http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak nie Stalin, to co?

Marcin Wojciechowski, Moskwa
2010-05-08, ostatnia aktualizacja 2010-05-08 18:09

Rosyjscy mieszczanie nikomu nie ufają - ani władzy, ani prawu, ani żadnym autorytetom - w nic nie wierzą poza siłą swoich ciężko albo mniej ciężko zarobionych pieniędzy, za które - tak uważają,
nie bez podstaw zresztą - można kupić wszystko, a głównie zapewnić sobie święty spokój. Na zdjęciu: otwarcie Burger Kinga w jednym z moskiewskich centrów handlowych, styczeń 2010 r.
Rosyjscy mieszczanie nikomu nie ufają - ani władzy, ani prawu, ani żadnym autorytetom - w nic nie wierzą poza siłą swoich ciężko albo mniej ciężko zarobionych pieniędzy, za które - tak uważają, nie bez podstaw zresztą - można kupić wszystko, a głównie zapewnić sobie święty spokój. Na zdjęciu: otwarcie Burger Kinga w jednym z moskiewskich centrów handlowych, styczeń 2010 r.
Fot. Vladimir Fedorenko RIA Novosti

Jedna epoka odchodzi, następna jest wielką niewiadomą. Stąd ożywienie i nadzieja, ale też obawa przed przyszłością. - Na tym polega nasz strach przed modernizacją wpisany w tożsamość rosyjskich elit - mówi Igor Bunin

ZOBACZ TAKŻE
Nowy Arbat, wielka ulica w centrum Moskwy, kiedyś był wizytówką miasta, symbolem nowoczesności, jak domy towarowe w Warszawie, tylko w kilkakrotnie większej skali. Mimo upływu czasu Nowy Arbat wygląda nieźle, wyremontowany, pięknie oświetlony. Architektura wytrzymała próbę czasu, a sklepy zaadoptowały się do nowych warunków. Są w nich butiki wszystkich światowych firm. A także kasyna i kluby na każdą kieszeń, od studenckiej piwiarni Żyguli po lokale dla oligarchów. Wiatr kapitalizmu nie zmiótł - o dziwo - kultowej i wciąż świetnie zaopatrzonej księgarni Moskowskij Dom Knigi.

Przed świętem 9 maja na ścianach bloków Nowego Arbatu rozwieszono plakaty o wymiarach małego boiska piłkarskiego. Przedstawiają symbole zwycięstwa: socrealistyczną boginię Nike, pomarańczowo-czarne wstążki Orderu Świętego Jerzego (odpowiednika polskiego Virtuti Militari) i - oczywiście - żołnierza Armii Czerwonej w furażerce i z pepeszą. Wszystko na czerwonym jak flaga ZSRR tle.

Jeszcze kilka tygodni temu nie było jasne, czy na Nowym Arbacie i na Twerskiej, po której 9 maja ciężki sprzęt będzie wjeżdżał na defiladę na placu Czerwonym, nie zawisną gigantyczne plakaty z podobizną Stalina. Ale nie zawisły, bo odezwały się protesty. Przeciw była nie tylko liberalna opozycja, także część weteranów, młodzież, dziennikarze, w tym wielu z mediów propaństwowych. "Doskonale pamiętamy cenę, za jaką osiągnięto zwycięstwo: łagry, z których wielu z nas poszło na front, bataliony karne dla żołnierzy, którzy trafili do niemieckiej niewoli i jakimś cudem zdołali potem z niej uciec" - antystalinowscy weterani pisali w liście wydrukowanym przez popularny dziennik "Moskowskij Komsomolec".

Również władze dały wyraźnie do zrozumienia, że nie chcą, by awantura o Stalina przyćmiła propagandowy sukces święta 9 maja, które ma przypomnieć całemu światu, iż Rosja i byłe republiki ZSRR zapłaciły najwyższą cenę za zwycięstwo nad nazizmem. W końcu nawet Nikita Dołgich, były zastępca członka biura politycznego KPZR, dziś szef moskiewskiej rady weteranów, ten sam, który kilka miesięcy temu zainicjował potworną nagonkę na Aleksandra Podrabinka, dziennikarza krytykującego stalinowskie nastroje części weteranów Armii Czerwonej, poprosił władze Moskwy, by jednak nie wieszały plakatów ze Stalinem. Tłumaczył, że "ulegną one zniszczeniu", bo wiele osób zapowiadało, że jeśli zawisną, to będą je zrywać albo oblewać farbą.

Ekwilibrystyka słowna Dołgicha nie ma znaczenia. Liczy się efekt i to, że wszyscy wyszli z awantury z twarzą. Stalina na ulicach Moskwy 9 maja nie będzie. Małe plakaty z jego podobiznami zawisły w blisko 20 muzeach i miejscach, gdzie spotkają się weterani o sympatiach komunistycznych. Tam nie rażą. Zresztą najczęściej są to reprodukcje pierwszej strony dziennika "Prawda" z końca czerwca 1941 r. ze słynnym przemówieniem Stalina po napaści Niemiec na ZSRR zaczynającym się od słów: "Bracia i siostry...". Tego z historii wykreślić się nie da.

Wojnę wygrał naród, nie Stalin

W sprawie 9 maja i stosunku do Stalina zwyciężyło w Rosji społeczeństwo obywatelskie i zdrowy rozsądek, także władzy. Moskiewscy intelektualiści, choć cieszą się z tego drobnego zwycięstwa, które poprawia atmosferę w ich kraju i jego wizerunek w świecie, nie mają jednak jasności, co będzie dalej. Jaką ideę władza wybierze, by wprowadzić Rosję w drugie dziesięciolecie XXI wieku.

Dziesięć lat temu wówczas świeżo upieczony prezydent Władimir Putin świadomie sięgnął po symbolikę radziecką. Chciał zjednoczyć społeczeństwo rozedrgane po chaotycznym panowaniu poprzednika, rozpadzie ZSRR i wprowadzeniu demokracji, ale zarazem gigantycznej przestępczości, korupcji, niepewności oraz nierówności społecznych na niebywałą w Europie skalę.

Putin przywrócił sowiecki hymn, a zwycięstwo 9 maja stało się centralnym punktem budowania historycznej tożsamości rosyjskiej. Z czasem sowieckie symbole coraz bardziej - choć często bez intencji ze strony władz - zaczął przenikać złowrogi duch Stalina. - Te obchody to pożegnanie z przeszłością. Za pięć lat weteranów II wojny światowej już prawie u nas nie będzie. Odchodzi pewna epoka. Trzeba ją godnie pożegnać - mówią nieoficjalnie organizatorzy imprez 9 maja, tłumacząc ich rozmach. Setki wozów bojowych na placu Czerwonym i przelot samolotów nad miastem mają nie być symbolem ambicji imperialnych Rosji, ale hołdem dla weteranów.

To nie znaczy, że pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej (tak wciąż nazywa się w Rosji II wojnę światową) zniknie. Ma być inna, mniej pomnikowa, mniej patetyczna, mniej sowiecka, za to bardziej ludzka. Widać to w tekstach publikowanych w prasie w przeddzień Dnia Zwycięstwa. Widać w monumentalnej drugiej części "Spalonych słońcem" Nikity Michałkowa, który Stalina przedstawia jak krwawego potwora, a bohaterami są ludzie oddający życie za ojczyznę: od więźniów łagrów w batalionach karnych po żołnierzy elitarnych pułków kremlowskich. Przesłanie jest jasne - wojnę wygrał naród, nie Stalin.

Trudno się zresztą łudzić, by mit wojny szybko zniknął z rosyjskiej świadomości historycznej. Na razie nic nie jest w stanie go zastąpić. To jedyna idea łącząca ludzi od Kaliningradu po półwysep Sachalin. Pomniki ku czci żołnierzy radzieckich stoją w każdym rosyjskim mieście. Każdy miał w rodzinie kogoś, kto zginął w tej wojnie, choć żyjący jeszcze weterani są dziś już tylko w 40 proc. rosyjskich rodzin. Niezwykle ważne jest więc to, że ideę wojny oczyszcza się ze stalinowskich brudów. Pytanie tylko, co dalej.

Modernizacja, ale z jaką ideologią

Rozliczenie ze Stalinem stało się elementem subtelnej rozgrywki prezydenta Miedwiediewa z premierem Putinem. Oficjalnie obaj stanowią zgrany tandem. Jednak wciąż rywalizują na wielu szczeblach, od stosunku do przeszłości po sposób modernizacji kraju. Elementem tej rywalizacji był też wyjazd Putina 7 kwietnia do Katynia i zaproszenie tam Donalda Tuska. Putin nie poruszył sprawy Katynia wyłącznie po to, by poprawić stosunki z Polską. Powód był znacznie głębszy. Mógł dzięki temu pokazać, że on też, mimo wizerunku byłego kagiebisty, krytykuje stalinizm i nie jest gorszy pod tym względem od prezydenta Miedwiediewa.

9 maja Putin będzie w cieniu Miedwiediewa, bo to prezydent jako zwierzchnik sił zbrojnych odbierze gigantyczną defiladę na placu Czerwonym. To on wygłosi przemówienie, w którym być może znowu - oprócz oddania hołdu weteranom - podzieli się swoją wizją rozwoju Rosji. Jak w zeszłym roku w słynnym artykule "Rossija wpieriod!", w którym zapowiadał początek "demokratycznej modernizacji" jak i we wczorajszym wywiadzie dla "Izwestii", gdy po raz kolejny odciął się od stalinizmu i krytycznie mówił o polityce ZSRR wobec krajów Europy środkowo-wschodniej, w tym także Polski.

Liberałowie, od siedmiu lat poza oficjalną polityką, uważają, że propagowane przez Miedwiediewa hasło "demokratycznej modernizacji Rosji" jest puste. - Nie da się tego zrobić bez dwóch rzeczy: wolnych wyborów i wolności słowa, a w praktyce dostępu dla opozycji do kontrolowanych przez Kreml kanałów telewizyjnych - mówi Lilia Szewcowa, politolożka z centrum Carnegie.

- Nasza elita organicznie boi się modernizacji, dlatego unika gwałtownych ruchów - tłumaczy opór, z jakim słowa Miedwiediewa są wprowadzane w życie, prokremlowski politolog Igor Bunin. - Ludzie władzy boją się, że zbyt głęboka i odważna modernizacja uruchomi lawinę niekontrolowanych zmian. Tak jak pierestrojka, która wbrew intencji Gorbaczowa skończyła się rozpadem ZSRR.

Ścierają się więc dziś w Rosji dwie koncepcje modernizacji: głębsza, zakładająca również zmiany polityczne, popierana przez Miedwiediewa, oraz modernizacja technokratyczna obejmująca głównie gospodarkę i technologię popierana przez obóz Putina. Któryś z tych modeli w końcu wygra, ale trzeba go będzie obudować jakąś ideologią. Gdy pytam jaką, moi moskiewscy rozmówcy zazwyczaj milkną albo odpowiadają: tego jeszcze nie wie nikt.

Klasa średnia czy nacjonalizm

- Wiem od ludzi bardzo wpływowych, że od dwóch lat Kreml stara się stworzyć liberalną partię w Rosji - mówi znany pisarz Wiktor Jerofiejew. - Ale nic z tego nie wychodzi, bo nie ma na kim się oprzeć.

Liberałowie z lat 90. są skompromitowani albo całkowicie na marginesie. Partii liberalnej nie da się zbudować bez oparcia w klasie średniej, a - zdaniem Jerofiejewa - wciąż jest ona w Rosji marginalna, zaś większość społeczeństwa stanowi "mieszczaństwo". To słowo ma po rosyjsku wydźwięk zdecydowanie negatywny. Kilimek na ścianie, egoizm, skupienie się na realizacji własnych potrzeb, brak zainteresowania sprawami publicznymi. - Mieszczaństwo jest u nas wszędzie od Kaliningradu do Władywostoku - mówi Jerofiejew. - A zaczątki klasy średniej tylko w Moskwie i Petersburgu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 24 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':