- Nowelizację ordynacji do europarlamentu skieruję do Trybunału Konstytucyjnego. Głosowanie przez pośrednika narusza zasadę bezpośredniości - powiedział w Katowicach prezydent
Lech Kaczyński. Ta decyzja uderza w 2 mln osób, które według szacunków Państwowej Komisji Wyborczej nie są w stanie dojść do urn wyborczych. Nie zagłosują w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie będzie też na razie dwudniowego głosowania, wyborów nie będzie można połączyć z referendum.
O podpisanie ustawy apelowały organizacje pozarządowe pomagające niepełnosprawnym. Głosowanie przez pełnomocnika sprawdziło się m.in. w Wielkiej Brytanii i we Francji.
Jednak nawet gdyby prezydent chciał podpisać projekt, miał na to ledwie kilka dni. - Od 2003 r. próbujemy wprowadzić rozwiązania ułatwiające głosowanie. A politycy zawodzą. Posłowie
PiS i
SLD byli nieufni, mówiąc, że Polacy, głosując przez pełnomocnika, mogą oszukiwać, choć ostatecznie SLD był za zmianami. Platforma nas poparła, ale wykazała się nieudolnością w przeprowadzeniu ustawy przez Sejm - mówi "Gazecie" prof. Lena Kolarska-Bobińska, szefowa Instytutu Spraw Publicznych.
Zdaniem dr. Ryszarda Piotrowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego głosowanie przez pełnomocnika nie jest sprzeczne z konstytucją: - Zasada bezpośredniości oznacza nie tyle, że można głosować tylko osobiście, ile że wybory są jednostopniowe - tzn. głosuje się bezpośrednio na kandydata, a nie np. na elektorów, którzy potem wybierają posłów. Głosowanie przez pełnomocnika można rozumieć jako mechanizm ułatwiający wyborcy wyrażenie woli, a więc sprzyjający realizacji innej konstytucyjnej zasady - powszechności wyborów. Mogłyby głosować osoby, które nie mogły korzystać z prawa wyborczego, bo są przykute do łóżek.
Lech Kaczyński zapowiedział, że wybory do europarlamentu zarządzi 9 marca.