Wczoraj w "Gazecie" opisaliśmy historię pani Zofii, emerytki, która ma sześć pożyczek, a miesięczna rata dwukrotnie przekracza wysokość emerytury. Najpierw brała kredyty, bo banki ją do tego namawiały, a potem, żeby mieć na spłatę rosnących rat. W końcu wpadła w spiralę zadłużenia. Myślała o samobójstwie, bo miała nadzieję, że długi umrą wraz z nią. Na szczęście uznała, że lepszym pomysłem jest sprzedaż kawałka ziemi i spłata pożyczek. Szuka więc chętnych na działkę, ale banki nie dają jej spokoju. Wydzwaniają i grożą komornikiem. Groźba jest całkiem realna.
- W Polsce bardzo łatwo udziela się pożyczek i jeszcze łatwiej je egzekwuje - mówi komornik Jarosław Świeczkowski, doktor nauk prawnych. - Banki są bowiem w uprzywilejowanej sytuacji.
Bank może bezpośrednio, na podstawie dokumentów bankowych, bez potrzeby udowadniania swoich racji przed sądem, wystawić dokument zwany bankowym tytułem egzekucyjnym. Stwierdza w nim, że dług istnieje. Bankowy tytuł egzekucyjny ma moc wyroku sądowego. Teraz wystarczy jedynie tzw. klauzula wykonalności. Sąd wystawia ją po sprawdzeniu tytułu egzekucyjnego tylko pod względem formalnym (np. czy został podpisany przez upoważnioną przez bank osobę). W żadnym razie nie bada, czy kwota długu nie została zawyżona, ani tym bardziej, dlaczego dłużnik nie płaci. To sądu nie interesuje.
Klauzulę wykonalności sąd nadaje na posiedzeniu niejawnym, bez wzywania, czy choćby informowania dłużnika o sprawie.
Warunkiem wystawienia przez bank tytułu egzekucyjnego jest oświadczenie dłużnika o dobrowolnym poddaniu się egzekucji. Zwykle banki dysponują takim dokumentem, bo podsuwają go do podpisu w momencie udzielania pożyczki.
Banki coraz chętniej sięgają po tytuły egzekucyjne - dodaje Świeczkowski. Nie rozmawiają z dłużnikiem, nie chcą znać powodów, dla których przestał płacić albo płaci nieregularnie. Zamiast pozwolić dłużnikowi "złapać oddech" - znaleźć nową pracę, wrócić do zdrowia - sprzedają wierzytelność za część jej wartości firmie windykacyjnej albo nasyłają komornika.
Sprawdź, co możesz (i powinieneś) zrobić, zanim komornik zapuka do twoich drzwi.
Jak to się zaczyna
Schemat za każdym razem jest taki sam. Bierzesz kredyt, wpadasz w tarapaty finansowe, nie masz z czego spłacić długu... Co wtedy? Przez pierwszych kilkanaście dni w banku będą myśleli, że nie zapłaciłeś, bo po prostu zapomniałeś. Albo że przelew gdzieś się zapodział. Po dwóch tygodniach zaczną się niepokoić. Po trzech - dadzą pierwszy sygnał, że czekają na pieniądze.
Ktoś z banku zadzwoni pod numer podany we wniosku o kredyt. Będzie usiłował się zorientować, czy twoje kłopoty są przejściowe, czy raczej grozi ci niewypłacalność. Jeśli dalej nie płacisz, zaczniesz dostawać listy polecone, w których bank zacznie się domagać pieniędzy. Jeśli i wtedy nie zapłacisz, to:
1. Bank przekaże sprawę do swojego działu windykacji.
2. Wpiszą cię na czarną listę dłużników.
3. Sprzedadzą twój dług zewnętrznej firmie windykacyjnej za np. 10 proc. jego wartości.
4. Windykator sądowy nakaz zapłaty przekaże komornikowi.
Uwaga! Jeżeli nie starcza ci pieniędzy na całą ratę kredytu, spłacaj chociaż część! To dla banku będzie znak, że nie uchylasz się od spłat, że masz tylko przejściowe kłopoty.
Co zrobi windykator
Zaczyna się od tzw. windykacji przedsądowej. To pierwszy etap. Windykator zaczyna naciskać. Dzwoni, wysyła pisma. To ostrzeżenie: jeśli w wyznaczonym terminie nie wpłacisz gotówki, to oddadzą sprawę do sądu.
Jeszcze możesz zawrzeć ugodę z firmą windykacyjną, czyli np. wynegocjować zmniejszenie długu albo rozłożenie na raty. Ewentualnie mogą ci darować odsetki.
Drugi etap to sąd i nakaz zapłaty. Windykator wnioskuje o wydanie tzw. nakazu zapłaty. Korzysta z uproszczonego postępowania. Sąd wydaje nakaz automatycznie, sprawdza tylko, czy dług istnieje według papierów.
Dostałeś informację z sądu, że wydano przeciwko tobie taki nakaz? Złóż tzw. sprzeciw od wyroku, czyli oświadczenie, że nie zgadzasz się z nakazem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna