn koło Pińska formułuje na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku "Zarys sposobu życia braci i sióstr". Każdy może żyć według tych zasad - zachęca.
Za swego brata uważaj każdego człowieka - niezależnie od wiary, narodowości, stanowiska społecznego i "domniemanej wartości moralnej".
Odmawiaj zabijania. Zło zwalczaj dobrem. Odróżniaj człowieka od złych uczynków. Garnij się do oddalonych od Boga. Łącz "braci rozłączonych" w łonie chrześcijaństwa.
Strzeż się, by miłość do własnego narodu nie zamieniła się w bałwochwalstwo, "zaślepiające i obrażające prawa innych obywateli". Aby nie wpaść w ciasny nacjonalizm, zapoznawaj się z dziejami innych kultur i religii. W swej pobożności nie zwracaj uwagi na znaki i objawienia.
Na Boże Narodzenie 1931 r. w ulotce "Do Braci Kapłanów" wezwał ich do ubóstwa. Ostrzegał: dbając o dostatki dla siebie, popełniają niewierność wobec swego powołania i sieją zgorszenie. "Rwijmy więzy! Wolnymi bądźmy! Na mieszkanie niech nam wystarcza pokój jeden - reszta naszej plebanii niech służy celom społeczno-charytatywnym (...). Żyjmy z ofiar, jakie nam wierni sami złożą". Inaczej świat odwróci się od księży jak od obłudników.
Swój "Zarys sposobu życia...", przetłumaczony na łacinę, w 1930 r. wsunął do skrzynki na listy u wejścia do Bazyliki św. Piotra w Rzymie. W 1958 r. przedstawił prymasowi Wyszyńskiemu. "proszę o aprobatę na użytek mój własny i tych, którym ten sposób życia będzie odpowiadał".
Kiedy w 1971 r. starał się o paszport, w rubryce "stan majątkowy" wpisał: "Trochę książek, tapczan, dwa krzesła, fotel, stół, radio, szafa odzieżowa".
Tak Zieja żył. Mówił prawdę - bez kompromisów; wyznawał pacyfizm - skrajny; praktykował ubóstwo - do ogołocenia; traktował drugiego jak brata - dosłownie. Być księdzem, chrześcijaninem, człowiekiem - wedle Ziei - znaczy czynić to, co w Ewangelii napisano.
Źródło: Gazeta Wyborcza