Ludwika Włodek-Biernat: Jak republiki Rosji zareagują na uznanie niepodległości Abchazji i Osetii Południowej? Aleksiej Małaszenko: Skutki tej decyzji najbardziej dadzą się odczuć w Czeczenii wśród coraz mniej licznych partyzantów. Ale to wcale nie oznacza, że zaraz wybuchnie kolejna wojna czeczeńska. Naiwnością jest prognozowanie, że lada chwila Kaukaz stanie w ogniu. Tam mają zupełnie inne problemy: gospodarkę, korupcję, islam. To wystarczająco dużo, by nie myśleć o Gruzji.
Problemem jest pojawienie się Wielkiej Osetii. Szczególnie, że konflikt osetyjsko-inguski wciąż się tli. Na początku lat 90. południowi Osetyjczycy brali bardzo aktywny udział w starciach z Inguszami. I jeśli znów dojdzie do jakiegokolwiek konfliktu z Inguszami, także wezmą w nim udział. A wtedy nie wykluczam, że po stronie Inguszy, przeciw chrześcijańskim Osetyjczykom, staną inni kaukascy muzułmanie.
Boję się, że prędzej czy później dojdzie do takiego zaostrzenia sytuacji. Pytanie tylko, kiedy i w jakiej formie. Nie należy dramatyzować, ale ignorować tego też nie można. Tym bardziej że prezydent Inguszetii Murat Zjazikow nie jest w stanie w pełni kontrolować swojej republiki.
Czy Abchazja i Osetia Południowa pozostaną samodzielnymi państwami, czy zostaną włączone do Rosji? - Na Północnym Kaukazie pojawiły się dwa nowe podmioty. Można je uważać za niepodległe państwa, można je traktować jak część Rosji, ale to już nie jest
Gruzja.
A co do przyszłości Abchazji i Osetii Południowej to są trzy możliwości: pozostaną niezależne, przyłączą się do Rosji albo wejdą w skład państwa związkowego złożonego z Rosji, Białorusi i tych dwóch republik właśnie. Każda z nich może pójść jednak inną drogą.
Abchazja najprawdopodobniej pozostanie niepodległa. Nie wyobrażam sobie, żeby jako oddzielna jednostka administracyjna weszła w skład Federacji Rosyjskiej. Duża część Abchazów chce niezależności swego kraju. Ci ludzie za nic nie zechcą być dodatkiem do Rosji. I choć mało się o tym mówi, takie nastroje są w Abchazji bardzo wyraźne.
Natomiast Osetia Południowa z czasem, to może nawet potrwać i 40 lat, instytucjonalnie zjednoczy się z Osetią Północną. W końcu dziś to rozdzielony naród. A gdyby kiedyś doszło do zjednoczenia, wytworzy się precedens. Na przykład dla kaukaskiego ludu Lezginów. Dziś około 250 tys. Lezginów żyje w Dagestanie i tyluż ich jest mniej więcej w Azerbejdżanie. Już w połowie lat 90. istniał ruch Lezginów opowiadających się za zjednoczeniem. Idea utworzenia Lezgienistanu może wrócić. Lezgini zapytają: Skoro Osetyjcom wolno, dlaczego i nam nie miałoby być wolno? Dlaczego i my nie moglibyśmy poprzesuwać granic? A na Północnym Kaukazie granice są bardzo słabe. Dziś już granica pomiędzy Inguszetią i Czeczenią praktycznie nie istnieje.
W każdym razie problemy będą. Wszystko zależy od tego, na ile mądrze zachowa się Moskwa.
Który z wariantów byłby najlepszy dla Moskwy? - Od roku 1917 sytuacja Rosji jest ciągle zła. Nic nie jest dla niej dobrym rozwiązaniem.
A jak na decyzję o uznaniu Osetii Południowej i Abchazji zareagują inne, niekaukaskie regiony Rosji, np. Jakucja, Buriacja? - Mogą tego nawet nie zauważyć. Dużo jeżdżę po oddalonych zakątkach Rosji. Ich mieszkańców sytuacja na Kaukazie kompletnie nie interesuje. Np. niedługo po Biesłanie byłem w obwodzie irkuckim. Gdy pytałem miejscowych, co myślą o tym wydarzeniu, mówili, że im wszystko jedno. Jaka Osetia, jaka Abchazja? Nikt nie wie, o co chodzi.