Przypomina mi się październik 2003 roku. Mój ostatni dzień na wolności. Kilka tygodni po aresztowaniu doniesiono mi, że prezydent Putin zadecydował: przez następnych osiem lat będę "grzał pryczę" Wtedy trudno mi było w to uwierzyć.
Sądząc po tym, co dziś proponują prokuratorzy - "dać im [wspólnik Chodorkowskiego Płaton Lebiediew, razem z nim skazany w 2003 r., teraz jest współoskarżonym] 14 lat, gwiżdżąc na poprzednie postanowienia sądu - w ciągu tych lat zaczęli się mnie jeszcze bardziej bać, a prawo szanować jeszcze mniej.
Nikt na serio nie oczekuje, że przyznam się do winy. Nikt nie uwierzyłby, nawet gdybym zaraz obwieścił, że ukradłem całą ropę, jaką wydobyła moja firma. Tak jak nikt nie wierzy, że w moskiewskim sądzie może zapaść wyrok uniewinniający w sprawie Jukosu.
Wstyd mi za państwo Mimo wszystko chcę mówić o nadziei. Pamiętam koniec lat 80. Miałem wtedy 25 lat. Nasz kraj żył nadzieją wolności. Nadzieją, że my i nasze dzieci będziemy szczęśliwi. Te nadzieje w dużej mierze pozostały niespełnione. Winne temu jest całe nasze pokolenie, także ja sam.
Pamiętam też końcówkę ubiegłej dekady. Miałem 35 lat. Tworzyłem najlepsze rosyjskie przedsiębiorstwo naftowe. Nasza firma stawiała obiekty sportowe i domy kultury, budowała drogi, odkrywała i eksploatowała dziesiątki nowych złóż. Zainicjowaliśmy dokumentowanie wschodniosyberyjskich zasobów, wdrażaliśmy nowe technologie. Robiliśmy to, czym dziś tak chwali się Rosnieft, która przejęła Jukos.
Dzięki zwiększeniu wydobycia ropy, które nie byłoby możliwe także bez naszych sukcesów, kraj korzystał z naftowej koniunktury. Pojawiła się nadzieja, że okres wstrząsów i bezhołowia definitywnie się skończył. Że nastała okupiona ogromną pracą i wyrzeczeniami stabilność, która pozwoli nam spokojnie budować nowe życie i silne państwo.
Niestety, ta nadzieja na razie się nie spełniła. Stabilizacja bardziej przypomina zastój. Społeczeństwo zamarło. Ale nadzieja wciąż żyje. Nawet tutaj, na tej sali sądowej, gdy ja już dobiegam pięćdziesiątki.
U wielu moich współobywateli nadzieję wskrzesiło dojście do władzy nowego prezydenta. Uwierzyli, że
Rosja wreszcie będzie nowoczesnym państwem z rozwiniętym społeczeństwem obywatelskim. Wolnym od urzędniczej samowoli, korupcji, niesprawiedliwości i bezprawia.
Oczywiste, że nie mogło to nastąpić z dnia na dzień. Ale teraz już nie sposób udawać, że idziemy naprzód, skoro stoimy w miejscu. To niebezpieczne dla całego kraju. Nie można zaakceptować, że ludzie mieniący się patriotami sprzeciwiają się każdej zmianie, która szkodzi ich interesom i ogranicza ich bezkarność. To nie patriotyzm, to obłuda.
Wstyd mi patrzeć, jak ludzie, których niegdyś szanowałem, zmieniają dziurawe prawo w kompletne bezprawie. Od dobrej reputacji ważniejsze jest dla nich spokojne życie w ramach skostniałego systemu przywilejów.
Na szczęście nie wszyscy są tacy. Jestem dumny, że wśród tysięcy pracowników Jukosu przez siedem lat nie udało się znaleźć nikogo, kto zgodziłby się złożyć fałszywe zeznania, zaprzedać duszę i sumienie. Dziesiątkom ludzi grożono, oddzielano ich od rodzin, wsadzano do więzień. Niektórych nawet torturowano. Jednak oni woleli stracić lata życia i zdrowie, ale zachować najważniejsze - ludzką godność.
Te zawstydzające praktyki zaczęli [Jurij] Birjukow, [Saławat] Karimow [b. zastępca prokuratora generalnego i śledczy prokuratury zaangażowani w sprawę Jukosu]. Pogardliwie mówili o nas "handlarze", uważali nas za swołocz, która pójdzie na wszystko, byle tylko uniknąć więzienia.
Minęły lata i kto okazał się swołoczą? Kto dla pieniędzy i ze strachu przed przełożonymi kłamał, torturował, brał zakładników? I nazywali to "służbą ojczyźnie".
Wstyd. Wstyd mi za moje państwo.
Jak tu się realizować Ten proces nie dotyczy tylko mnie i Płatona, lecz nawet tych wszystkich niewinnych, którzy ucierpieli w wyniku tej rozprawy z Jukosem, których nie zdołałem uchronić, ale o których myślę każdego dnia.
Co myśli dziś przedsiębiorca, sprawny menedżer czy po prostu każdy wykształcony, twórczy człowiek, gdy patrzy na nasz proces, spodziewając się jego łatwego do przewidzenia wyniku? Oczywisty wniosek każdego myślącego człowieka jest przerażająco prosty - biurokracji wszystko wolno. Prawo własności nie obowiązuje, a jednostka nie ma żadnych praw w zetknięciu z systemem. Sąd nie broni praw, nawet tych formalnie zagwarantowanych przepisami, albo dlatego, że też się boi, albo dlatego, że jest częścią systemu.
Nic dziwnego, że ludzie myślący nie próbują nawet realizować się tu, w Rosji. Kto unowocześni gospodarkę? Prokuratorzy? Milicjanci? Czekiści? Takiej modernizacji już próbowano, ale nie wyszło. Udała się bomba wodorowa, nawet rakieta, ale jakoś ani zwykłego, nowoczesnego telewizora, ani taniego, konkurencyjnego samochodu, ani telefonu komórkowego nie udaje się wyprodukować.
Gdzie podziały się zeszłoroczne inicjatywy prezydenta w dziedzinie polityki przemysłowej? Dzięki nim moglibyśmy przestać być jedynie dostarczycielem surowców.