Termin wyborów obie strony ustaliły tak szybko, by nie pozwolić na zorganizowanie się opozycji. Piszę wyraźnie: "opozycji" - gdyż "Solidarności" nie uważamy za opozycję. Została ona opanowana przez ludzi głoszących hasła "nowego, lepszego socjalizmu", "humanistycznego socjalizmu" itd. - a im lepszy socjalizm, tym gorzej dla kraju. Nie po to niezmordowanie głosimy swoje poglądy, by teraz przypatrywać się, jak managerowie Nowego Lepszego Socjalizmu znów organizują pochody 1-majowe. Wierzymy, że ludzie nie chcą chodzić w żadnych pochodach 1-majowych, gdyż społeczeństwo chce już odreagować szaleństwa kończącego się stulecia. My właśnie jesteśmy partią reakcji.
Zdaje się - po frekwencji na wszystkich trzech pochodach łącznie sądząc - mamy rację. Wzywamy więc tych, którzy najwięcej zyskują na liberalnym kapitalizmie: pracowitych robotników, zapobiegliwych rolników, błyskotliwych intelektualistów, zdolnych artystów, energicznych przedsiębiorców
- by plunęli na zawodową solidarność ze złymi robotnikami, marnymi gospodarzami itd. i głosowali na nas. Niestety, wielu z nich wyjechało już na Zachód... Ostatnio jednak, wskutek wprowadzania opieki społecznej na Zachodzie, wyjeżdża również bardzo wielu obiboków
- i w tym jest nasza nadzieja.
Gdy hasła "Trybuny Ludu" z 1956 głoszone są obecnie przez to, co władza nazywa łaskawie "opozycją" -to jest to przyjemne, gdyż wolę, gdy bzdury plecie opozycja, niż gdy plecie je rząd. Gorzej, że rząd tę "opozycję" chce za uszy wciągnąć do systemu władzy. W każdym razie radzimy głosować na tych, którzy na sztandarach nie mają ani kawałka czerwieni.
Wybory traktujemy jako policzenie się. Liczba nie stanowi o racji - ale dobrze jest wiedzieć, jaka część obywateli pójdzie za tymi, którzy zalecają ryzykowną wolność - a jaka za tymi, którzy zalecają jedynie zmianę obsługi koryta. Ponieważ jesteśmy pewni, że ten ostatni manewr nic nie da i dno koryta pokazywać się będzie coraz szybciej - więc i nasz czas nadejdzie prędzej lub później. Szkoda tylko, że demokracji nie da się przekonać argumentami: musi ona wszystkiego doświadczyć na swojej (i na naszej, niestety) skórze.
Wysiłki koncentrujemy na Wrocławiu, gdzie jest społeczeństwo młode, myślące, o otwartych głowach. Tam mamy najsilniejszą organizację. Zobaczymy więc, ilu ludzi przekonamy do siebie i swojego punktu widzenia.
*Janusz Kokwin-Mikke członek założyciel Unii Polityki Realnej, kandydat do Senatu z ramienia
UPR Artykuł ukazał się w Gazecie Wyborczej 9 maja 1989 r.