http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Modzelewski: Przeciw komu bojkot?

Karol Modzelewski
2009-02-03, ostatnia aktualizacja 2009-02-03 13:00

Porozumienie Okrągłego Stołu ma zdecydowanych przeciwników zarówno w szeregach partii, jak i opozycji Pierwsi uważają, że odejście od monopolu władzy to zdrada socjalizmu. Drudzy mówią podobnie, tylko z odwrotnej pozycji: kompromis z komunistami wydaje się zdradą ideałów I zejściem na drogę kolaboracji.

Polski kryzys może doprowadzić do rewolucyjnych wstrząsów. Składają się na to: katastrofalny stan gospodarki, niepewność jutra, narastające zniecierpliwienie i utrata wiary w przyszłość. Dla obu stron, które spotkały się przy Okrągłym Stole, osiągnięty kompromis jest próbą ubiegnięcia rewolucji przez reformę. Próba ta może wyglądać na rozpaczliwą, gdyż została podjęta późno i w krytycznej sytuacji. Ale nie jest beznadziejna.

W powojennej Polsce masowe protesty społeczeństwa wstrząsały systemem, ale nie przerodziły się w rewolucję. Poszerzenie obszaru wolności następowało za każdym razem w drodze kompromisów: tych niepisanych z lat 1956 i 1970 oraz tych uroczyście podpisanych w latach 1980 i 1989. Po wydarzeniach z lat 1956 i 1980-81 władze próbowały się wycofać z poczynionych ustępstw. Nie udało się jednak przekreślić w całości i na zawsze zdobyczy uzyskanych wówczas przez społeczeństwo.

Nie mamy stuprocentowej gwarancji, że obecne porozumienie nie zostanie zerwane. Nie było takiej gwarancji również w sierpniu 1980 r. Gdzie byśmy jednak byli dziś bez tamtego kompromisu, zerwanego po szesnastu miesiącach? Przyszłość jest zawsze niepewna. Lecz to nie powód, by zaniechać prób jej kształtowania.

Jak dotąd, każdy kolejny kompromis zbliżał naród do pełnej niepodległości i demokracji. Opozycyjni przeciwnicy Okrągłego Stołu chcą mieć pełną niepodległość i demokrację od zaraz. Pragnienie to, podobnie jak uliczny okrzyk "precz z komuną", nie stanowi jednak programu, dopóki nie wskaże się środków, które by pozwoliły osiągnąć zamierzony cel. Dość już było w tym kraju przegranych powstań.

Mamy prawo szukać innej drogi: takiej, która daje szansę ratunku przed zagrożeniami materialnego bytu i narodowego bezpieczeństwa. Porozumienie "okrągłego stołu" daje opozycji możliwość oddalenia ustaw, godzących w żywotne interesy społeczeństwa. Odrzucenie przez Sejm weta Senatu będzie bowiem wymagało kwalifikowanej większości 2/3, czyli nieco więcej niż 65 proc mandatów poselskich przyznanych z góry koalicji rządzącej.

Po to jednak, by parlamentarna obrona społeczeństwa przed arbitralnym prawodawstwem rzeczywiście funkcjonowała, opozycja musi zdobyć większość w Senacie i pełne 35 proc. bezpartyjnych mandatów w Sejmie. Dopiero taki Sejm nie uchwaliłby ani nadzwyczajnych ustaw represyjnych, ani skandalicznej nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym, ani ustawy o MSW, ani nadzwyczajnych uprawnień dla rządu.

Bojkot wyborów jest odruchem wyćwiczonym w czasach monopolu PRON, gdy niska frekwencja godziła we władzę. "Solidarność Walcząca" odwołuje się do tego odruchu, ale sytuacja się zmieniła. W wyborach do Senatu kandydaci "Solidarności" rywalizują bezpośrednio z kandydatami PZPR, a w wyborach do Sejmu - z kandydatami formalnie bezpartyjnymi, lecz wysuniętymi przez OPZZ i popieranymi przez partię.

Jest to prawdziwa walka wyborcza, w której każdej ze stron do zwycięstwa potrzebna jest jak najwyższa frekwencja własnych zwolenników i jak najniższa frekwencja zwolenników obozu przeciwnego.

Agitacja za bojkotem, prowadzona przez "Solidarność Walczącą" czy Polską Partię Socjalistyczną - Rewolucja Demokratyczna, jest oczywiście adresowana do zwolenników opozycji i zmniejsza szanse jej kandydatów. Można poprzeć partię w wyborach bezpośrednio, głosując na nią, lub pośrednio - odejmując głosów jej oponentom. Okazuje się, że można to zrobić nawet pod sztandarem nieprzejednanego antykomunizmu.

Trudno przypuścić, by przywódcy SW i PPS-RD nie rozumieli prostej arytmetyki wyborczej. Ich akcja jest w pełni świadoma i może sprawić, że zamiast 35 proc. zdobędziemy np., tylko 25 proc. mandatów poselskich. Koalicja rządząca będzie wówczas miała w Sejmie większość wystarczającą do odrzucenia każdego weta Senatu i parlamentarna ochrona przed arbitralnym prawodawstwem zostanie udaremniona.

Wezwanie do bojkotu to coś innego, niż brak wiary w szansę stopniowego wprowadzania demokracji. To rozmyślna próba zniweczenia tej szansy. W ten sposób zasada "wszystko albo nic" wciela się w polityczną praktykę, której nie sposób niczym usprawiedliwić.

Karol Modzelewski, historyk, w r. 1965 wystosował (z J. Kuroniem) "list otwarty" do członków PZPR, za co skazano go na 3,5 roku więzienia. Po marcu '68 ponownie więziony. Rzecznik prasowy "Solidarności" do kwietnia 1981 r. Internowany 13 grudnia, przebywał w więzieniu do r. 1984. Kandydat na senatora z woj. wrocławskiego.

Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej 19 maja 1989 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce