Wraz z końcem roku przestaje obowiązywać stara ustawa emerytalna, dzięki której Polacy mogli masowo przechodzić na wcześniejsze emerytury (jest to efekt reformy wprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka w 1999 roku). Dzięki tym ograniczeniom państwo zaoszczędzi nawet kilka miliardów złotych rocznie.
Dziś wcześniejsze emerytury kosztują budżet państwa 20 mld zł rocznie. Każdy z nas dokłada prawie 2 tys. zł rocznie do świadczenia wcześniejszego emeryta. Niestety, z każdym rokiem będzie jeszcze gorzej. Dlaczego? Bo się starzejemy.
Główny Urząd Statystyczny (
GUS) szacuje, że do 2013 r. liczba Polaków w wieku poprodukcyjnym wzrośnie z 6,2 do 7 mln i będzie stanowić ponad 18 proc. społeczeństwa. Czyli za 5 lat blisko co piąty Polak będzie emerytem!
Boom związany z przechodzeniem na emerytury odczuliśmy już w 2008 roku. Dotychczas co roku na emeryturę odchodziło niewiele ponad 100 tys. osób.
Ubiegły rok pobił jednak wszystkie statystyki. Na emeryturę odeszło dwa razy więcej Polaków niż w latach wcześniejszych - z tego 80 proc. na wcześniejszą. A to nie koniec złych wiadomości. W pierwszej połowie br. przybyło już 142 tys. emerytów. Łącznie w całym 2008 roku może być ich więc ponad 300 tys.! Nigdy wcześniej tak wiele osób w jednym roku nie zrezygnowało z pracy.
Tylko 60 stanowisk Im więcej emerytów, tym większe koszty. Aby więc państwo nie zbankrutowało, rząd postanowił ograniczyć emerytalne przywileje. Ekipa premiera Donalda Tuska zdawała sobie jednak sprawę, że nie wszyscy Polacy mogą pracować do ustawowego wieku emerytalnego (kobieta - 60 lat, mężczyzna - 65). W niektórych zawodach jest to bowiem fizycznie niemożliwe. Dlatego osobom pracującym w najtrudniejszych warunkach rząd zaproponował emeryturę pomostową.
Pomostówka, podobnie jak wcześniejsza emerytura, pozwoli kończyć pracę 5 lat przed ustawowym wiekiem emerytalnym (w niektórych przypadkach nawet 10).
Prawo do wcześniejszej emerytury ma dziś blisko 300 stanowisk pracy, nowa ustawa ogranicza tę liczbę do 60. (patrz lista zawodów na końcu informatora "Gazety").
Co jest w rządowym projekcie Lista 60 stanowisk pracy uprawniająca do pomostówek ogranicza też liczbę uprawnionych do wcześniejszych świadczeń - do 270 tys. osób.
Aby dostać pomostówkę, trzeba będzie: przynajmniej jeden dzień przed wprowadzeniem reformy (czyli przed 1999 r.) pracować w warunkach szczególnych lub o szczególnym charakterze (zgodnie z rozporządzeniem z 1983 r.), łączny wymagany staż pracy w trudnych warunkach musi wynosić minimum 15 lat (staż ogólny - 20/25 lat kobiety/mężczyźni), liczy się też wiek; kobiety - ukończone 55 lat, mężczyźni - 60 lat. Dodatkowo trzeba: rozwiązać stosunek pracy z pracodawcą.
Kto dostanie pomostówkę Na liście są m.in. piloci, kierowcy tirów, tancerze zawodowi, funkcjonariusze straży ochrony kolei. Z pracowników
PKP są jeszcze m.in. maszyniści, nastawniczy, kierownicy pociągu, dyżurni ruchu, manewrowi i ustawiacze. Co z nauczycielami? Rząd godzi się, aby pomostówkę dostali nauczyciele ze specjalnych ośrodków wychowawczych, zatrudnieni w więzieniach, domach poprawczych. Ale już nie nauczyciele podstawówek, gimnazjów czy liceów. Jednak
Związki są przeciw Ustawa przeszła już przez Sejm i Senat. Pod koniec listopada dostał ją prezydent. Lech Kaczyński do 15 grudnia musi zdecydować, czy ustawę podpisze, czy zawetuje.
Jeżeli podpisze - ustawa o emeryturach pomostowych wejdzie w życie 1 stycznia 2009 r. Jeśli zawetuje, a parlament nie odrzuci weta, od nowego roku przechodzenie na wcześniejsze emerytury zostanie całkowicie zablokowane. Nikt, kto do końca tego roku nie nabył praw do wcześniejszej emerytury, nie będzie miał prawa do kończenia pracy przed ustawowym wiekiem emerytalnym. Wszystko dlatego, że przepisy o wcześniejszych emeryturach obowiązują tylko do końca br.
Związki zawodowe domagają się weta prezydenta i jednocześnie przyjęcia przez parlament nowej ustawy przedłużającej o rok wszystkie obecne przywileje. To zdaniem rządu oznacza dodatkowe koszty dla budżetu: blisko 12 mld zł w ciągu najbliższych 5 lat.
Rząd jest więc przeciw. Związki zapowiadają jednak walkę do upadłego. 5 listopada przeciwko okrojonym pomostówkom protestowały pod Sejmem i kancelarią premiera NSZZ "Solidarność", OPZZ i Forum Związków Zawodowych. W demonstracji wzięło udział kilka tysięcy osób, m.in.: kolejarze, pielęgniarki, nauczyciele, stoczniowcy, budowlańcy, a także górnicy. Pod Sejmem płonęły opony. Związkowcy odpalali petardy i rzucali jajami. Kolejarze przez dwie godziny blokowali węzły kolejowe w Bydgoszczy i Katowicach. Kolejne protesty mają ruszyć dziś (8 grudnia).