Auguste Deter miała zaledwie 51 lat, kiedy trafiła do zakładu psychiatrycznego we Frankfurcie. Przywiózł ją mąż, który nie potrafił sobie z nią już poradzić. Kobieta się zmieniła. Stała się zazdrosna, twierdziła, że jest śledzona, naprzykrzała się sąsiadom. Chowała różne rzeczy, a potem nie mogła ich znaleźć, nie radziła sobie z wykonywaniem najprostszych domowych prac. Trafiła pod opiekę Aloisa Alzheimera. Lekarz obserwował ją, rozmawiał z nią i stwierdził, że pacjentka nie może sobie przypomnieć żadnych szczegółów ze swojego życia, szybko zmienia się jej nastrój, nie ma poczucia czasu. Alzheimer miał już pod opieką chorych z podobnymi objawami, ale byli starsi od Auguste średnio o 20 lat. Kiedy więc
kobieta zmarła, lekarz zbadał jej mózg. Odkrył ogromne zwyrodnienia komórek mózgowych. Alzheimer określił swoje odkrycie jako "chorobę zapominania".
Anna Twardowska: Minęło ponad sto lat od opisanej historii. Czy dzisiaj wiemy więcej o "chorobie zapominania" niż jej odkrywca? Robert Kucharski:Potrafimy ją zdiagnozować bez badania mózgu pod mikroskopem, spowolnić jej rozwój, odkryć predyspozycje do zachorowania, zanim pojawią się pierwsze objawy, ale dalej nie wiemy, jak jej zapobiegać.
Jak zaczyna się choroba Alzheimera? Deter, kiedy trafiła do zakładu psychiatrycznego, miała już zaawansowane objawy. - Zaczyna się niewinnie i podstępnie. Idziemy do sklepu, stajemy przed półkami i nie wiemy, co chcemy kupić. "Wylatują nam z głowy" imiona osób z rodziny. Nie pamiętamy treści rozmów. Na początku zrzucamy to na karb zmęczenia. Osoby inteligentne potrafią zamaskować te objawy przed otoczeniem. Kiedy urywa się wątek w rozmowie, zmieniają temat. Do sklepu idą z kartką, notując wcześniej listę zakupów.
Trudno więc będzie nam odkryć, że z naszym bliskim dzieje się coś złego. - Nie. Jeśli często odwiedzamy rodziców czy dziadków, rozmawiamy z nimi przy rodzinnych posiłkach, to na pewno zauważymy zmianę.
Jaką? - Chociażby nieporządek w mieszkaniu. Chaotycznie rozmieszczone rzeczy, położone w niewłaściwych miejscach, np. dokumenty w szafce na bieliznę. Zauważalna jest także zmiana charakteru. Kiedyś ktoś był uparty, a teraz stał się dodatkowo wybuchowy. Albo jest bojaźliwy, płaczliwy, choć wcześniej mu się to nie zdarzało.
Mówimy "alzheimer" i myślimy "utrata pamięci". A pan o zmianach charakteru... Jaki to ma związek? - Choroba rozwija się na wielu płaszczyznach. Stopniowa utrata pamięci to jej główny znak rozpoznawczy. Ujawnia się jednak wcześnie lub późno, w zależności od wykorzystywanych na co dzień zasobów intelektu. Ktoś np. całe życie wykonywał proste czynności gospodarskie, nie czytał, nie dyskutował. Problem zauważa dopiero wtedy, gdy zapomina nakarmić kury lub nie wie, jak to zrobić. Jeśli natomiast pracował w księgowości, a nie radzi sobie z prostym rachunkiem, kłopot spostrzeże znacznie wcześniej. Pacjent potrafi jednak unikać tzw. trudnych tematów. Chętnie rozmawia, ale tylko o dalszej przeszłości, nie pamięta, co robił wczoraj. W chorobie Alzheimera szwankuje bowiem tzw. pamięć bieżąca. Chory pamięta zdarzenia sprzed lat, ale nie sprzed kilku dni. Zmiana zachowania to kolejny objaw. Człowiek dorosły ma ukształtowany charakter i choć on się odrobinę zmienia z wiekiem, to zmiany nie bywają tak diametralne jak u chorych. Dlatego inne zachowanie bywa też symptomem choroby.
Są jeszcze inne objawy? - Chory może mieć depresję, urojenia, halucynacje. Unika kontaktu z innymi ludźmi. Wstydzi się niezrozumiałych dla siebie objawów lub nie rozumie, co się z nim dzieje. Jak już wspominałem, chorobę wcześniej rozpoznają osoby inteligentne i starają się ją maskować. Osoby mniej inteligentne są po prostu w tej nowej sytuacji zagubione. Nie chcą pokazywać przed otoczeniem swoich słabości. Kto chce się chwalić, kiedy nagle brakuje mu słów na określenie prostych rzeczy? Potrzebuje suszarki do włosów, ale nie wie, jak nazwać to urządzenie. Boi się wyjść z domu do pobliskiego sklepu, bo może się zgubić na własnym osiedlu. Obiecuje, że przypilnuje wnuka, ale zapomina o nim, a
dziecko wychodzi z domu, bo nie zamknął drzwi...
Bliscy są wściekli na chorego? - Tak. Objawy stają się dokuczliwe i niepokojące dla najbliższych. I zwykle wtedy pacjent przychodzi na konsultację - bo przestaje być samodzielny, zaczyna sprawiać kłopot. Stanowi zagrożenie dla siebie i innych, na jego słowo nie ma co liczyć. To przykre dla rodziny, ale nie możemy zapominać, że największy dramat przeżywa chory. Przecież to on traci nie tylko wspomnienia i przeszłość, ale też w pewnym sensie bliskich. Kontakt z nim staje się ubogi, ograniczony do opieki nad nim. Tak więc choroba Alzheimera, mimo że dotyczy chorego, staje się dolegliwością mającą duży wpływ na relacje w całej rodzinie.
Powiedział pan, że nie wiemy, co jest przyczyną zachorowania. A czy wiemy, co dzieje się z komórkami nerwowymi? Alzheimer na podstawie pośmiertnych badań swoich pacjentów określił, że dochodzi do ich degradacji. - W mózgu odkładają się tzw. blaszki starcze zbudowane z białka beta-amyloidu. To prowadzi do stanu zapalnego i uszkodzenia neuronów, a w konsekwencji do braku komunikacji między nimi. Mówiąc wprost - krążenie pamięci zostaje zaburzone. Komórki nerwowe nie mają zdolności regeneracji, więc nabyta informacja nie zostaje przyswojona, stąd tak szybkie zapominanie nowych zdarzeń.
Jakie są predyspozycje do zachorowania? - Przede wszystkim wiek. W krajach rozwiniętych choruje 10 proc. osób po 65. roku życia. Wpływ na rozwój choroby, i to nawet w młodszym wieku, ma też predyspozycja genetyczna.