Lista nagrodzonych w konkursie Moje 20 lat wolności Los się uśmiecha 
Nie pamiętam, co robiłem w czerwcu 1989 roku. Kończyłem właśnie pierwszy rok studiów polonistycznych i pewnie zdawałem kolejne egzaminy podczas sesji. Pamiętam za to, co robiłem miesiąc wcześniej. 12 maja 1989 roku podczas pierwszego dnia juwenaliów rozegraliśmy na stadionie Hetmana mecz piłkarski Pomarańczowa Alternatywa kontra Zomo. Niestety zomowcy strzelili nam wówczas kilka bramek i wygrali ten mecz. Ale i my mieliśmy powody do radości. Zamiast się ganiać po ulicach - ganialiśmy po boisku. Potem lipiec i sierpień 1989 roku spędziłem w Grecji. Z kumplem z architektury zrywaliśmy brzoskwinie w okolicach Salonik, a potem przejechaliśmy autostopem całą Grecję aż do Aten. Z Aten popłynęliśmy na Kretę, gdzie poznaliśmy tajniki zbioru rodzynek. Z Aten wróciłem do kraju stopem. Wszędzie widziałem Polaków. Na granicy jugosłowiańsko-węgierskiej przerzucali spirytus. W Wiedniu kupowali tanią elektronikę. Byli dosłownie wszędzie i wszędzie potrafili zarobić -
napisał Wojciech Koronkiewicz Ja to mam szczęście 
Przypomnijcie sobie wiosnę '89. Kto tego nie przeżył, nie ma szans zrozumieć, poczuć. Gdyby wtedy ktoś nam powiedział, że za 20 lat Polska będzie w NATO i Unii Europejskiej, że będzie już po prezydenturze Wałęsy i Kwaśniewskiego wybranych w wolnych wyborach, że nie będzie ZSRR, że w Jagiellonii grać będą Brazylijczycy - popukalibyśmy się w czoło -
pisze Adam Kurluta Niech żyje wolność Ubolewam, że nie mogę poszczycić się kartą kombatancko-represyjną. W przeciwieństwie do kolegi, którego wyrzucono z przedszkola za zwymiotowanie na portret Lenina. W Wolną Polskę wszedłem więc z czystą, 9-letnią kartą historii. Jak duża jest to wartość sama w sobie w obecnych - nomen omen - układach, pokazują problemy wielu ludzi o dekadę, dwie czy więcej starszych, i to niezależnie od tego, po której stronie barykady stali.

Z pierwszych lat wolności pamiętam niewiele. Choć kilka przebłysków symboli tamtych czasów się pojawia. Jak na przykład niedający się wówczas zrozumieć fakt, że praktycznie z dnia na dzień na ten sam bilet autobusowy do szkoły rodzice musieli mi dawać więcej złotówek. Dopiero wiele lat później na białostockiej Ekonomii poznałem od podszewki mechanizmy hiperinflacji. Nie zapomnę też, jaki byłem wdzięczny kierowcom białostockich MPK-ów, że powszechnie strajkowali - dzięki temu mogliśmy jeździć do szkoły na pakach wojskowych ciężarówek! To było przeżycie! -
wspomina Mariusz Nikiciuk Przed oczami przewaliła się nam historia 
Zatrzymuje mnie młody mężczyzna, u którego dostrzegam jakiś moment zawahania. Po kilku minutach powiada, że mnie bardzo przeprasza, że był funkcjonariuszem SB i mnie inwigilował. Myślę, że doznałem pewnego uczucia satysfakcji, że ludzie nie są tak źli -
wspomina ostatnie 20 lat Władysław Biernat Wkurzyło nas dziadostwo 
Janów koło Częstochowy, wiosna 1989 roku. Na trawnikach w Rynku sianokosy - słychać poklepywanie kosy. To pan Janek - gminny pracownik - ręcznie kosi trawę, a po jej przeschnięciu robi kopki siana. Papiery i śmieci z urzędu gminy, jak to jest w zwyczaju, palone są na jakiejś pustej działce (ani urząd, ani mieszkańcy nie mają koszy na śmieci). Wieczorem na rynku z całego oświetlenia działa jedynie jedna lampa, dająca słabe rtęciowe światło. Są trzy dominujące kolory: szary, szary i szary. Może to właśnie ta bylejakość i dziadostwo, a właściwie brak zgody na nie, powoduje, że pojawia się grupa ludzi chcących zmian -
wspomina Adam Markowski, w 1989 roku wiceprzewodniczący GKO w Janowie Piękne wywrotowe hasło wolność 
Szukam słowa, które najtrafniej oddałoby istotę dwudziestolecia popeerelowskiego w moim życiu i widzę, że za każdym zapamiętanym wydarzeniem z nowych czasów kryje się już powszednie słowo - wolność. Za Peerelu było to słowo wywrotowe. Pamiętamy hasło "Nie ma wolności bez Solidarności". Chyba dopiero dziś je w pełni rozumiem -
pisze Bogna Ferensztajn, nauczycielka Moje dwudziestolecie zaczęło się rewelacyjnie Ostatnie dwadzieścia lat to jedna trzecia mojego życia. W normalnym, cywilizowanym kraju mężczyzna po czterdziestce korzysta z tego, co osiągnął wcześniej. Niestety, u nas wszystko idzie wolniej
Pierwszy rok tego dwudziestolecia był rewelacyjny. We wtorek 17 stycznia o godzinie ósmej urodziła się nasza córka Anna - radość przeogromna. Aż do powrotu obu Pań ze szpitala nie mogłem spać z powodu towarzyszących mi emocji. Oboje z żoną uznaliśmy, że w domu jest już komplet - mamy teraz dwoje dzieci, jedno starsze od drugiego o 19 lat. Syn Krzysztof, przygotowuje się do matury, a nasza córeczka, jakby zdając sobie sprawę z faktu, że mieszkanie jest małe, a brat uczy się do egzaminu, płakała tylko i wyłącznie w uzasadnionych sytuacjach -
wspomina Andrzej Pfeiffer z Sandomierza Podoba mi się Zdałem sobie też sprawę z tego, że żyję w jednym z najbogatszych i najbezpieczniejszych państw świata. Poza tym nie ma trzęsień ziemi, wybuchów wulkanów, tornad, chorób tropikalnych itd. Lubię miasto, w którym mieszkam, choć cały czas mam wrażenie, że rządzi nim niestety prowincjonalna niższość -
pisze Piotr Krzemiński Wolność ma tyle lat co syn, Piotr Moje 20 lat ma 194 cm wzrostu i jest na I roku studiów w Kielcach. Czyli moja wolność-nie wolność ma tyle samo lat co on, Piotr, mój syn
pisze Barbara Morawska Jak to dobrze, że nie wyemigrowaliśmy Opowiadamy córkom, jak trudno było w PRL-u wyjechać za granicę, jak załatwialiśmy zaproszenia, ile staliśmy za paszportami, jak żyliśmy na Zachodzie za 10 dolarów, które legalnie można było wywieźć z Polski... Traktują te nasze opowieści jak "Dzienniki gwiazdowe" Lema - śmieszne i science fiction -
napisała Alicja Rożnowska Co jest grane - wykształciuchowi do sztambucha W pijalni czekolady tuż koło Grand Place w Brukseli dorodne, wysportowane dziewczyny mówią po polsku, nie przyciszają głosu, nie mają kompleksów, perlisty, szczery śmiech udziela się otoczeniu. To moje dzieci, obserwując je doznaję mieszanych uczuć. Dzięki transformacji czują się obywatelami świata. Studia we Francji, praca w hiszpańskich kurortach, sylwester w Wiedniu, staż w Montrealu -
napisała Antonina Sebesta Akcja Dzień Dobry w Krakowie 20. rocznica Okrągłego Stołu to dobra data, by rozpocząć dyskusję, jakiej dotychczas w kraju nie było. Nie przypominam sobie wyrazistych głosów, wzywających do opowiedzenia na nowo etosu, który doprowadził do zdarzeń z pierwszej połowy 1989, ale w ciągu minionych dwóch dekad wyrodził się w zjawisko pokraczne, bądź w najlepszym razie - odpowiednie na rocznicowe konwentykle opozycjonistów. Symbol "Solidarności" jest dziś przydatny głównie w walce o podwyżki dla poszczególnych grup zawodowych i zachowanie przywilejów socjalnych. Jest poręczną pałką na politycznego wroga, któremu zawsze można zarzucić zdradę szczytnych ideałów, odpowiedzialność za wykluczenia społeczne i rozpad PGR-ów. Jest w końcu wielkim, sentymentalnym mitem, tyleż wzruszającym, co szkodliwym, jeśli używać go jako przewodnika po nowej rzeczywistości -
napisał Michał Olszewski Nadszedł czas młodych. Polska sobie poradzi Nigdy nie uważałem, że "coś" mi się należy od państwa. Polska nie jest moim dłużnikiem, tylko dlatego że jestem Polakiem. Może przyszło to z wychowaniem, aby na nikogo się nie oglądać, a jeśli równać, to do lepszych. Może obiektywną ocenę zamazuje mi wrodzony optymizm, ale Polska jest fajna, a jestem przekonany że będzie jeszcze fajniejsza. Czy mogłoby być lepiej? Pewnie mogłoby, ale równie prawdopodobnie, że mogłoby być gorzej, niestety nie było idealnej recepty. Oglądanie się za siebie tylko spowalnia, a termin "stracone szanse" nadal trafia na podatny grunt. Dlatego w nowej Polsce najbardziej zawodzą ludzie, a nie system. Dziś słowo "Solidarność" dla młodych osób, nie znaczy więcej niż synonim kłótni, czy w najlepszym wypadku fakt historyczny, a komunizm wydaje się tak odległy, że łączenie ruchu, który obalił "władzę ludu" ze zwycięstwem, jest trudniejsze niż kostka Rubika. Dlatego chciałbym, aby wszyscy podpinający do swych wypowiedzi patos "Solidarności" odeszli, a wraz z nimi "stracone szanse". Czas młodych nadszedł. Polska sobie poradzi -
napisał Michał Wawerek Our own Chrome Dreams 
Historia samochodów w mojej rodzinie to historia tajemnicza i pełna niewyjaśnionych koincydencji, która w enigmatyczny sposób koresponduje z najnowszą historią naszego życia w Rzeczpospolitej Polskiej z orzełkiem w koronie i wydaje się przez to warta przytoczenia.-
napisał Marek Szwajkowski, 29 lat, kulturysta z Kwidzynia Stringi!? A gdzie te nasze babcine majtochy? 
Ostatnie 20 lat? O Boże, to już? Kiedy ten czas minął?! Nawet człowiek nie wie, jak szybko przeleciały lata młodości, a tu już starość zagląda przez wizjer. Ile mogłabym w życiu zyskać, gdybym miała dzisiejszą wiedzę, a ile mogłabym też stracić z nadmiaru dobroci i dobrobytu, które w latach PRL-u były tak skrzętnie dawkowane? Niezbadane -
napisała Maria Nowicka Jesteśmy szczęściarzami "Obyś żył w ciekawych czasach" - ta starożytna sentencja (a kiedyś klątwa) jak ulał pasuje do życiorysów ludzi urodzonych w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych. Jesteśmy szczęściarzami. Dane nam było dorastać w czasach bezkrwawego historycznego przełomu, choć wówczas chyba nie wszyscy zdawali sobie z tego sprawę. Takie doświadczenie wzbogaca człowieka i w jakimś stopniu pomaga w życiu. Pamiętamy dobrze czasy komunizmu, choć prawdę mówiąc mojemu pokoleniu wyrządził on chyba stosunkowo najmniej krzywd. Raczej nie doświadczaliśmy już prześladowań za poglądy polityczne (choć mam swoją "kombatancką" teorię, że moje kłopoty z matematyką wynikały z tego, że nie poszedłem na 1-majowy pochód). Paszporty także odbieraliśmy bez problemu, choć jeszcze w komendach policji. Komunizm nie zdążył też nas skrzywdzić w sensie mentalnym. Nie byliśmy przyzwyczajeni do pozornego bezpieczeństwa socjalnego, więc nie obawialiśmy się, że możemy je stracić. Za to z zapałem rzuciliśmy się w wir rodzących się możliwości. Nic dziwnego. Byliśmy w takim wieku, w którym wszystkie zmiany przyjmuje się łatwo. Nauczyliśmy się więc żyć w nowych warunkach szybciej niż pokolenie naszych rodziców -
napisał Jakub Moryc Zwierzenia inteligenta Za dzień, w którym został obalony w Polsce socjalizm, uznaje się, i chyba słusznie, 4 czerwca 1989 r. Dla mnie dzień ten też ma znaczenie niejako symboliczne. Byłem wtedy zastępcą przewodniczącego obwodowej komisji wyborczej, do której po raz pierwszy od 1947 r. dopuszczono przedstawicieli opozycji. Było też ze strony solidarnościowej więcej mężów zaufania. Dawał się zauważyć podział na "naszych" i "waszych". Wszystkie czynności wyborcze, w których brali udział "nasi", były nadzorowane przez "waszych", łącznie z wyjściem do toalety i pokoju, w którym były kanapki i napoje. Nie mówiąc już o dwukrotnym liczeniu głosów i transporcie protokołów głosowania do Miejskiej Komisji Wyborczej, ażeby zapobiec ewentualnym przekrętom. Działania strony solidarnościowej nacechowane były wysokim poziomem nieufności, ale mając na względzie doświadczenia z dotychczasowymi wyborami powszechnymi w Polsce Ludowej, oczywiście były uzasadnione i trudno się było temu dziwić. I wtedy, zanim jeszcze Joanna Szczepkowska to publicznie ogłosiła w TV, dotarło do mnie, że w Polsce dokonało się coś bardzo ważnego i że jest to chyba pokojowa zmiana ustroju -
napisał Krzysztof Kruszewski z Olsztyna Dzieciństwo z gumą Turbo Kiedy obchodziłem swoje 18. urodziny, uświadomiłem sobie brutalną prawdę, że w tym dniu zakończył się jakiś etap, magiczna bariera dorosłości, kiedy to w świetle prawa uzyskujemy szczególne przywileje. W dniu 20. urodzin nastała inna zasadnicza zmiana - już nigdy nie będę miał naście lat. A w związku z tym pora obrać nowe cele, cele które będą świadomymi wyborami wkraczającego w dorosłość człowieka. Podobnie chyba jest właśnie z III Rzeczpospolitą. 4 czerwca 2009 r. nasza Najjaśniejsza przestanie być nastolatką, wkroczy w dorosłe życie i powinna w związku z tym mądrze i dojrzale obrać nowe postanowienia i cele, nakreślić wizję rozwoju. Problem w tym, że Ona nie zrobi tego sama, a z pomocą nas wszystkich, tych, którym jej dobro leży naprawdę na sercu -
napisał Piotr Lenkiewicz Ludzie szybko zapomnieli o PRL-u Najpiękniejsze jest to, że Polska odzyskała wolność bez jednego wystrzału, bez rozlewu krwi. Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu -
napisała Edyta Meleszko Tajmsy zaangażowane 1981 rok. Jaruzelski ogłosił stan wojenny. Ojciec napluł na telewizor. Rok 2002. Dzwoni mama: - Czy ty wiesz, co ten stary dureń zrobił? Napluł na telewizor. Napluł na telewizor, jak Górniak hymn śpiewała.... O swoich 20 latach wolności -
pisze Aleksandra Steć Wolność moja jedyna Pistoletem nazwali mnie bracia Rybiccy. Pistolet, czyli taki wariat, który rzuca ulotkami i gania się z milicją. No, jak się ma 16 lat... W chwilę potem był cudny sierpień 80. roku i stocznia, gdzie - jako pierwszy - przywiozłem chleb z piekarni dla strajkujących i - też jako pierwszy - zasiadłem przy wałkach - najprymitywniejszej maszynie drukarskiej świata. Potem był boski MKZ Solidarność na Grunwaldzkiej, w którym moja matka pełniła zaszczytną funkcję szefa działu informacji. Nie bez przyczyny nazwano tamten czas karnawałem. Ludzie kochali się i imprezowali jak szaleni, jakby przeczuwając, że za chwilę nastąpi koniec świata.
Apokalipsa przyszła 13. nad ranem, w czasie moich urodzin. Gdy milicja przyszła internować moją mamę o drugiej w nocy, mój kolega krzyknął przez drzwi, że na imprezie nie ma miejsc i nikt się już nie zmieści. Był przekonany, że to jacyś przebierańcy. Cztery miesiące potem aresztowano mnie, za przewodzenie Ruchem Oporu Młodych, organizacji uczniowskiej, którą założyłem w pierwszych dniach stanu wojennego. Przesiedziałem pół roku. Kryminaliści, na zlecenie SB, chcieli mnie zgwałcić i popchnąć do samobójstwa. Sześć miesięcy to może niewiele, ale do tej pory trzęsą mi się ręce, jak pomyślę o oddziale SB w areszcie śledczym w Gdańsku. W 1987 r. wyjechałem do USA z paszportem, z wbitym stemplem "jednokrotne przekroczenie granicy" -
wspomina Michał Pistolet Wojciechowicz, lat 44, nauczyciel z Gdańska A komunę zupełnie wessało... Stan wojenny. Patrzyłyśmy razem z Grażynką na średni kordonik brzydkich, brązowo-rudych czołgów, dość niecodzienny widok, jadących w stronę naszego miasteczka, tam hen do wieży kościoła i szkoły. O tak, pamiętam to do dziś. Wybrudziłyśmy się wtedy pierwszoligowo, i nabawiłam się kataru. Z tym kojarzy mi się 13 grudnia 1981 roku najbardziej. I z przysłowiem, którym wtedy poczęstowała mnie mama: - Nie martw się, w piekle nawet diabeł jest postacią pozytywną -
napisała Jolanta Kurzentkowska Polska przestała być krajem z filmu Miś Idealnie rzecz jasna nie jest i jeszcze sporo przed nami, ale przestaliśmy być krajem z filmu "Miś". Dziś w Polsce można żyć i prowadzić firmę tak samo jak w każdym innym kraju. Można się skoncentrować na biznesie, a nie marnować czasu i energii na inne poboczne sprawy. Odwiedzają nas kontrahenci z zagranicy i naprawdę są pod wrażeniem tego, co się u nas dzieje i jak Polska się zmienia -
wspomina Tomasz Pazdan, współwłaściciel firmy LK Avalon Nie wyglądasz na Polkę Nie wyglądasz na Polkę - usłyszałam w pracy od klienta, dyrektora dużej norweskiej firmy, eksportującej materiały budowlane, również do Polski... Był rok 1998 i ja, nareszcie, po czterech latach szukania pracy w Norwegii, dostałam roczny angaż. Po raz kolejny usłyszałam taki komentarz. W oczach tego pana był to oczywiście komplement wskazujący na to, iż świetnie się zasymilowałam. A ja kipiałam bezsilną złością -
opowiada Marlena Grossmann Egge Kopciuszek Miałam wtedy dziewięć lat. Rodzice nagle zaczęli zachowywać się jakby nadciągał kataklizm. Byli nerwowi i w ogóle jacyś dziwni. Ponura atmosfera rozprzestrzeniała się dookoła jak dżuma. Nie rozumiałam nic z tego. Przecież było dobrze. Nie było wojny,
trzęsienia ziemi, powodzi. Nikt też nie zrzucił bomby. Czułam smutek. Było tak jakby ktoś pociągnął za sznurek i wyłączył słońce, jak jakąś lampę. Tata stracił pracę i zmienił się. Cały ciężar utrzymania rodziny spadł na mamę, która odtąd drżała o jutro, a słońce w jej życiu świeciło już tylko za oknem. Cóż, harowała przecież po czternaście godzin na dobę w sklepie mięsnym. Ręce miała zgrabiałe od wykrawania zwału lodowatych kurczaków. Nie narzekała, cieszyła się, że ma pracę. Tata zaś roślinnie bierny wałkonił się całymi dniami na kanapie przed telewizorem.
napisała Anita Pietrzak-Gawarecka