Historia nadal jest w centrum relacji polsko-rosyjskich. W kwietniu przypada 70. rocznica zbrodni katyńskiej. W maju w Moskwie odbędą się obchody 65. rocznicy zakończenia II wojny światowej. W sierpniu uczcimy 30-lecie "Solidarności" - wydarzenia, które ma fundamentalne znaczenie dla środkowoeuropejskiej drogi ku wolności od sowieckiego zniewolenia.
Rok nie zaczął się dobrze. Prezydent
Dmitrij Miedwiediew nie przyjechał do Oświęcimia na 65. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Moskwa wyjaśniła, że zaproszenie z Polski przyszło za późno, a na obchody nie przyjechali - poza premierem Izraela Beniaminem Netanjahu - inni szefowie państw i rządów. Kreml "zaniepokoił się" też rozmieszczeniem w Polsce baterii rakiet Patriot, choć wcześniej nie wyrażał sprzeciwu.
Jak powinniśmy zareagować, gdy rosyjskich przywódców zabraknie w Katyniu? I co dalej z relacjami z Rosją?
Po pierwsze - trzeba pamiętać, że dialog z Rosją na tematy historyczne nigdy nie był łatwy. Premier Putin przyjechał na gdańskie obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej i powiedział, że wojna zaczęła się w 1939 r. - a nie w 1941, jak uparcie powtarzała sowiecka propaganda. W zamieszczonym w „Gazecie” „Liście do Polaków” napisał: „Bez żadnych wątpliwości można z pełnym uzasadnieniem potępić pakt Ribbentrop- Mołotow zawarty w sierpniu 1939 roku”. Obwinił zarazem Francję i Anglię o podpisanie w Monachium układu z Hitlerem. Polsce wypomniał aneksję Śląska Cieszyńskiego. Jednocześnie rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego opublikowała dokumenty z archiwów sowieckich, z których miało wynikać, że Polska przez kilka lat była sojusznikiem Hitlera i planowała napaść na ZSRR.
W tym samym czasie odbyły się również rosyjsko-białoruskie ćwiczenia wojskowe skierowane przeciwko Polsce.
Po drugie jednak - w Rosji widać zmiany. Cerkiew prawosławna i prezydent Dmitrij Miedwiediew potępili stalinizm, coraz silniejszy jest nurt modernizacyjny nastawiony na kooperację z Europą i światem.
Dlatego warto wsłuchać się w te głosy i być cierpliwym, bo czas pracuje na korzyść Polski. Dla Rosji wspomnienie hekatomby II wojny światowej jest narzędziem mocarstwowej polityki. Dla Polski - nie.
Na cierpienia czasu wojny i okresu powojennego możemy dziś patrzyć z perspektywy happy endu. To przecież "Solidarność" uruchomiła proces zmian w bloku sowieckim, które zakończyły się "jesienią narodów" z 1989 roku i upadkiem ZSRR. Pamięć o tym jest naszą siłą.
Rosja bowiem musi pamiętać, że Polska stworzyła model demontażu dawnego systemu oraz skutecznej społecznej i gospodarczej modernizacji. Wraz z postępami w naszej modernizacji ten model staje się jeszcze bardziej atrakcyjny, zwiększając znaczenie Polski w regionie i całej Europie.
Dla Putina rozpad ZSRR był największą katastrofą geopolityczną XX wieku. Odstąpienie od tej doktryny jest kluczem do uspokojenia rosyjskiej polityki zagranicznej. Potępienie zbrodni Stalina wspiera przewidywalność polityki rosyjskiej, daje szansę na wprowadzenie wartości demokratycznych oraz pomaga w unormowaniu relacji z sąsiadami. Polska może w tym procesie pomóc - bez zadęcia i poczucia misji, lecz ze świadomością wzrastającego znaczenia w rosyjskim myśleniu o sprawach Europy.
Nie wszyscy chcą o tym w Polsce pamiętać. W grudniowym numerze swojego „Biuletynu”
Instytut Pamięci Narodowej udzielił pryncypialnej odpowiedzi na wrześniową wizytę Putina. Prof. Andrzej Nowak, historyk z UJ i redaktor naczelny kwartalnika „Arcana” , pisze, że niewytoczenie najcięższych dział przeciw Putinowskiej wizji początku II wojny jest oznaką walki z „polskim mitem niewinności”. Prym w rozprawie z tym mitem ma wieść „Gazeta", w myśl imputowanego jej rozumowania, że „skoro byliśmy winni wobec Żydów, wobec Niemców (wysiedlenia), to ostatecznie powinno okazać się także, że jesteśmy również winni wobec Związku Sowieckiego - tu bowiem był dotąd swoisty ostatni bastion dla roli Polaków jako ofiary w historii najnowszej. Kiedy się ten bastion skruszy - dzieło »przemiany polskiej pamięci « będzie dokonane”.
Dyskutować z tym trudno - "Gazeta" przedstawiała zawsze jasną ocenę paktu Ribbentrop-Mołotow, a
Adam Michnik, odpowiadając Putinowi na jego tekst, napisał "Bezpośrednim następstwem tego paktu była zbrojna agresja państwa Hitlera na Polskę 1 września 1939 r., a 17 września - zbrojna agresja państwa Stalina. A potem nadszedł czas okrutnych prześladowań obywateli naszego państwa, zbrodnie w lesie palmirskim i w lesie katyńskim. Polska padła ofiarą dwóch totalitarnych imperializmów".
Nowak słusznie pisze, że z Rosjanami nie można rozmawiać, przyjmując założenie, że "oni zawsze kłamią". Namawia do poszukiwania osób i środowisk, z którymi można rozmawiać. On i stojący za nim
IPN nie powinni jednak wyważać otwartych drzwi i przemilczać dorobku polskich instytucji i środowisk w tej sprawie. Postulat ten bowiem z powodzeniem realizuje Polsko-Rosyjska Komisja ds. Trudnych. Prof. Adam Daniel Rotfeld - współprzewodniczący Komisji - powiedział niedawno, że w gronie intelektualistów nie ma większych problemów z ustaleniem wspólnego zdania na temat zbrodni katyńskiej. Nie mają też kłopotu ze rozumieniem, jaka była odpowiedzialność Stalina za wybuch wojny.
We wrześniu gościła w Polsce delegacja Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Kopię ikony Matki Boskiej Częstochowskiej umieściła w klasztorze w Niło-Stałobieńsku położonym 10 km od Ostaszkowa. Miejscu, z którego 6,3 tys. polskich jeńców zostało przewiezionych do Tweru i tam zamordowanych. To dobry prognostyk, by zapowiadana wspólna modlitwa Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej w Katyniu nie była jednorazowym aktem, lecz kolejnym etapem budowania pojednania na mocnych fundamentach aksjologicznych. Interpretując te fakty, prof. Rotfeld użył określenia: "początek procesu ponownej destalinizacji" ("Rosja na rozdrożu...", "Przegląd", nr 1/2010).
Na dzisiaj ta ocena wydaje mi się zbyt optymistyczna. Władze rosyjskie nie przygotowują nowego referatu Nikity Chruszczowa z potępieniem kultu jednostki. Putin trzyma kraj twardą ręką, szykuje się do ponownego objęcia urzędu prezydenta w roku 2012. W polityce zagranicznej nadal obowiązuje doktryna z sierpnia 2008 roku o strefie uprzywilejowanych interesów. Stanie się dobrze, jeśli Putin lub Miedwiediew przyjadą do Katynia, by oddać hołd pomordowanym. Ale jeśli do tego nie dojdzie, to dialog należy prowadzić z tymi, którzy do niego dojrzeli. Na rosyjskich przywódców przyjdzie pora. Namawiam więc, by polski prezydent lub premier wzięli udział w moskiewskich uroczystościach w maju. Interes Polski wymaga też, by w zbliżającej się kampanii wyborczej kandydaci nie wykorzystywali polityki zagranicznej i nie licytowali się na "pryncypialność" w stosunkach z Rosją. Nasza polityka wobec Rosji płynie między Scyllą a Charybdą. Po jednej stronie jest nasza wrogości i antypolska histeria sąsiadów, po drugiej - zwątpienie w powodzenie jakichkolwiek prób nawiązania z nim partnerskiego dialogu. W imię dobrze pojętego interesu własnego powinniśmy utrzymać kurs Jerzego Giedroycia podjęty w swoim czasie przez opozycję demokratyczną. Sprzeciw wobec imperializmu, łamania praw człowieka i swobód demokratycznych. Współdziałanie zaś na rzecz wolności, wsparcia dla ruchu demokratycznego oraz praw innych narodów byłego imperium.