http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świąteczna >  Rosja

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Świąteczna

Coraz krótsze ręce Moskwy

Andrzej Brzeziecki*
2009-04-26, ostatnia aktualizacja 2009-04-24 16:13

Partnerstwo Wschodnie to szansa dla byłych republik ZSRR, by zerwać się z poradzieckiej smyczy

Andrzej Brzeziecki
Fot. Paweł Ulatowski / AG
Andrzej Brzeziecki
Wśród rocznic, jakie przyniósł rok 2009, z najważniejszą rocznicą upadku komunizmu w Europie Środkowej, łatwo przeoczyć, że w tym roku osiągnie pełnoletność pierwsze pokolenie ludzi nieurodzonych w Związku Radzieckim. Kraje, które pojawiły się na mapie świata w 1991 r., przyjęło się nazywać "terytorium poradzieckim". Dziś to określenie powinniśmy odesłać do lamusa. Nawet nie dlatego, że trudno już znaleźć cechy wspólne dla Litwy i Kazachstanu. Traci ono po prostu polityczne znaczenie. Złe zjawiska, jakie pozostawił po sobie komunizm, nie zostały wyeliminowane, ale w coraz mniejszym stopniu decydują o tożsamości tych krajów i ich polityce międzynarodowej.

Nowa tożsamość

Polacy długo nie mogli odzwyczaić się od słowa "Kresy". Samo w sobie nie jest ono groźne, Kresy to także przestrzeń kulturalna, źródło polskiej tożsamości. Niemniej, w dużym, ale dominującym uproszczeniu przypomina ono o dawnej zależności tych ziem od Polaków.

Analogicznie słowo "poradzieckie" sugeruje, że jedynym wyróżnikiem państw Europy Wschodniej jest to, że kiedyś były zależne od władzy radzieckiej. Ignoruje wcześniejszą tożsamość poszczególnych narodów (co byłoby zwycięstwem komunistów) i nie dostrzega przemian po 1991 r. Oznacza też kraje te pozostają politycznie, gospodarczo albo kulturowo zależne od Rosji rozumianej jako spadkobierczyni ZSRR. Jednak takie fakty, jak wejście krajów bałtyckich do UE i NATO, kolorowe rewolucje, wojna Moskwy z Gruzją i konflikty o gaz z Kijowem, dezaktualizują pojęcie "terytorium poradzieckiego" jako wspólnoty. Rosja Putina i Miedwiediewa ma nową tożsamość, tak jak Gruzja Saakaszwilego, niebiesko-pomarańczowa Ukraina, a nawet Białoruś Łukaszenki.



Poradziecka śpiączka

W poprzedniej, poradzieckiej dekadzie życie polityczne i społeczne na terytorium byłego ZSRR wyglądało podobnie. Czasy radzieckie prawie wszystko ujednoliciły. Rok 1991 r. był rewolucją. Jedna partia znikła, pojawił się wolny pieniądz. Zrodziła się kasta oligarchów, którzy tak jak politycy nowych państw w większości wywodzili się ze starej partii i z Komsomołu. Bo pierwszy cios staremu porządkowi zadali jego synowie: Rosjanin Borys Jelcyn, Ukrainiec Leonid Krawczuk, Litwin Algirdas Brazauskas, także do pewnego stopnia Białorusin Stanisław Szuszkiewicz i wszyscy kaukascy i azjatyccy kacykowie, którzy zachęcani przez Jelcyna brali tyle niepodległości, ile tylko mogli unieść. Takich samych ludzi można było spotkać we wszystkich krajach b. ZSRR. Oni opanowali życie polityczne i gospodarcze nowych ojczyzn. Utrzymali dawną wspólnotę interesu. Przez granice pieniądze, towary i wpływy polityczne krążyły bez przeszkód.

Różne były warianty poradzieckich rządów, ale pewne zjawiska wspólne. Na przykład śmierć wrogów politycznych: w 1998 ginie rosyjska demokratka Galina Starowojtowa, Wiaczesław Czarnowił, lider ukraińskich demokratów, ginie w "wypadku" samochodowym w 1999 r., walczący z Łukaszenką Wiktar Hanczar i Jurij Zacharenka znikają bez śladu także w 1999 r. Albo śmierć dziennikarzy: w marcu 1995 r. ginie dziennikarz rosyjskiej telewizji ORT Władisław Listiew, w lipcu 2000 r. w Mińsku ginie dawny osobisty operator Łukaszenki, którego odejście uznał on za zdradę, dwa miesiące później w Kijowie znika walczący z Kuczmą Georgij Gongadze - to tylko przykłady. Po 2000 r. właściwie już nigdzie nie było wolnych mediów: przejęcie ORT, NTW w Rosji, dobicie ostatnich wolnych gazet na Białorusi. Słynne temnyki na Ukrainie, czyli instrukcje dla dziennikarzy, dokończyły proces konsolidacji władzy politycznej. Nikt już nie mógł patrzeć jej na ręce. Tak jak poskromienie oligarchów w Rosji i sojusz Kuczmy z donbaskim biznesem na Ukrainie zakończyły proces konsolidacji kapitału w tych samych rękach. Społeczeństwa na poradzieckim terytorium zapadły w śpiączkę.



A jednak warto było

Wyrwały je z niej kolorowe rewolucje. Łatwo się naśmiewać z nadziei, które wówczas obudziły. Mimo że Saakaszwili, jak pokazał czas, ma tyle z demokraty co z autokraty, a pomarańczowi nad Dnieprem kompromitują się na całej linii, dwie rzeczy po rewolucjach pozostały. Po pierwsze, przebudziły się społeczeństwa, nie ma w nich już strachu przed naczalstwem. Ludzie nauczyli się kłócić o swoje.

Po drugie, złamano kręgosłup poradzieckiej nomenklaturze. Leonid Kuczma jeszcze w czasach ZSRR był tuzem. Jako kierownik wielkiej fabryki rakiet w Dniepropietrowsku odpowiadał tylko przed Moskwą. Tam byli godni go partnerzy. Kijów był dla niego prowincją. W 2004 r. zobaczył, że musi się liczyć ze zdaniem Kijowa i, o zgrozo, nawet zapadłego Lwowa. Kuczma lub Eduard Szewardnadze w Tbilisi, niegdyś potężny minister potężnego imperium, który także musiał ustąpić w wyniku społecznego nacisku, to tylko wierzchołek góry lodowej.

Julia Tymoszenko i Wiktor Juszczenko różnią się od Kuczmy głównie wiekiem - ale najwięksi reformatorzy zawsze pochodzą z wnętrza systemu, czyż nie? Na ich plecach do władzy idą trzydziestolatkowie pokroju Arsenija Jaceniuka, byłego szefa parlamentu Ukrainy, o którym już nie można powiedzieć, że jest sowkiem - człowiekiem radzieckim. W dorosłe życie wchodzą ludzie, którym już nie starcza duma z radzieckich lotów w kosmos. Chcą nowego i protestują - jak niedawno studenci w Mołdawii.

W Gruzji ten proces przeszedł huraganowo. Mentalność wykształconego w USA Saakaszwilego to irytująca mieszanina południowego temperamentu z jankeską pewnością siebie, ale jest to też zaprzeczenie mentalności radzieckiej. O jego rządach można powiedzieć wiele złego, ale nie to, że Gruzja się nie zmieniła. Od 9 kwietnia trwają tam protesty przeciw prezydentowi - taka mobilizacja opozycji i odwaga w wyrażaniu niezadowolenia wcześniej byłaby nie do pomyślenia. Nawet Białoruś po cichu się zmienia. Łukaszenka wystraszył się kolorowej rewolucji. Na wyrost, tak jak na wyrost myśmy jej tam oczekiwali. Wyciągnął też wnioski. Nie stał się demokratą, ale i nie większym dzierżymordą. Apogeum terroru politycznego Białoruś ma już za sobą. Łukaszenka odsuwa ludzi, z którymi szedł do władzy - jak Wiktar Szejman, do ubiegłego roku kontrolujący resorty siłowe, i Uładzimir Nauman - do niedawna szef białoruskiego MSW. Obaj podejrzani o zlecanie politycznych morderstw.

Fala kolorowych rewolucji zakończyła rozpad radzieckiego imperium. Była też zakwestionowaniem poradzieckiej kultury. "My nie kozły" - śpiewali Ukraińcy, protestując przeciw machinacjom mediów. I choć można czuć zakłopotanie, słuchając Juszczenki i Tymoszenko, oraz należy protestować, gdy Saakaszwili zwalcza opozycję, to nie można wątpić, że było warto.



Gazowy kręgosłup

Jednym ze spoiw terytorium poradzieckiego były gazociągi oplatająca nowe państwa. Rosyjski gaz płynie także w UE. Jednak to, co decydowało o poradzieckości Ukrainy lub Białorusi, to jego cena. Polacy i kraje bałtyckie od dawna płacą według "rynkowych" stawek, co daje polityczną niezależność. Tymczasem tamci kombinowali - pozwalali się dotować Rosji poprzez śmiesznie niskie ceny. Te wszystkie niejasne kontrakty, tajemnicze spółki rejestrowane w Szwajcarii, pośrednicy, których istnienia nie da się wytłumaczyć, wzajemne powiązania polityków i biznesmenów ignorujące narodowy interes (także Rosji) - to była istota poradzieckiej dominacji Kremla. To się zmienia. Pojedynek gazowy Moskwy z Kijowem odbył się w świetle reflektorów i od pewnego momentu przy arbitrażu UE. Ukraińcy powoli dojrzewają do uporządkowania kwestii gazu z pomocą UE. W marcu zawarto porozumienie: w zamian za wsparcie finansowe Ukraińcy powinni dostosować sektor gazowy do unijnych standardów. Decyzje muszą być bolesne, ale mogą pomóc w zmniejszeniu politycznych wpływów Rosji. Jeśli ukraińskie elity wykorzystają szansę, oprą się naciskom Kremla i własnym słabościom, będzie to kolejny gwóźdź do poradzieckiej trumny. Takie wejście Unii Europejskiej w strefę "uprzywilejowanych interesów" Rosji, o której mówił Miedwiediew, oznaczałoby, że Kreml strat poniesionych w pomarańczowej rewolucji, nie zdoła już odrobić.

Równie istotna jest energetyczna polityka krajów Azji Centralnej i Kaukazu - Rosja nie jest tu już jedynym punktem odniesienia. Kazachstan oraz Azerbejdżan uśmiechają się i do Rosjan, i do ich zachodnich konkurentów. Gruzja sama została przez Moskwę zmuszona do intensywniejszego myślenia o bezpieczeństwie energetycznym. Zmuszona do tego będzie też Białoruś - rozmowy Mińsk - Moskwa na temat cen gazu są coraz bardziej napięte.

Projekty uniezależniające dawne republiki powstają i znikają jak kręgi na wodzie, ale, jak mawiał Gorbaczow, człowiek, od którego rozpoczął się rozpad imperium: proces ruszył. Każdy z krajów ma swą specyfikę, Gruzini są narwani, Białorusini ospali, Ukraińcy kłótliwi, Rosjanie imperialni, nigdzie proces ten nie przebiega sztampowo, ale to też dowód, że coraz mniej te kraje łączy. Polityczna martwota WNP potwierdza tezę o końcu poradzieckiego terytorium.

Końca historii nie będzie

Zrażeni wojnami z okresu rozpadu ZSRR poradzieccy liderzy nie lubili awantur. Wywodzili się z partii albo z półświatka. Wiedzieli, że pieniądze i władza nie lubią hałasu. Jeździli ze swych nowych państw, nowych koncernów, holdingów do Moskwy, gdzie ubijali interesy. Na tym też opierała się jej dominacja w regionie - jako głównego kasiarza. Tak jeszcze z Kremlem rozmawiali Szewardnadze i Kuczma, ale Juszczenko i Saakaszwili mówią już innym językiem. Gruzja przegrała wojnę z Rosją, ale podjęcie walki było zakwestionowaniem rosyjskiej dominacji. Jeśli celem polityki Moskwy było przywrócenie Tbilisi na kremlowską orbitę, to rozwód Gruzji z WNP jest tylko dowodem fiaska tej polityki. Krajom Europy Wschodniej w emancypacji może pomóc też kryzys, który ogranicza Rosji możliwość odgrywania roli sponsora w zamian za lojalność. To, że Ukraińcy godzą się na pomoc Brukseli, a Łukaszenka dostaje pieniądze z UE i MFW, jest wymowne.

Tenże Łukaszenka, który kilka lat temu groził Rosjanom, że zafunduje im drugą Czeczenię, jeśli targną się na niepodległość jego kraju, i który ociąga się z uznaniem Osetii Płd. i Abchazji, nie jest marionetką Kremla. Zapewne dysponuje najlepszymi badaniami społecznymi i wie, że wygrażając Moskwie, a robi to ostatnio często, ma za sobą Białorusinów.

Nie należy mieć złudzeń, że byłe byłe republiki radzieckie wejdą na szybką ścieżkę integracji euroatlantyckiej i przemienią się w liberalne demokracje. Ukraina jest w permanentnym kryzysie. Sytuacja Gruzji jest równie skomplikowana. Oba kraje są dalej od NATO niż przed rokiem. Białoruś to państwo autorytarne. W czasach kryzysu kraje te mogą się stoczyć w przepaść, mogą też jednak wejść w nową epokę jako bardziej niezależne.

Ważne, właśnie w czasach kryzysu, aby Europa okazała solidarność i by uczyniła to mądrze. Partnerstwo Wschodnie nabiera kolorów - 7 maja w Pradze odbędzie się inauguracja programu obejmującego Ukrainę, Mołdawię, Azerbejdżan, Armenię, Gruzję i Białoruś. Mimo wątpliwości zaproszenie na szczyt Białorusi może być początkiem powrotu tego kraju do Europy. Tak, ten projekt wciąż może zagubić swój sens gdzieś w europejskich korytarzach albo po prostu zostać zmarnowany przez jego odbiorców. Mówimy bowiem jedynie w kategoriach szans, a nie pewników. Partnerstwo Wschodnie może jednak pomóc ugruntować pozytywne przemiany w Europie Wschodniej i nadać im nową dynamikę.



*Andrzej Brzeziecki jest redaktorem naczelnym pisma "Nowa Europa Wschodnia". Był korespondentem "Tygodnika Powszechnego" w Kijowie i w Mińsku. Współautor (wraz z Małgorzatą Nocuń) m.in. "Białoruś - kartofle i dżinsy" (Kraków 2007), "Ograbiony naród - rozmowy z intelektualistami białoruskimi (Wrocław 2008). Współprowadzi blog www.trzyzolwie.blog.onet.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne