Chwilowe zawieszenie spłat to rozwiązanie dość tanie, ale nie łudźmy się, że nic nas nie będzie kosztować. Oznacza bowiem, że okres spłaty kredytu się wydłuży i w ostatecznym rozrachunku jego koszty wzrosną. Bank powinien być skłonny do ustępstw. - Przejściowe kłopoty mogą przytrafić się każdemu. Jeżeli przychodzi do nas klient, informując, że przez jakiś czas może mieć trudności ze spłacaniem kredytu, staramy się znaleźć optymalne rozwiązanie, np. przygotowujemy nowy harmonogram spłat - mówi Alicja Smolińska, doradca kredytowy w Kredyt Banku.
Z bankiem warto się dogadać. Wobec osób, które nie spłacają swoich zobowiązań kredytowych, bank nie będzie miał litości - ich dane trafią do Biura Informacji Kredytowej. Ci, którzy w BIK mają złą metkę, muszą liczyć się z przykrymi konsekwencjami - mogą zapomnieć o kredycie na mieszkanie, zakupach na raty czy "chwilówce". A jeśli nawet któryś bank zdecyduje się pieniądze pożyczyć, to podyktuje bardzo wysoki procent za ryzyko. Bo klient ze złą historią to dla banku niebezpieczeństwo, że pożyczonych pieniędzy nie odzyska.
Osoby, które mimo wszystko nie są w stanie poradzić sobie z obciążeniami finansowymi, od połowy marca będą mogły po prostu ogłosić bankructwo. Tzw. upadłość konsumencka pozwoli na odzyskanie finansowej wiarygodności tym, którzy nie z własnej winy wpadli w pętlę zadłużenia. Powodów może być wiele: choroba, niezawiniona utrata pracy czy wypadku. Ale cena, którą trzeba za to zapłacić, jest wyjątkowo wysoka.
Dłużnik będzie musiał oddać cały swój majątek, w tym - co budzi szczególnie wiele kontrowersji - mieszkanie. Jeżeli to nie wystarczy, przez kolejne pięć lat będzie musiał spłacać raty. W tym czasie nie będzie mógł zaciągać żadnych nowych kredytów ani robić zakupów na raty. Przepisy są tak ostre, że budzą kontrowersje nawet wśród bankowców. - To nie jest szansa, tylko wyeliminowanie dłużnika z systemu bankowego - ocenia Tadeusz Białek, prawnik ze Związku Banków Polskich.