http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wakacje marzeń - nie koszmarów

Magdalena Kłodecka
2011-06-22, ostatnia aktualizacja 2011-06-22 20:12

Podczas wakacyjnego wypoczynku kłopoty się zdarzają, na przykład podróżnika dopadnie choroba albo hotel okaże się ruiną. Podpowiadamy, co robić, żeby konsekwencje takich sytuacji były jak najmniejsze.

Wakacji Kowalscy wyczekiwali z niecierpliwością, bo po raz pierwszy mieli całą rodziną wyruszyć za granicę. Na dwa tygodnie, koniecznie do ciepłych krajów. Ustalili, co następuje: cała rodzina poleci do Grecji na dwutygodniowy wypoczynek, a tam wypożyczy samochód, żeby zwiedzić część kraju.

Gdy samolot ma opóźnienie

Zaczęło się nie najlepiej. Przyjechali na lotnisko i od razu pojawiły się problemy. Samolot był opóźniony. Na szczęście linie lotnicze nie zaniedbały swoich obowiązków i podczas oczekiwania zapewniły klientom posiłek i napoje. Całe opóźnienie nie było dłuższe niż pięć godzin, bo klientom, którzy znaleźliby się w takiej sytuacji, linie powinny zwrócić pieniądze za bilet lub zafundować lot powrotny, jeżeli zaś odlot przeniesiono by na następny dzień - pasażerowie musieliby dostać nocleg z dowozem do hotelu, a później znowu na lotnisko. Gdyby z któregoś zobowiązania przewoźnik nie chciał się wywiązać, pasażerowie powinni złożyć reklamację i dołączyć do nich kopie rachunków za poniesione w tym czasie niezbędne wydatki. W przypadku odwołanego lotu linie lotnicze powinny zaproponować inne połączenie do obranego celu albo w ciągu najwyżej tygodnia oddać pieniądze za bilet.

Widoki na pleśń

Kiedy Kowalscy dolecieli do celu, nie wszystko okazało się tak piękne, jak na zdjęciach i w opisie. Hotel wyglądał dobrze, ale tylko na zewnątrz. Po wprowadzeniu się odkryli w łazience duże trochę czarne, trochę białe plamy pleśni. Jedno okno się nie domykało, a klimatyzacja w pokoju przez większą część dnia nie działała.

Rodzina też narzekała na posiłki, przede wszystkim na obiadokolacje. Właściciel hotelu nie miał kuchni. Wynajęty samochód dowoził jedzenie o różnych porach i najczęściej już zimne.

Hotel dzielił od plaży dystans 200 metrów, ale w linii prostej, przez prywatne domy i działki, a więc przejścia niedostępne, natomiast najbliższa ścieżka przeznaczona dla wszystkich miała około kilometra długości.

Kowalscy natychmiast na miejscu zgłosili rezydentce reklamację na piśmie. Przeprosiła za awarię klimatyzacji, zapewniła, że upomni właściciela hotelu w sprawie posiłków. Pokoju też nie da rady im zamienić na klimatyzowany, bo wszystkie są zajęte. Może natomiast zaproponować inny hotel, w innej miejscowości, niestety, znacznie większy i bardziej hałaśliwy oraz położony jeszcze dalej od morza. Na przeprowadzkę Kowalscy więc się nie zgodzili, zaś w pozostałych sprawach, mimo obietnic rezydentki, nic się nie zmieniło. Grecja okazała się wspaniała, ale radość z wyjazdu przyćmiły nieco kłopoty w hotelu.

Zdjęcia nie tylko na pamiątkę

Po powrocie do domu Kowalscy na wszelki wypadek jeszcze raz złożyli reklamację. Po pierwsze dlatego, że chcieli dołączyć wszystkie zebrane dowody. Po drugie dlatego, że w dokumencie złożonym jeszcze w Grecji żądali zmiany warunków pobytu i wywiązania się z obietnic, a skoro tego nie udało się osiągnąć, po powrocie zażądali obniżenia ceny. Na złożenie reklamacji mieli 30 dni od zakończenia imprezy (to nowy przepis obowiązujący od września 2010 r.); sobie zachowali kopię i potwierdzenie wysłania jej listem poleconym z potwierdzeniem odbioru. Musieli odczekać też 30 dni na odpowiedź (od zakończenia imprezy, jeśli zostanie złożona od razu w miejscu pobytu; gdy turysta zrobi to już po powrocie, na odpowiedź jest 30 dni od dnia złożenia). Pewnych problemów przysporzyło Kowalskim dokładne określenie roszczenia, ale w końcu postanowili oprzeć się na Tabeli Frankfurckiej (http://www.konsument.gov.pl/files/t_frankfurcka.pdf), która wprawdzie nie jest w Polsce obowiązkowa, ale coraz częściej brana pod uwagę. Za inną odległość od plaży niż obiecana powinni zażądać 5-15 proc. obniżki, za klimatyzację 10-20 proc., za zimne posiłki 10 proc., za niebezpieczny basen 10-20 proc., za plamy pleśni 10-50 proc. Gdyby zsumować te wszystkie roszczenia biuro musiałoby im oddać całą wpłatę i jeszcze dopłacić. Dlatego rozsądnie podchodząc do sprawy, turyści zażądali zwrotu połowy ceny za wycieczkę. Do druku reklamacji Kowalscy dołączyli zdjęcia i filmy nakręcone na miejscu, pokazujące wszystkie niedociągnięcia organizatorów, wszelkie foldery, z których korzystali przy wyborze, wydruki ze stron internetowych itp. Mocnym dowodem potwierdzającym ich roszczenie było zeznanie świadka (innego uczestnika wczasów). Niestety, nie pomyśleli o tym, żeby od razu na miejscu wziąć od rezydentki pisemne potwierdzenie ich zastrzeżeń. To zapobiegłoby jakimkolwiek wątpliwościom rozpatrujących reklamację. Za zmarnowany urlop Kowalscy jak najbardziej mogli też domagać się od organizatora odszkodowania za szkody niematerialne, powołując się na uchwałę Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 2010 r., sygn. akt III CZP 79/10 (w tym przypadku za dwuosobowe wczasy o wartości 3780 zł zażądano 10 tys. zł zadośćuczynienia - oprócz zwrotu części kosztu wczasów).

Walizka leci zwiedzać świat

Jakby tego było mało, w czasie podróży powrotnej gdzieś w przestworzach im zaginęła walizka. Od razu na lotnisku Kowalscy wypełnili specjalny formularz PIR. Po kilkunastu dniach złożyli też reklamację (jest na to siedem dni od odbioru uszkodzonego i 21 dni od odbioru opóźnionego bagażu), w której oszacowali wartość zaginionych przedmiotów. Na niektóre kupione w Grecji prezenty mieli rachunki, podobnie na kamerę, którą kupili tuż przed wakacjami, a także na buty do chodzenia po wodzie, maskę do nurkowania. Wartości pozostałych upominków i ubrań nie dało się dokładnie określić. Niestety, za kamerę przewoźnik nie chciał zwrócić pieniędzy (mimo rachunku), ponieważ miał w regulaminie zapis, że sprzęt wideo jest wyłączony spod odpowiedzialności; Kowalski wcześniej tego nie sprawdził. W takiej sytuacji właściciel kamery powinien ją osobno ubezpieczyć. Nawet gdyby walizka zawierała same sztaby złota, za zaginiony bagaż Kowalscy i tak nie dostaliby więcej niż 1000 SDR (to międzynarodowa jednostka rozliczeniowa, równa w połowie czerwca 4,36 zł), bo taki jest górny limit odpowiedzialności przewoźnika. Chyba że wykupiliby dodatkowe ubezpieczenie. Bagaż można ubezpieczyć w wybranym towarzystwie ubezpieczeniowym. Należy dokładnie przestudiować o.w.u. z kilku powodów. Po pierwsze, aby się upewnić, czy ochrona obejmuje nie tylko kradzież czy zgubienia, ale też np. powódź, pożar itp. Po drugie, aby nie było tam zapisów, że rzeczy są wyłączone spod ochrony ubezpieczeniowej, kiedy znajdują się np. w przechowalni albo w pokoju hotelowym. Po trzecie, jak ustala się wartość zaginionej albo zniszczonej rzeczy, czy odlicza się np. amortyzację. Wysokość ubezpieczenia zależy od wartości bagażu lub sprzętu.

Ubezpieczenia turystyczne

Najczęściej kiedy turysta wykupuje wczasy w biurze podróży, w cenie zawarte jest też ubezpieczenie. Jego zakres może być bardzo różny, podobnie jak odpowiedzialność finansowa ubezpieczyciela. Pełen pakiet powinien zawierać:

- Ubezpieczenie NNW, czyli następstw nieszczęśliwych wypadków. To ubezpieczenie jest niezbędne, trzeba tylko zadbać o to, żeby w o.w.u. nie było zbyt dużo ograniczeń i wyłączeń oraz żeby górna granica ubezpieczenia nie była zbyt niska.

- Ubezpieczenie OC, czyli odpowiedzialności cywilnej. Może okazać się bardzo pomocne, gdy ktoś niechcący wyrządzi krzywdę drugiej osobie, np. jadąc na rowerze, lub uszkodzi jej własność.

- Ubezpieczenie kosztów akcji ratowniczej i poszukiwawczej; to zwłaszcza dla osób, które wybierają się w góry, nad morze, na inne ekstremalne wyprawy itp.

- Ubezpieczenie KLZ, czyli kosztów leczenia za granicą. Może okazać się niezwykle przydatne. Specjaliści zalecają, żeby jego limit wynosił 10 000-15 000 euro, żeby nie było sumy minimalnej i żeby to ubezpieczyciel od razu płacił lecznicom, a nie zwracał pieniądze, które klienci muszą wyłożyć najpierw sami.

- Ubezpieczenie kosztów transportu. Niekiedy wydatki mogą być bardzo wysokie (np. gdy niezbędny jest przewóz helikopterem), więc lepiej się ubezpieczyć.

- Ubezpieczenie assistance, czyli pomoc w różnych dziedzinach życia, np. opieka nad dziećmi w razie wypadku rodziców, pomoc przy wyrobieniu nowym dokumentów po kradzieży lub zgubieniu itd.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':