Liczba podatników, którzy 1 proc. swojego rocznego podatku przekazują organizacjom pożytku publicznego, czyli różnego rodzaju fundacjom i stowarzyszeniom, m.in. prowadzącym i wspierającym hospicja, stołówki i noclegownie dla biednych i bezdomnych, finansującym kulturę, a także leczenie osób, których na to nie stać, naukę i wypoczynek dzieci z ubogich rodzin, rosła stopniowo od lat. Ale powoli. Co gorsza, na przekazanie niewielkiej części swojego podatku fundacjom czy stowarzyszeniom decydowała się niewielka grupa podatników. Ledwie kilka procent z nas.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko zmieniło się przed rokiem. W czasie rozliczeń podatkowych za 2007 r. z możliwości podzielenia się swoim podatkiem z OPP skorzystało prawie 5,1 mln podatników. Ta liczba ciągle nie powala, bo stanowi trochę ponad 20 proc. wszystkich podatników, ale postęp jest znaczący. OPP dostały niemal 292 mln zł, o przeszło 176,5 proc. więcej niż w czasie rozliczeń podatkowych za 2006 r.
Wszystko za sprawą rewolucyjnej zmiany zasad przekazywania 1 proc. Większość związanych z tym obowiązków wziął na siebie fiskus. Podatnik tylko wskazuje w
PIT wybraną przez siebie OPP i wylicza kwotę, którą może i chce jej przekazać. Pieniądze wpłaca w jego imieniu urząd skarbowy. Wcześniej płacił podatnik. Musiał wyciągnąć pieniądze z kieszeni, wpłacić je w banku lub na poczcie na konto fundacji czy stowarzyszenia i czekać nawet kilka miesięcy, aż fiskus mu je zwróci. Ta procedura zniechęcała do dzielenia się podatkiem z OPP.
Korzystniejsze zasady przekazywania 1 proc. podatku obowiązują oczywiście także teraz. W tej sytuacji grzechem byłoby nie pobić zeszłorocznych rekordów.