"Eksperyment ukraiński się nie powiódł" - słyszymy nie tylko w sceptycznej wobec Kijowa Europie Zachodniej i od nowej administracji amerykańskiej, ale również w Polsce. Państwu grozi bankructwo, recesja osiąga apokaliptyczne rozmiary, szaleje inflacja, zaczęło się masowe bezrobocie. W rankingu inwestycyjnym
Ukraina spadła do poziomu Pakistanu.
Nie bacząc na nadchodzącą katastrofę, prezydent
Wiktor Juszczenko i premier Julia Tymoszenko, kłócą się, nasyłając na siebie służby specjalne. A opozycyjna Partia Regionów Wiktora Janukowycza nie dość, że prorosyjska, to jeszcze populistyczna.
Sytuacja Ukraińców rzeczywiście nie jest godna pozazdroszczenia. Ale kryzys kiedyś minie. W jego wyniku Ukraina nie zniknie z mapy świata. Pozostanie państwem niepodległym i demokratycznym. Wbrew hiobowym prognozom Kijów nie wpadnie do rosyjskiej strefy wpływów. Nie zrezygnuje z integracji z NATO i UE. Potwierdza to niedawne porozumienie z Unią o modernizacji ukraińskiej sieci gazociągów.
Prosperity po ukraińsku Gospodarka ukraińska to neoliberalizm na modłę postsowiecką. Ukraińskie elity władzy i biznesu, zajęte "pierwotną akumulacją kapitału", nie dbały o społeczeństwo. Miesiącami nie wypłacano pensji i emerytur. A poważny kapitał zagraniczny omijał Ukrainę, bo inwestorzy bali się korupcji i rozbuchanej biurokracji. Wielu niepokoiło się nawet o własne bezpieczeństwo.
Zmieniła to nieco pomarańczowa rewolucja, ale i dziś gospodarka Ukrainy jest wyjątkowo niezrównoważona. Póki panowała doskonała koniunktura na produkty metalurgiczne i chemiczne, póty trwało ukraińskie prosperity. Regularnie wypłacano pensje i świadczenia socjalne. Nieprzytomnie bogacili się oligarchowie, zarabiał też średni i drobny biznes. Młodzi przedsiębiorcy, menedżerowie, specjaliści i urzędnicy na potęgę zaciągali kredyty mieszkaniowe w walutach obcych.
Jednak ponad 40 proc. wpływów do budżetu to daniny pobierane od firm eksportowych - głównie metalurgicznych i chemicznych. Gdy eksport spada, nie równoważy go popyt wewnętrzny, który wynosi tylko 30 proc. PKB (W Polsce o 10 pkt. procentowych więcej).
Ponad połowa gospodarki tkwi w szarej strefie, a większość płac w sferze pozabudżetowej wypłaca się na rękę w walutach obcych. Mimo podatku liniowego i ulg dla biznesu kapitał ukraiński wciąż ucieka do rajów podatkowych. Niskie były płace i emerytury, ale i takież były do tej pory opłaty za
mieszkania oraz ceny usług komunalnych. Jednak wojna gazowa z Rosją sprawiła, że ceny energii wzrosły.
Bankructwa nie będzie Dzięki niskiemu poziomowi transferów socjalnych państwo nie musiało zaciągać długów za granicą. Nieprzytomnie wzrosło jednak zadłużenie prywatnego sektora bankowego. Do 2006 roku Ukraina utrzymywała dodatnie saldo handlowe. Sytuacja finansów publicznych zmieniła się po wejściu do WTO i gwałtownym rozwoju konsumpcji w czasach minionego prosperity. Import zaczął zdecydowanie przewyższać eksport. Pojawiła się nierównowaga gospodarcza i budżetowa. Sprzyjało jej poluzowanie polityki finansowej towarzyszące nieustannym kampaniom wyborczym.
Kolejne gabinety, szczególnie dwa rządy Tymoszenko, prześcigały się "w robieniu ludziom dobrze". Buchnęła inflacja, która dodatkowo rozchwiała finanse państwa. Załamanie w przemyśle metalurgicznym i chemicznym przybrało ogromne rozmiary - pod koniec 2008 roku produkcja stali spadła o blisko połowę w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. W dramatycznej sytuacji znalazła się większość banków. Zbyt małe aktywa i kapitał własny nie dały im spłacić złych kredytów. Bank centralny zabronił obywatelom przedwczesnego wyciągania depozytów, część banków w ogóle zamroziła wypłaty.
Szok powoli jednak ustępuje. Choć zadłużone są banki i podmioty gospodarcze - łączne zadłużenie zagraniczne Ukrainy stanowi 55 proc. PKB (w Polsce 40 proc.). To rezerwy walutowe państwa, ponad 28 mld dol., sprawiają, że państwu ukraińskiemu nie grozi bankructwo. Swoje zobowiązania jest w stanie spłacić nie tylko w tym roku, lecz również w latach następnych.
Od początku roku poprawia się bilans handlowy - eksport przeważa nad importem. Nadzieje dają też prognozy produkcji stali - spadnie jedynie o 20 proc. w porównaniu z doskonałym rokiem poprzednim. Frank Hill, analityk agencji ratingowej Standard & Poor's, ocenił, że gospodarka ukraińska po spadku PKB o 12 proc. w roku bieżącym w roku następnym powinna wzrosnąć o 4,5 proc. "Dostrzegamy - stwierdził - potencjał do stosunkowo szybkiego odrodzenia".
Władze późno zareagowały na kryzys, ale w końcu zdały sobie sprawę z rozmiarów nadciągających problemów. Zastosowały właściwe środki - zwróciły się do MFW o udzielenie kredytu dla stabilizacji systemu finansowego i sanacji banków. Jego pierwsza transza przyniosła oczekiwane rezultaty - po gwałtownym osłabieniu waluty wywołanym kryzysem w produkcji i atakiem spekulacyjnym, kurs hrywny się ustabilizował. To daje dobre podstawy dla wdrożenia drugiego etapu programu naprawczego. Problem Ukrainy polega na tym, że na spór o to, jak wyjść z kłopotów gospodarczych, nałożył się konflikt wokół orientacji geopolitycznej państwa. Wzmacnia go trwająca już kampania prezydencka.
Bliżej do Europy W kwestiach gospodarczych prezydent na głowę bije panią premier. Jest ekonomistą z wykształcenia i bankowcem z zawodu. Jako szef banku narodowego odegrał zasadniczą rolę w uniknięciu zapaści, którą mógł wywołać kryzys rosyjski z 1998 roku. Wadzi się ze swoją byłą sojuszniczką od początku kadencji, uważając ją za niepoprawną populistkę.
Za dymisją pierwszego rządu Tymoszenko we wrześniu 2005 roku też stoi polityka gospodarcza. Prezydent uważał, że rząd, zapowiadając nacjonalizację przedsiębiorstw, próbując ręcznie sterować cenami i uprawiając napędzające inflacje rozdawnictwo budżetowe, cofnął Ukrainę do poprzedniej dekady.
Podobnie i dziś. Prezydent obwinia rząd za przyjęcie nierealistycznego budżetu i torpedowanie wprowadzenia uzgodnionego z MFW programu naprawczego, który jest warunkiem przekazania drugiej transzy kredytu. Juszczenko kilka dni temu wymógł na Tymoszenko nie tylko podpisanie wspólnego memorandum do MFW i BŚ, lecz również koordynację działań swoich, rządu, banku centralnego i opozycji.
Nie było to łatwe. Miesiąc temu w parlamencie głosami bloku Tymoszenko uchwalono dymisję szefa banku narodowego, choć to wyłączna prerogatywa głowy państwa. Nie skrywano, że chodziło o to, by jego następca dodrukował pieniędzy. Dla uniknięcia dolegliwości programu MFW premier zabiega o 5 mld dol. kredytu w Rosji na pokrycie zadłużenia za gaz. Moskwa nie powiedziała "nie", ale w zamian zażądała wysokiej ceny - wprowadzenia wariantu "zerowego" w rozliczeniach po byłym ZSRR. Juszczenko uznał, że to wstęp do przejęcia przez Rosję spółki zarządzającej ukraińskim systemem gazociągów.
W tle toczył się, niewygasły od styczniowego porozumienia Putin - Tymoszenko, spór o zakończenie ówczesnej rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej. Prezydent uznał, że premier poszła na niepotrzebne ustępstwa w zamian za wyeliminowanie z handlu podejrzanej spółki RosUkrEnergo. Zarzucił jej wynegocjowanie złej ceny oraz szkodliwe zobowiązanie do pobierania zbyt wielkiej ilości surowca przez dziesięć lat.