http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak wygraliśmy w Magdalence

Piotr Osęka
2009-04-03, ostatnia aktualizacja 2009-04-03 16:42

Piotr Osęka o rozmowach władzy i opozycji w 1989 roku. Kiszczak: - Wciąż wyciągacie nowe kwestie. Kwaśniewski: - Jakiego nadużycia spodziewacie się tu, panowie? Geremek: - Wszelkiego.

Piotr Osęka
Fot. Anna Bedyńska / AG
Piotr Osęka
W połowie marca 1989 r. gen. Czesław Kiszczak referował na posiedzeniu Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR stan rokowań między władzą a opozycją: „Równolegle z szeroką falą rozmów w zespołach i podzespołach »okrągłego stołu « ukształtował się odrębny, poufny nurt dialogu. Miał on formę spotkań roboczych w wąskim gronie z udziałem Wałęsy oraz obserwatorów strony kościelnej” - „zasadnicze kontrowersje formułowane były przez stronę solidarnościowo-opozycyjną niejednokrotnie w sposób wyjątkowo agresywny, wręcz z furią”.

Główny negocjator strony partyjnej mówił: "Opozycja z niezwykłą gwałtownością wystąpiła przeciwko integralności państwowej radia i telewizji, dążąc do (...) uzyskania autonomicznej, nie podlegającej żadnej kontroli programowej i kadrowej redakcji. (...) Druga sprawa podejmowana z furią to dążenie do zmian w przepisach prawa karnego i o wykroczeniach. Wszystkie postulaty strony solidarnościowo-opozycyjnej zmierzały do natychmiastowego usunięcia tych przepisów, które służą przeciwdziałaniu i ściganiu przestępczości politycznej (...). Sprawa dyskutowana bardzo burzliwie i momentami wręcz dramatycznie to pakiet reform politycznych dotyczących urzędu Prezydenta i Senatu".

Zmowa! Spisek!

Tzw. rozmowy w ośrodku konferencyjnym MSW w podwarszawskiej Magdalence, prowadzone przed obradami OS i w ich trakcie przez przedstawicieli "Solidarności" i członków władz partyjnych, stały się pożywką niezliczonych teorii spiskowych. Wizja tajnej zmowy elit wciąż rozpala wyobraźnię i każe nadawać negocjacjom sprzed 20 lat coraz to nowe znaczenia.

Radykalna wersja głosi, że transformację ustrojową zaplanowało SB z wieloletnim wyprzedzeniem, realizowali ją zaś TW udający działaczy opozycji. Według innej koncepcji negocjatorzy z "S" ukryli przed narodem swe prawdziwe intencje i charakter ugody zawartej z komunistami. To właśnie z tej teorii wyrosła ideologia IV RP. Nieprawości odrodzonej RP wzięły swój początek - jak pisał kilka miesięcy temu w "Rzeczpospolitej" Rafał Ziemkiewicz - w "gwarantującym grupowe przywileje dilu w Magdalence". Na tych samych łamach Dominik Zdort ujawniał "wątpliwość (...), czemu służyły suto zakrapiane poufne biesiady dla okrągłostołowej elity w Magdalence".

A przecież mowa o zdarzeniu, po którym zostało wiele przekazów. Demaskatorzy tajnej ugody wolą ich nie dostrzegać. Najważniejsze są tu dwa źródła: niemal stenograficzne zapisy sporządzane "na gorąco" i niezależnie od siebie przez ks. Alojzego Orszulika i sekretarza strony rządowej Krzysztofa Dubińskiego. Obie relacje tworzą spójny obraz i pozwalają odtworzyć nie tylko przebieg i tematy rozmów, ale też emocje uczestników, język itp. Dodatkowej weryfikacji dostarczają depesze ambasadora USA w Warszawie, który opisywał Departamentowi Stanu swe rozmowy z uczestnikami negocjacji, a także stenogramy posiedzeń Biura Politycznego i Sekretariatu KC.

Uporządkujmy fakty. Idea rozmów OS pojawiła się w sierpniu 1988 r. po fali strajków na Śląsku i Wybrzeżu. Rolę pośrednika w negocjacjach wziął na siebie Episkopat Polski, reprezentowany przez abp. Bronisława Dąbrowskiego, bp. Tadeusza Gocłowskiego i ks. Orszulika. 31 sierpnia doszło do spotkania Kiszczaka i Lecha Wałęsy, a 16 września w Magdalence odbyły się pierwsze rozmowy przygotowawcze przed Okrągłym Stołem z udziałem przedstawicieli władzy, opozycji i obserwatorów kościelnych.

Podobnych spotkań - aż do 5 kwietnia 1989 r., gdy zakończyły się obrady OS - zorganizowano 21: w Magdalence, ale też w willi MSW przy ul. Zawrat w Warszawie, w Urzędzie Rady Ministrów, a nawet w wilanowskiej parafii. Pertraktacje odbywały się w gronie kilku-, jak i kilkunastoosobowym. Głównymi negocjatorami po stronie opozycji byli Wałęsa, Bronisław Geremek, Tadeusz Mazowiecki, a z czasem - Adam Michnik i Jacek Kuroń. Partię reprezentowali Kiszczak, Stanisław Ciosek, Janusz Reykowski i Aleksander Kwaśniewski.

Spotkania otoczone były dyskrecją - tylko część kończyła się lakonicznym komunikatem dla prasy. Na poufność nalegała przede wszystkim władza, która obawiała się reakcji partyjnych dołów.

Kiszczak: Dotknął mnie bardzo pan Frasyniuk

Już pierwsze rozmowy w Magdalence miały burzliwy przebieg i omal nie skończyły się definitywnym zerwaniem negocjacji. Wyszło na jaw, że kierownictwo PZPR odmawia relegalizacji "S"; nie godzi się nawet, by nazwa Związku padła w oficjalnym komunikacie.

Władysław Frasyniuk - jeden z najtwardszych negocjatorów po stronie opozycyjnej - powiedział wówczas: "Trzeba jasno powiedzieć, że my, siadając razem z panami do stołu, działamy nie we własnym interesie: zabiegamy w ten sposób o wasz interes. Dla dobra kraju, dla dobra społeczeństwa, które wam nie wierzy i które nie chce was słuchać, staramy się zapewnić waszą wiarygodność".

"Dotknął mnie bardzo pan Frasyniuk" - oświadczył na to Kiszczak. "Szkoda. Tak dobrze szło" - dodał Ciosek, oskarżając opozycję, że przez swój upór zniweczyła szanse na porozumienie. "Nie szkodzi. Poczekamy, aż będą zmiany we władzach, to wtedy się przełamie" - odparł Frasyniuk.

Ostatecznie Wałęsa ustąpił, by nie zrywać negocjacji. Teraz czekano, aż władza ustąpi. Jednak mijały tygodnie, a jej stanowisko się nie zmieniało. Co gorsza, Biuro Polityczne kategorycznie sprzeciwiło się obecności przy OS Kuronia i Michnika. "Solidarność" odmówiła dalszych rozmów.

Coraz głębszy kryzys gospodarczy i coraz gorsze nastroje w kraju zmusiły w końcu władze do zmiany stanowiska. Co nie oznacza, że odtąd partia zaczęła grać uczciwie.

27 stycznia 1989 r. znów doszło do spotkania w Magdalence. Kiszczak oznajmił, że partia godzi się na relegalizację „S”. Szybko okazało się jednak, że to ustępstwo pozorne, obwarowane zastrzeżeniami i przedstawione w zawiłej formie: „Proponuję, aby tematem naszej dyskusji i uzgodnień stały się (...) drogi stwarzające możliwości do tworzenia pluralizmu związkowego, w tym »Solidarności «”.

Opozycja wietrzyła podstęp. „Nie mogę sobie wyobrazić wyborów bez uruchomienia »Solidarności « - zastrzegł Lech Kaczyński. - Może być i tak, że wybory się odbędą, a »Solidarność « nie będzie reaktywowana”. Dopiero jasna deklaracja Kiszczaka, że restrykcyjna ustawa o związkach zawodowych zostanie niezwłocznie zmieniona, umożliwiła przełamanie impasu.

Kolejnym problemem był skład obu "drużyn" przy OS. Decydując się na negocjacje z opozycją władza nieprzypadkowo wybrała formułę "okrągłego stołu". Chodziło o to, by ludzie "S" zasiedli razem z działaczami - jak powiedział Kiszczak - "różnorodnych środowisk społecznych i pracowniczych": PRON-u, OPZZ czy PAX-u - instytucji formalnie niezależnych, ale sterowanych przez partię. Wówczas rozkład sił byłby trzy do jednego na niekorzyść opozycji, choć pozornie PZPR przewidziała dla siebie samej mniej miejsc niż dla "drużyny Wałęsy".

Oczywiście opozycja nie chciała zgodzić się na takie rozwiązanie. "Wolelibyśmy, by on [Okrągły Stół] był kwadratowy, a nie okrągły" - powiedział Cioskowi Tadeusz Mazowiecki. Ostatecznie, po konsultacjach z Jaruzelskim, negocjatorzy rządowi przystali na równy podział 56 miejsc przy głównym stole.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':