Po raz pierwszy w r. 1938; po raz wtóry - w 30 lat później. I nic mnie tak nie boli, jak polskie opinie, że Czesi nie lubią wąchać prochu. I nic mnie tak nie razi, jak polski brak wyrzutów sumienia za te dwie haniebne daty.
Dlatego kontakt z "Kartą '77", któremu zawdzięczam przyjaźń z Havelem, miał dla mnie zawsze znaczenie szczególne. Zawsze był czymś więcej niż polityczną opcją. Dlatego głos Vaclava Havela, który doszedł do mnie po procesie gdańskim przez więzienne kraty, głos protestu i przyjaźni, odebrałem także jako zapewnienie, że o przyszłości rozmawiać możemy bez permanentnej pamięci o rachunkach krzywd.
Wspominałem jego roześmianą twarz ze wspólnej fotografii i wspominałem jego esej o "sile bezsilnych". I przesianie tego eseju: nie ulec nienawiści, nie poddać się rozpaczy. Chronić duchową wolność. Budować - nawet w więzieniu, jak Vaclav - jakiś zrąb "wspólnoty nieobojętnych".
Witamy Cię Vaclavie, na wolności.
Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej 18 maja 1989 r.
Źródło: Gazeta Wyborcza