http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie pomagasz? Wstydź się!

Adam Leszczyński
2009-04-05, ostatnia aktualizacja 2009-04-03 16:45

O książce Petera Singera, "The Life You Can Save. Acting now to end world poverty" Kto nie pomaga ludziom w biednych krajach, łamie podstawowy obowiązek moralny - pisze sławny etyk. I wylicza, ile powinniśmy dawać, aby żyć moralnie - 5 proc. dochodów

Peter Singer
Fot. Dariusz Kulesza / AG
Peter Singer
ZOBACZ TAKŻE
"Stoisz nad brzegiem płytkiego stawu, w którym topi się małe dziecko. Mógłbyś mu pomóc, ale wtedy pobrudziłbyś sobie świeżo wyczyszczone buty. Co robisz?"

Według Petera Singera, bioetyka i etyka z Uniwersytetu Princeton, ten obrazek dobrze opisuje sytuację człowieka bogatego Zachodu wobec cierpienia afrykańskich dzieci umierających - powiedzmy - na malarię (co roku umiera na nią 3 mln dzieci). Wystarczy drobna niewygoda - mały wydatek - żeby uratować dziecko. Tymczasem większość z nas nie robi nic, chociaż zapewne wyciągnęłaby tonącego dwulatka ze stawu.

Dlaczego? Dla Singera jest oczywiste, że mamy tu do czynienia z takim samym zobowiązaniem. To, że w jednym wypadku dziecko ginie na naszych oczach, a w drugim w odległej Afryce czy Azji, nie ma decydującego znaczenia. Od kiedy bowiem fizyczna odległość ma unieważniać zobowiązania moralne?

W najnowszej książce "Życie, które możesz uratować" (ukazała się w USA w marcu) Singer - wychodząc ze stuprocentowo świeckich pobudek - dochodzi do wniosku, że pomaganie ludziom w najbiedniejszych krajach świata jest elementarnym moralnym obowiązkiem każdego mieszkańca bogatego Zachodu. To nie ten wniosek jest jednak nowy i oryginalny - ale jego uzasadnienie.

Singer pisze o "moralnym obowiązku" pomocy w sposób równie jednoznaczny co kościelni moraliści - u których samo nazwisko tego arcylaickiego bioetyka wywołuje dreszcz odrazy. Singer jest bowiem - o czym pisał w innych miejscach - skłonny dopuszczać nie tylko aborcję, ale także (w pewnych, ściśle określonych warunkach) eutanazję. W kręgach katolickiej prawicy wyrobiło mu to reputację symbolu "cywilizacji śmierci".

Cóż taki potwór może mieć do powiedzenia o pomocy? Komentując historyjkę z dzieckiem tonącym w stawie, pisze: "Jak czułbyś się na miejscu rodziców tego dziecka? Albo jego samego? Całe myślenie etyczne polega na stawianiu siebie w miejscu innych". I dodaje: "Wszyscy się zgadzają, że warto ratować życie innych, jeżeli kosztuje to nas tak mało. Gdybyśmy jednak traktowali to zobowiązanie poważnie, nasze życie zmieniłoby się radykalnie".

"Bo to i tak nic nie zmieni"

Dlaczego więc nie pomagamy? Na wstępie Singer rozprawia się z argumentami przeciwko pomocy używanymi w publicznej debacie.

Kłopot z tymi argumentami polega na tym, że mają pozór racjonalności, są proste i dadzą się streścić w jednym zdaniu (np. "fundacje i tak wszystko wydają na luksusowe biura"). Żeby wytłumaczyć, że są albo wyolbrzymione, albo wprost fałszywe, trzeba mówić dłużej i tłumaczyć sprawy skomplikowane.

Amerykanie uważają np., że dają za dużo: przeciętnie myślą, że na pomoc dla najbiedniejszych krajów rząd federalny wydaje aż 20 proc. budżetu. Uważają, że powinien wydawać mniej. W rzeczywistości jednak rząd wydaje na pomoc międzynarodową mniej niż 1 proc. budżetu. Tego jednak przeciętni Amerykanie nie wiedzą - a kiedy im się powie, często nie chcą uwierzyć.

Inny argument tego typu głosi: "Już daliśmy dużo i nic nie udało się osiągnąć". Powtarza go William Easterly, były ekonomista Banku Światowego, który w niedawno wydanej książce policzył, że przez ostatnie 50 lat Zachód wydał 2,3 bln dol. na pomoc rozwojową - z efektem, jak uważa, mizernym.

Ta gigantyczna suma, jak liczy Singer, sprowadza się jednak do zaledwie 60 dol. rocznie na głowę statystycznego mieszkańca bogatego Zachodu - albo, inaczej mówiąc, do 30 centów z każdych zarobionych przez niego 100 dol. Dużo?

Te pieniądze nie zostały także całkiem zmarnowane, choć z pewnością było (i jest) wiele przypadków rozkradania albo marnowania funduszy pomocowych. ONZ i jego agendy słyną z groteskowej biurokracji, a lokalni politycy i gangsterzy (co nierzadko oznacza te same osoby) chętnie kładą na pomocy swoje brudne ręce. Wiele krajów, zwłaszcza afrykańskich, jest dziś równie biednych - licząc dochód na głowę mieszkańca - jak w latach 60.

To wszystko prawda. Jednak dzięki pomocy wiele cywilizacyjnych wskaźników - takich jak poziom analfabetyzmu czy średnia długość życia - w najbiedniejszych krajach jest dziś dużo wyższych niż 50 lat temu, nawet wtedy, kiedy te kraje nie stały się bogatsze (jest to wyraźnie widoczne zwłaszcza tam, gdzie nie ma epidemii AIDS, od lat 90. obniżającej średnią długość życia w znacznej części Afryki). Być może - za 0,3 proc. dochodu rocznie - nie był to aż taki zły biznes?

Singer dowodzi swojej tezy w jeszcze prostszy sposób - porównując średni koszt zabiegów medycznych, które ratują życie ludzkie. W najbiedniejszych krajach świata - w szpitalach prowadzonych przez organizacje pozarządowe - wynosi on od 200 do 2 tys. dol. W USA - według badań z połowy lat 90. - to średnio 2,2 mln dol. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wyższe koszty pracy lekarzy w Ameryce i to, że amerykańska służba zdrowia należy do najdroższych i najbardziej marnotrawnych na świecie, ogromna dysproporcja - pisze Singer - "pomiędzy tym, ile wydajemy na ratowanie życia w biednych krajach, a tym, ile wydajemy w bogatych, powinna sprawić, że poczujemy się niekomfortowo".

Ale - jak powiedział Singerowi jeden ze studentów - "przecież każdy ma prawo robić, co chce, z pieniędzmi, które zarobił?".

Etyk odpowiada: jest różnica między uprawnieniem a powinnością. Mam prawo wydać swoje pieniądze na to, co chcę - ale to jeszcze nie znaczy, że nie powinienem wydać ich na co innego. Na przykład - na uratowanie afrykańskiego dziecka.

Ekonomista nie lubi pomagać

Te wszystkie argumenty mają zadziwiającą trwałość w przestrzeni publicznej. Można wykazywać w nieskończoność, że nie są prawdziwe - a i tak wracają. Dla Singera świadczy to tylko, że są racjonalizacjami - służą tylko uzasadnieniu postaw, które leżą głęboko w ludzkiej naturze, i które utrudniają ludziom odnoszenie się z empatią do "innych" - spoza własnej, węższej lub szerszej, grupy.

Opisując te mechanizmy, Singer odwołuje się do psychologii społecznej i biologii ewolucyjnej. Opisuje np. wielokrotnie potwierdzany fakt, że chętniej pomagamy ofiarom nieszczęść i wypadków, które mają twarz i nazwisko - a nie anonimowym "biednym". Reklamy organizacji charytatywnych, które zachęcają do niesienia pomocy jednej, konkretnej osobie, statystycznie przynoszą o kilkadziesiąt procent lepsze efekty zbiórki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 51 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kto się wstydzi krzyża?

Pewnej nocy ktoś wywiercił dziury i przykręcił krzyże katolickie. A kolejnej ktoś ukradł krzyż prawosławny... Matka sołtysa wpada do izby i krzyczy: - LEPIEJ NIC IM NIE GADAĆ!

Grammy żegna W. Houston

Dziś w nocy po raz 54. rozdane zostaną muzyczne odpowiedniki Oskarów. Twórcy widowiska chcą oddać specjalny hołd zmarłej w sobotę Whitney Houston