Bezkonkurencyjny jest startujący na Śląsku Jerzy Buzek. Chętnie głosowałoby na niego 65 proc. zwolenników różnych partii, którzy wybierają się na wybory. Co ciekawe, b. premier prawicowego rządu ma więcej sympatyków wśród zwolenników
SLD niż PO.
Ponad partyjne podziały wybija się też
Marek Borowski. Wśród wyborców SLD ma lepsze notowania od szefa klubu parlamentarnego Sojuszu Wojciecha Olejniczaka! Z kolei kandydaturę Olejniczaka aprobuje aż 60 proc. wyborców PO.
W rankingu dobrze wypada też Danuta Hübner (PO), Dariusz Rosati (Centrolewica) i Jarosław Kalinowski (
PSL) - akceptowani przez blisko połowę respondentów. Oraz inni politycy z list Centrolewicy - Tomasz Nałęcz i Janusz Onyszkiewicz. Łącznie Centrolewica ma w pierwszej dziesiątce aż cztery nazwiska.
- Nie mamy dużych środków na billboardy i festiwale otwarcia, ale mamy ludzi znających się na polityce europejskiej. Mam nadzieję, że uda się nam z tym przebić - cieszy się Marek Borowski, który o sondażu dowiedział się od nas. I dodaje: - Mój wynik wśród zwolenników SLD dowodzi, że zupełnie inne poglądy mają wyborcy Sojuszu, a inne ci politycy SLD, którzy próbowali robić wroga z SDPl i na tym budować swój autorytet w partii.
W PiS najlepszą markę ma
Zbigniew Ziobro. Były minister sprawiedliwości jest jednak równocześnie najbardziej nieakceptowanym politykiem - odrzuca go prawie połowa badanych. Podobnie Jacka Kurskiego - 18. w rankingu.
Polakom nie podoba się też kandydatura b. szefa "S" Mariana Krzaklewskiego (PO). Jest na 16. miejscu - odrzuca go 43 proc. badanych, akceptuje co piąty. Nawet wśród zwolenników PO były lider AWS ma więcej przeciwników (38 proc.) niż zwolenników (26 proc.).
Czy ten sondaż przełoży się na wyniki wyborów? Jego autorzy podkreślają, że atrakcyjność kandydatów badali wśród ogółu Polaków deklarujących udział w wyborach, a nie wśród tych, którzy będą mogli na nich głosować. 7 czerwca będzie się liczyć popularność kandydata we własnym okręgu, osoby jego kontrkandydatów i popularność jego partii w całym kraju.
Z badań PBS DGA dla "Gazety" wynikało, że nazwiska kandydatów nie zmieniają poparcia dla partii w eurowyborach. - Nie wykluczam, że ludzie chętnie głosowaliby na Danutę Hübner, Marka Borowskiego czy Mariana Krzaklewskiego - mówi analityk z PBS Marcin Spławski. - Ale pamiętajmy, że taką możliwość mają tylko mieszkańcy jednego z 13 okręgów. Wyborcy najczęściej widzą listę, na której często nie ma znanego im nazwiska. Głosują więc na pierwszego kandydata na liście partii, do której im najbliżej.
Spławski dodaje: - To, że ludzie są tylko dodatkiem do partii, dobrze pokazuje przypadek Leszka Millera. Jako lider listy SLD w Łodzi zgarnął ogromne poparcie. Gdy startował z list Samoobrony - przepadł z kretesem.
Co ciekawe, to wyborcy PiS, uchodzący za zdyscyplinowanych, najczęściej zapowiadają, że będą kierowali się przede wszystkim osobą, a nie nazwą listy. Rozdarty może być elektorat Radia Maryja. Swoich ludzi znajdzie na listach PiS (Urszula Krupa), ale też na listach Libertasu (Anna Sobecka czy Ryszard Bender).
Najmniej rozpoznawalna w rankingu okazała się otwierająca krakowską listę PO Róża Thun - nie zna jej prawie trzy czwarte badanych. 57 proc. nie kojarzy Pawła Kowala z PiS, 47 proc. - rzecznika PiS, europosła Adama Bielana. Mało rozpoznawani są też Jacek Saryusz-Wolski z PO i
Magdalena Środa z Centrolewicy (nie zna ich co drugi badany).

CBOS, 2-8 kwietnia, reprezentatywna próba losowa 1094 dorosłych Polaków, w tym 390 osób deklarujących udział w wyborach