Licealista z końcówki lat 80.: - Nie mieliśmy sympatii dla nauczycieli. Frajerzy, nieudacznicy. Czemu pracują za te gówniane pieniądze? Bo mają parcie na władzę, dozę sadyzmu. Ale ona była szanowana. Nie pisało się w kiblu: "Radziwiłł to k ". Ewenement.
Nauczyciel historii w szkole, którą już w wolnej Polsce kierowała: - Księżniczka Radziwiłłówna uczy w naszym liceum. To paraliżowało, stawiało na baczność. Paliła podłe papierosy w sczerniałych fifkach. Dyskretnie wymienialiśmy je na nowy komplet.
Dziennikarz od oświaty: - Staraliśmy się o dyżur eksperta. Była wiceministrem. Zapytałem, czy kogoś przyśle. "Sama przyjdę". Odbębniła przy redakcyjnym telefonie parę godzin. Dyskretnie zapytałem o pieniądze, inni eksperci się upominali. "Nie ma mowy, to mój obowiązek".
Bratanek: - Była pozytywistką. Trzeba służyć sprawie, którą uważa się za ważną. Jak nie wychodzi, robić swoje i liczyć na opatrzność bożą.
Od piątku leży na cmentarzu w Wilanowie obok rodziców: Zofii i Krzysztofa Radziwiłłów.
Moje dzieciństwo usurowione Sierpień 1940. Do Sichowa, rodzinnego majątku Radziwiłłów na Kielecczyźnie pod Staszowem, wkraczają Niemcy. Zofię zabierają do Ravensbrück, Krzysztofa do Buchenwaldu (później Majdanka, Gross-Rosen, Mauthausen). Wkrótce nowy niemiecki właściciel każe się wynosić także dzieciom. Jest ich pięcioro. Najstarsza Barbara ma 16 lat, najmłodsza Anna - dwa.
Rodzina sądzi, że to odwet. Krzysztof Radziwiłł, przedwojenny senator i działacz samorządowy, użyczył gościny krakowskim profesorom zwolnionym właśnie z Sachsenhausen. Teraz jeden z nich, ksiądz Konstanty Michalski, filozof, otacza rodzeństwo opieką duchową i intelektualną. Nad "sichowską piątką" czuwają ciotki i wujowie. Do 1944 r. dzieci mieszkają w Słupi, po przejściu frontu przenoszą się do Krakowa.
Obóz, w którym więziony jest Krzysztof Radziwiłł, wyzwalają Amerykanie. Może wybierać między Zachodem a Polską.
Stefan Wąsowicz, siostrzeniec Anny Radziwiłł: - Wiedział, że majątek przejmie państwo, ale wrócił. Zamieszkał w Warszawie. Do współpracowników w Sichowie napisał list na pożegnanie.
Jerzy Radziwiłł, bratanek: - Sichów rozgrabiono, dziadek miał zakaz pojawiania się w okolicy. Jednak po obozowej gehennie włączył się w odbudowę. Uznał, że w historii muszą zachodzić przemiany, a ojczyźnie trzeba służyć również w tych realiach.
Przez pewien czas Krzysztof Radziwiłł jest szefem protokołu dyplomatycznego rządu polskiego w Londynie, po powrocie do Polski posłem na Sejm Ustawodawczy z ramienia Stronnictwa Demokratycznego. Mówią o nim "Czerwony Książę".
Anna Radziwiłł przyznaje w wywiadzie, że ojca fascynowały zachodzące zmiany: "Akceptacja reformy rolnej była istotna w jego myśleniu o rzeczywistości. To znaczy poczucie, że dużo ujemnych stron nowego ustroju można wytrzymać w imię tego, że jest sprawiedliwiej". ("Tygodnik Nadwiślański").
Kurs się zaostrza. Krzysztof Radziwiłł bierze się do tłumaczeń z literatury niemieckiej. Jego córki mają po jednej sukience. Anna uczy się w liceum im. Królowej Jadwigi. Nie wygląda jak dziewczyny z lat 40. "Ma w sobie coś z zakonnicy" - zauważają koleżanki.
"Byłam surowo wychowywana. To dość częste w rodzinach, które, jak by to powiedzieć, nie są awansujące. Ale moje dzieciństwo zostało jeszcze usurowione przez wojnę i katolicyzm, w którym wyraźna jest idea umartwienia". ("Przekrój").
W 1961 r. Anna kończy historię na Uniwersytecie Warszawskim, w 1966 r. robi doktorat.
"Pamiętam, jak mój ojciec powtarzał nam w domu: jak chcecie iść na
studia, to sobie na nie zaróbcie. Zachowały się listy ojca z obozów koncentracyjnych, pisał, że nadchodzi inny świat, że trzeba umieć się dostosować do nowych warunków, pracować. Rygorystycznie potem tego przestrzegał. Studia nasze traktował jako luksus, może dlatego zawsze mój zawód traktowałam jak przywilej". ("Gromada Rolnik Polski").
Od 1970 r. pracuje w warszawskim liceum im. Lelewela. Lekcje prowadzi po swojemu, właściwie bez podręcznika. Chodzi po szkole w filcowych bamboszach, z marynarką narzuconą na ramiona, bez makijażu. Wygląda jak woźna i czasem uczniowie się mylą. Ale nie kpią, bo stoi za nimi murem. Zna każdą twarz, wszystkie stopnie. Tych, którzy kochają historię, dopieszcza. Bywają w jej maleńkim mieszkaniu, czytają, dyskutują. Z najwierniejszymi grywa czasem w brydża.
Ma kontakty z Czarną Jedynką, opozycyjnie nastawioną drużyną harcerską z liceum im. Reytana, i kręgiem instruktorskim Gromada Włóczęgów. Latem jeździ na obozy. Prowadzi kuchnię, bo z młodymi ludźmi najlepiej się jej rozmawia przy obieraniu ziemniaków.
Powie później: "Uczyłam bez specjalnej świadomości, że się narażam. ( ) Polski totalitaryzm po 56 r., a ja zaczęłam pracować w 58 r., był na tyle łagodny, że nie stawiał człowieka w sytuacji, że jest się albo świnią, albo bohaterem. Było miejsce dla normalnej pożytecznej pracy". ("Gromada").