http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pożyteczni idioci Putina

Lilia Szewcowa*
2010-09-06, ostatnia aktualizacja 2010-09-03 18:40

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin
Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin
Fot. Mikhail Klimentyev AP

Amerykański reset i europejskie Partnerstwo dla Modernizacji to poparcie gry rosyjskich władz w udawanie. Zachód może tego nie rozumieć. Ale nasi koledzy wschodnioeuropejscy, którzy wraz z nami przeszli szkołę komunizmu, powinni pamiętać ten zgniły zapach

Tandem Miedwiediew - Putin przyznał, że bez pomocy Zachodu Rosja nie może unowocześnić swej gospodarki i infrastruktury, czyli przeżyć w XXI w. Świadczy to, że sytuacja jest rozpaczliwa. Miedwiediew mówi o "związku modernizacyjnym" z głównymi państwami Zachodu. Ale nie bądźmy naiwni. Chodzi o wykorzystanie zachodnich środków dla zachowania w Rosji status quo, systemu zbudowanego na zasadach obcych Zachodowi.

Po to, aby Zachód zaczął pracować nad putinowsko-miedwiediewowską ideą ożywienia gnijącego systemu, tandem zmienił retorykę i zachowanie wobec zachodnich elit. Zamiast gotowego do klinczu Putina na pierwszy plan wysunęła się "uśmiechnięta twarz" Miedwiediewa. To wystarczyło zachodniemu biznesowi oraz elicie od dawna gotowej do pragmatyzmu w stosunkach z Rosją.

"Schröderyzacja" polityki Zachodu wobec Kremla odbyła się we wszystkich liberalnych demokracjach. Zachód, znajdujący się kryzysie wartości i tożsamości, chciał normalizacji z miedwiediewowsko-putinowską Rosją. Biznes i politycy są gotowi do pragmatyzmu za wszelką cenę. Ale, co z tymi, dla których wspieranie wartości i zasad powinno być sensem życia? Mam na myśli intelektualistów, dziennikarzy, ekspertów oraz uczonych. Kreml zadziwiająco szybko użył zachodnich intelektualistów do legitymizacji rosyjskiego modelu władzy.

Kreml mówi ich ustami

Mechanizm pozyskania zachodniej elity okazał się prosty. Klub Wałdajski (od miasta Wałdaj) to coroczne spotkania z rosyjskimi przywódcami, na które Kreml zaprasza zachodnich dziennikarzy i ekspertów. By uwiarygodnić eksperyment, w forum uczestniczą też wybrani eksperci z Rosji, nawet krytycy Kremla. Klub stał się jednym z najbardziej skutecznych narzędzi prania mózgu zachodniej inteligencji i zarazem jej wykorzystania w interesach propagandy kremlowskiej.

Myślę, że wszyscy uczestnicy Klubu Wałdajskiego rozumieją, w jakim spektaklu biorą udział. Nie są to przecież głupi ludzie. Niektórzy być może naiwni. Ale nie na tyle, żeby nie rozumieć sensu sztuki, w której grają, i swojej roli w niej. Co ich ciągnie do obcej dla nich, ale widać atrakcyjnej kremlowskiej władzy? Ciekawość? Jakkolwiek by było, część gości zaczyna odczuwać zachwyt, jest im miło i chcą powiedzieć naszej władzy i o naszej władzy coś przyjemnego. Potem już nigdy nie mogą mówić o tej władzy prawdy.

Można by zrozumieć ich ciekawość, gdyby w czasie tych spotkań dowiadywali się czegoś nowego o Rosji albo mieli możliwość wziąć udział w dyskusji z przywódcami rosyjskimi. Ale wyznaczono im inną rolę. Powinni zadawać przygotowane wcześniej pytania, na które dostaną znane odpowiedzi. Co nowego dają im te spotkania? Najbardziej ostre pytanie to, kto będzie kandydatem na prezydenta w następnych wyborach. Odpowiedź na nie wałkują potem wszystkie gazety. I to ma być news?

Chciałoby się, żeby po powrocie goście zanalizowali kremlowski spektakl. Ale nie. Najczęściej można od nich usłyszeć zachwyty. Dla niektórych zaproszenie do Klubu staje się wydarzeniem życia. Opowiadają potem: "Jak mi niedawno powiedział Putin...", "Nie, Miedwiediew temu zaprzeczył". Kreml zaczyna mówić ich ustami. Oddajmy część kremlowskim technologom od propagandy - brawo chłopcy!

Do "złotej rezerwy" Kremla wchodzą ludzie znani w swoich krajach, gotowi pracować nad poprawą wizerunku Kremla. Francuski dyrektor prestiżowego instytutu wykrzykuje w obecności Putina: "Pan jest demokratą!". Nie mniej znany francuski ekspert stara się dogodzić Miedwiediewowi: "Pan jest rzeczywiście liberałem!". Znany brytyjski dziennikarz: "Teraz pochwalam te kroki (uznanie niepodległości Abchazji i Południowej Osetii). Inny ekspert mówi po powrocie do kraju: "Jak by nie krytykowali na Zachodzie Putina, to jest wielkim przywódcą".

Klub Wałdajski odbył się nawet po wojnie rosyjsko-gruzińskiej w sierpniu 2008, gdy na Zachodzie zaczęto nawet przebąkiwać o sankcjach wobec Rosji. Kreml potrzebował pilnie podretuszować wizerunek. Potrzebny był sygnał, który można by zinterpretować jako poparcie rosyjskich działań w Gruzji. Wałdaj nadawał się znakomicie. Zachodni dziennikarze i eksperci nie zawiedli. Spotkali się z liderami nieuznawanej Południowej Osetii, Abchazji oraz czeczeńskim prezydentem Ramzanem Kadyrowem, którego nawet rosyjscy politycy starają się unikać.

Kto się odważy?

Właśnie toczy się kolejne posiedzenie Klubu Wałdajskiego. Najpierw rozgrzewka, czyli spotkanie z rosyjskimi ekspertami. Potem, jak na koncercie rockowym, wychodzą główne gwiazdy, czyli przywódcy. Tematy do dyskusji - rosyjska modernizacja, sens historii i stalinizmu - są z pewnością ważne, by zrozumieć, dokąd idzie Rosja. Ale czy na pewno uczestnicy zechcą o nich mówić na poważnie? Jeśli tak, musieliby przyznać, że modernizacja prezydenta Miedwiediewa jest profanacją. Nie można modernizować kraju, zabraniając konkurencji, wolności słowa i zgromadzeń. Odrzucenie stalinizmu w słowach i potępianie represji będzie kłamstwem, dopóki Rosja nie zrobi tego, co Ukraina - nie potępi prawnie stalinizmu.

Czy uczestnicy Klubu zaryzykują powiedzenie tej nieprzyjemnej prawdy? Czy zapytają prezydenta Miedwiediewa, jak łączy swoją „odwilż” z rozszerzaniem uprawnień Federalnej Służby Bezpieczeństwa i wzrostem represyjnych funkcji państwa? Czy ktoś zapyta Putina: „Jak mają się do konstytucji pana słowa, że protestujących można bić »pałką po głowie «?”. I dlaczego w trakcie trwania obrad Klubu milicja zatrzymuje demonstrantów wychodzących na ulice w obronie konstytucji? Może ktoś powie Putinowi, że nie ma racji, sądząc, że na Zachodzie przywódcy także namaszczają swoich następców.

Nie wierzę, by ktoś odważył się na takie pytania. A jeśli nawet, to tandem wie, jak na nie odpowiedzieć. Dla niego nie są ważne słowa, które dawno straciły sens, ale imitacja.

Samym udziałem w Klubie zachodni intelektualiści będą legitymizować rosyjską władzę, integrując ją z Europą. Tym samym utrudnią wyjście Rosji z fałszu i udawania. Lepiej byłoby odmówić kuszącego zaproszenia i otwarcie wyjaśnić przyczyny odmowy. Ale na razie żaden zachodni intelektualista tego nie zrobił...

Ich nie da się oszukać

Wałdaj to niejedyny akt kremlowskiego projektu "Budujemy wioskę patiomkinowską". Następnym będzie zbliżające się Forum w Jarosławiu pod egidą prezydenta Miedwiediewa. Ma być poświęcone wymianie doświadczeń z Zachodem w sferze polityki i demokracji. Zobaczymy, kto da się skusić w tym roku. Rok temu doświadczenia wymieniali premierzy Francji i Hiszpanii oraz tacy intelektualni guru jak: Alvin Toffler, Immanuel Wallerstein czy Fareed Zakaria. Były sekretarz generalny NATO lord Robertson ogłosił: "To pierwsze Forum, które dało szansę światowym liderom głęboko zajrzeć w istotę problemów współczesnego państwa!". Nie rozumiem tylko, na czym polegała "głębia" myśli i dlaczego nie ogłoszono jej publicznie.

Idea "wymiany doświadczeń" w rozwoju demokracji i społeczeństwa obywatelskiego jest jednym z elementów resetu Baracka Obamy. Wymianą zajmuje się rosyjsko-amerykańska grupa robocza, której współprzewodniczy wiceszef administracji Kremla Władisław Surkow, odpowiedzialny za czystkę naszej przestrzeni politycznej. Nie wiadomo tylko, co Amerykanie mogą wynieść dla siebie z rosyjskiej praktyki walki z korupcją, zarządzania migracją, organizacji więzień. Takie sprawy omawia właśnie grupa robocza.

Rosyjscy liberałowie są krytyczni wobec udziału swoich zachodnich kolegów w kremlowskich projektach. To nie znaczy, że oczekujemy od Zachodu, iż zrobi za nas naszą robotę w Rosji. Sami powinniśmy zreformować system. Ale nasi koledzy z Europy Wschodniej pomogliby nam, przekazując doświadczenie polskiej inteligencji czasów komunizmu. Wtedy współpraca, a tym bardziej poparcie dla władzy było nie do przyjęcia dla prawdziwego inteligenta, a w każdym razie było sprzeczne z jego reputacją moralną. Pomogłoby nam, gdyby nasi koledzy w ten sam sposób odnieśli się do rosyjskiej władzy. Przecież niczym nie różni się ona od komunistycznej poza tym, że jest bardziej przebiegła.

Intelektualiści nie powinni być pragmatykami jak ich przywódcy. Oni noszą w sobie wartości, których brakuje w stosunkach Zachodu z Rosją. Amerykański reset i europejskie Partnerstwo dla Modernizacji to poparcie gry rosyjskich władz w udawanie. Może ktoś w Ameryce lub Europie Zachodniej tego nie rozumie. Ale nasi koledzy wschodnioeuropejscy, którzy wraz z nami przeszli szkołę komunizmu, powinni pamiętać ten zgniły zapach. Ich nie da się oszukać.

Kryzys zaufania

W Rosji są dziś tzw. systemowi zapadnicy. Akceptują obecną władzę, ale chcieliby, żeby Rosja szła ku Europie i żądają, by Europa otwarła przed nami ramiona. Bez żadnych warunków. Na zasadzie: przyjmijcie nas takimi, jakimi jesteśmy. Jednak związek społeczeństw zbudowanych na sprzecznych zasadach jest niemożliwy! Zanim zaczniemy rozmawiać o wspólnym systemie podatkowym i polityce energetycznej, powinniśmy pomyśleć o wspólnych wartościach i standardach. Ale żeby się do nich zbliżyć, rosyjska władza powinna zrezygnować z monopolu na władzę i mechanizmu dziedziczenia władzy przez następcę, wprowadzić konkurencję, zrezygnować z czarnych list ludzi niewpuszczanych to telewizji.

Chyba że nasi politycy liczą na to, że Europa przyjmie kremlowskie zasady gry? Niestety, podobne marzenia mają konsekwencje. Nierealność Związku Europy i Rosji [tydzień temu pisał o nim Siergiej Karaganow] może stać się kolejnym argumentem w ręku rosyjskiej elity, która nie chce nic zmieniać, a nieustannie szuka winnych swoich porażek.

W Rosji panuje głęboki kryzys, który czują nawet władze. Tak, Putin i Miedwiediew mają jeszcze ogromny kredyt zaufania na poziomie 70 proc. poparcia. Ale jest on iluzoryczny, bo tylko 27 proc. Rosjan jest gotowych głosować na Putina, a 20 proc. na Miedwiediewa, jeśli wybory odbyłyby się za tydzień. A 43 proc. nie oczekuje od Putina niczego dobrego. 67 proc. Rosjan uważa, że w kraju potrzebna jest opozycja, 59 proc. żąda powrotu do bezpośrednich wyborów gubernatorów, a ponad 82 proc. sądzi, że władza stoi ponad prawem. Rosja weszła w okres niestabilności, a niszczenie alternatywy politycznej tylko pogłębia nieprzewidywalność. Europejscy intelektualiści mogą, przynajmniej, uprzedzić swoje elity polityczne, że spokój w Rosji jest złudny, a rosyjska konstrukcja niestabilna. Czy żeby to zrozumieć, trzeba jechać na obiad z rosyjskim tandemem?

Tłum. Marcin Wojciechowski

*Lilia Szewcowa jest znanym rosyjskim politologiem, pracuje w moskiewskim centrum Carnegie, wykłada na wielu uczelniach w Rosji i za granicą. Ostatnio opublikowała "Jednookie państwo. Dlaczego Rosja nie została Zachodem i dlaczego Rosji tak ciężko z Zachodem" (2010).

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':