Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał w poniedziałek, że Marcin Libicki złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne i nie był świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL. A właśnie z powodu takiego podejrzenia w marcu 2009 r. Libicki, jeden z wyróżniających się (na plus) europosłów
PiS, przewodniczący Komisji Petycji PE. został usunięty z listy kandydatów partii Jarosława Kaczyńskiego do europarlamentu. Według informacji z
IPN, miał być w 1966 r. "operacyjnie wykorzystywany" przez wywiad PRL. W 1981 r. odnotowano, że wywiad wykorzystywał Libickiego "z uwagi na posiadane kontakty w Radio Wolna Europa".
Ogłaszając decyzję w sprawie Libickiego prezes
Jarosław Kaczyński utrzymywał, że decyzja zapadła po wnikliwej analizie racji obu stron. A "Gazeta" ujawniła, że Kaczyński prosił o zlustrowanie Libickiego dwóch pracowników wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Jeden z nich, Krzysztof Grzelczyk, wicedyrektor wrocławskiego IPN sprawą zainteresowany był osobiście. Miał być bowiem numerem trzy na liście wrocławskiego PiS, ale realne nadzieje na mandat dawała mu dopiero druga pozycja. Jej osiągnięciu sprzyjało wyeliminowanie Libickiego, bo zwalniało się pierwsze miejsce na liście PiS w okręgu wielkopolskim, które zajął poprzedzający Grzelczyka Konrad Szymański. Ostatecznie nazwisko wicedyrektora wrocławskiego IPN zniknęło z przedwyborczej giełdy.
Gdy PiS ujawnił swoje stanowisko w tej sprawie, europoseł Libicki oraz dwóch posłów - Jan Filip Libicki i Jacek Tomczak - zrezygnowali z członkostwa w PiS. Wraz z nimi legitymacje partyjne złożyło kilku radnych miejskich i wojewódzkich. Dziś Libicki i Dorn są członkami władz założonej niedawno Polski Plus
6 marca działacze PiS jadą do Poznania na ogólnopolski kongres. Dorn wystosował do nich apel:
"Kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości w sprawie pana Libickiego zapisało niechlubną kartę (...) Pan Marcin Libicki zaprzeczył pomówieniom, przedstawił świadectwa o tym, że o naciskach SB na niego informował osoby, którymi bezpieka się interesowała, zapowiedział wniosek o autolustrację. W ciągu paru zaledwie dni formalnie decyzją Komitetu Politycznego PiS, a faktycznie prezesa partii, pana Jarosława Kaczyńskiego Marcin Libicki został skreślony z listy kandydatów do Parlamentu Europejskiego. (...) Władze Prawa i Sprawiedliwości uwiarygodniły dziennikarską insynuację"
- pisze na
swoim blogu. Ocenia też przyczyny eliminacji Marcina Libickiego z PiS:
"Gdy byłem wiceprezesem PiS-u pan Kaczyński wielokrotnie mówił mi o konieczności ograniczenia wpływu "klanu Libickich" uzasadniając to obawą przed wpływami "grupy postzechaenowskiej" i jej względną niezależnością"
"Pan Kaczyński zdołał zaskoczyć jednak nawet mnie. Wykorzystał pomówienie dziennikarskie, by uderzyć w polityka, którego autonomii i mocnej pozycji od dawna się obawiał. Co więcej, wykorzystał do tego jak bezwolne narzędzie Komitet Polityczny PiS" - pisze Dorn. I dodaje w liście do działaczy PiS: "Jesteście członkami partii, która w sposób haniebny i bezczelny jest oczerniana i pomawiana. Ofiarami oszczerstw i insynuacji pada wielu z Was, najczęściej proceder taki jest stosowany wobec pana Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy trzeba, staję w jego obronie. Dlatego jako jeden z ważniejszych współtwórców Prawa i Sprawiedliwości, twórca jej nazwy, były wiceprezes PiS, a obecnie kolega polityczny pana Marcina Libickiego apeluję do Was: upomnijcie się na waszym Kongresie o jedno słowo adresowane do Marcina Libickiego. O słowo: przepraszamy."
PiS: Dorn tęskni za nami - Nie widzę powodu, by PiS przepraszał Marcina Libickiego - mówi przewodniczący Komitetu Wykonawczego PiS Joachim Brudziński. - Nikt go nie wyrzucał z partii, prosiliśmy tylko o rezygnację z kandydowania z pierwszego miejsca na liście do europarlamentu, póki sprawa nie zostanie wyjaśniona. Gdyby z nami został, mógłby kandydować w kolejnych wyborach z naszych list. Ale postawił sprawę kandydowania na ostrzu noża i sam odszedł wyciągając od nas kilka osób - dodaje. A apel Dorna podsumowuje krótko: - Z nową drużyną próbuje wyrąbać sobie królestwo, ale sądząc po notowaniach Polski Plus najwyraźniej bardzo tęskni za PiS.