http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chcieliśmy naprawić PRL, a zrobiliśmy III RP

Andrzej Gdula*
2009-02-08, ostatnia aktualizacja 2009-02-06 18:10

Mówiłem gen. Gałkinowi z ambasady radzieckiej: - Idziemy drogą, a nie wiemy, co jest na końcu. A on: - Szukajcie, my też nie dajemy dalej rady. Jesteście małym krajem. Jak się pomylicie, nic takiego się nie stanie. A jak my się pomylimy, to świat się zachwieje w posadach - wspomina jeden z architektów Okrągłego Stołu

Maciej Stasiński: Kiedy po stanie wojennym zakiełkował pomysł, że musi dojść do porozumienia, do Okrągłego Stołu?

Andrzej Gdula : Każdy to inaczej pamięta. Ja pamiętam, że po stanie wojennym zapanowało przekonanie, że my to musimy sami uporządkować. Uważaliśmy, że "Solidarność" nie jest taka silna, rozsypała się nawet. Wróci nurt robotniczy, sami lepiej zmontujemy znowu gospodarkę. Wszystko wróci do normy, państwo będzie jak przedtem.

Bo stan wojenny był traumą nie tylko dla "Solidarności, ale i dla partii. Okazało się, że partia przegrała, bo nie umiała rządzić. Władzę wzięły wojsko i MSW. Kilka dni po wprowadzeniu stanu wojennego spytałem sekretarza Barcikowskiego na telekonferencji: - Kto tu rządzi? Barcikowski odpowiedział: - Rządzi ten, kto ma siłę.

Gen. Jaruzelski wyprowadził władzę z komitetów wojewódzkich do urzędów wojewódzkich, komisarzy wojskowych. Kadra dowódcza wojska nalegała nawet na rozwiązanie PZPR. Ale Jaruzelski się nie zgodził, bo sojusznicy itd. Jaruzelski nie znał się na gospodarce i szukał fachowców. Było coraz trudniej, blokada gospodarcza z Zachodem, z ZSRR z pomocą też było coraz trudniej.

W kraju zaczęły się odradzać grupy "Solidarności w zakładach, w podziemiu. Działali Bujak, Frasyniuk. Wałęsa się nie poddawał.

Panowała stagnacja, brak perspektyw, władza nie miała akceptacji. Gorbaczow po 1985 stworzył inny klimat w stosunkach z ZSRR. W samym KC zaczęły się rozmowy, że coś trzeba zmienić, szukać szerszego poparcia, nawiązać jakieś rozmowy. Ale z "Solidarnością - nie. To była kontrrewolucja i koniec.

W 1987 na którymś plenum PZPR pierwszy odezwał się Rakowski: - Może trzeba przytulić Wałęsę? Ale spotkał się z zupełnym odrzuceniem.

Na wiosnę 1988 r. rozmawiam z Cioskiem w budynku KC. A on mówi: - Słuchaj Jędruś, to wszystko się źle skończy, jak nie poszukamy jakichś rozwiązań. Drepczemy w miejscu. Patrz na te latarnie. Skończymy na nich.

Wiedzieliśmy już wtedy, że ta wojna z 1980-81 się nie skończyła, jest tylko zamrożona.

Ale w latach 85-88 rozmowy nie wychodzą poza takie ogólne stwierdzenia i utyskiwania, że martwimy się, co dalej. Ciosek sekretarzuje w PRON, Barcikowski rozmawia z Kościołem o ustawie o Kościele katolickim. Ja jestem najpierw wice-MSW (85-86), potem Jaruzelski bierze mnie do KC na kierownika wydziału społeczno-prawnego ds. stosunków z MSW, MON, Kościołami itd. Przychodzą strajki w maju i sierpniu '88. W gronie Czyrek, Ciosek i ja zaczynają się poważniejsze rozmowy. Wcześniej Czyrek musiał rozmawiać z Jaruzelskim. Mówimy sobie: - To jest tylko przygrywka, zanosi się na powtórkę z 80-81.

Wtedy Jaruzelski dał zgodę Czyrkowi na rozmowy ze Stelmachowskim. Byliśmy w warszawskim KIK-u. Był Wielowieyski, Grabska, chyba Mazowiecki, Czyrek, ja. Potem Czyrek zaczął się spotykać ze Stelmachowskim, a Ciosek z ludźmi Kościoła, m.in. z ks. Orszulikiem. Pojawiło się pojęcie "okrągły stół", zaczęliśmy go przygotowywać. Ostateczna zgoda zapadła 28 sierpnia na posiedzeniu Biura Politycznego. Myśleliśmy, że to Czyrek pociągnie. Ale on sam powiedział: - No, co wy! To tylko Kiszczak może udźwignąć, on jest z MSW, bez nich nie da rady.

Jaruzelski wyznaczył Kiszczaka: - Czesław, tylko ty.

Zgodził się. Ale to Jaruzelski wszystkim sterował z cienia. Bez niego nie było ani jednego kroku. No i 31sierpnia doszło do pierwszego spotkania Kiszczaka z Wałęsą.

Z czy tam szliście?

- W partii stworzyliśmy sztab polityczny, kierował Czyrek. Byli tam m.in. Ciosek, Cypryniak, Miodowicz, gen. Janiszewski, gen. Dankowski z MSW, zaufany Kiszczaka (wcześniej z kontrwywiadu wojskowego), ja, potem doszedł Urban, nie było Rakowskiego. Uważaliśmy, naiwnie, że Okrągły Stół doprowadzi do Rady Porozumienia Narodowego, jak tamtej nieudanej z 1981 r. Zakładaliśmy, że może teraz się uda.

Mowy najmniejszej nie było o relegalizacji "Solidarności". Za to myśleliśmy o wolności dla stowarzyszeń, wolności wypowiedzi itd. Myśleliśmy, żeby dopuścić ludzi z opozycji do rządu. To było naiwne. Wałęsa na to: - Mowy nie ma, najpierw "Solidarność"!

Oni mówili swoje, a my swoje.

Ciosek z Urbanem i gen. Pożoga z MSW napisali takie opracowanie, że musi przyjść nowy rząd, prawdziwie polityczny, i polecieli po nazwiskach: Rakowski itd. Messner się dowiedział i obraził. Jaruzelski go uspokajał, że to takie przymiarki.

Rakowski został premierem 27 września. Ale on był poza tym układem negocjacyjnym, sztabem i rozmowami z opozycją. I nagle rzucił hasło: - Nie stół okrągły, ale nakryty. Uważał, że naprawi gospodarkę i będziemy rozmawiać, ale z innych pozycji. Uważał, że jemu się uda. I że będzie porozumienie bez "Solidarności". Wziął do rządu Wilczka i zrobili ustawę o przedsiębiorczości. Warszawa pokryła się straganami. A 29 września rozwiązał Stocznię Gdańską. To był szok. To zablokowało Okrągły Stół na wiele miesięcy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':