http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co zdrożeje, co stanieje

Krystyna Naszkowska, ka, kj, mab, mac, mać, mawi, mich, poz, qub, psk, tigi, zas, ziem, pat
2009-01-15, ostatnia aktualizacja 2009-02-19 15:00

To będzie dobry rok jeśli chodzi o żywność. Mimo światowego kryzysu finansowego, ceny żywności w Polsce raczej nie będą rosły. Podrożeją niemal wyłącznie produkty, które musimy importować. Niestety, to co uda nam się zaoszczędzić na jedzeniu wydamy na inne codzienne, niezbędne opłaty.

Co zdrożeje, co stanieje
Co zdrożeje, co stanieje
SERWISY
Żywność

Cukier - W GÓRĘ

Zdrożeje, choć nie tylko cukru nie importujemy, ale jesteśmy europejską potęgą w jego produkcji. Cukier zdrożeje niezależnie od kursu złotego. Jeśli obecny kurs złotego się utrzyma, to wkrótce za kilogram cukru zapłacimy o ok. 20 proc. więcej niż dziś. Jeśli złoty się wzmocni, to cukier też podrożeje, ale nieco mniej - np. 15 proc. Tak czy inaczej za cukier zapłacimy więcej, bo go po prostu brakuje. To problem całej Europy. W Polsce do zaspokojenia spożycia krajowego zabraknie nam ok. 300 tys. ton, a w całej Unii ok. 3-4 mln ton. Cukier trzeba więc sprowadzić, problem w tym, że nie bardzo jest skąd. Najwięksi eksporterzy cukru - jak Brazylia, Indie, Australia czy Tajlandia - coraz więcej tego towaru używają do produkcji bioetanolu, np. w Brazylii ponad połowa produkcji idzie na biopaliwo. Z kolei na Ukrainie i w Rosji zmniejszono obszar uprawy buraków cukrowych, gdyż rolnicy uznali, że bardziej opłaca się siać pszenicę. A jak czegoś brakuje, to ceny muszą rosnąć.

Herbata - W GÓRĘ

Będzie droższa z dwóch powodów. Kiedy jesienią 2008 r. stało się jasne, że świat ma problem z kryzysem, banki zaczęły ograniczać dostęp do kredytów. Kupcy, którzy na giełdach kupują herbatę, nie mogli dostać od banków kredytów. W rezultacie ceny bardzo spadły - z ponad 3 dol. za kilogram do 1,7. A to z kolei sprawiło, że producenci herbat zdecydowali się na cięcie krzewów herbacianych, by zahamować produkcję, skoro ceny są tak niskie. Na odtworzenie produkcji po takim cięciu czeka się ok. 3 lat. Dlatego w najbliższym roku na giełdy trafi mniej herbaty, więc jej cena automatycznie pójdzie w górę. Zwłaszcza że spożycie herbaty rośnie.

Drugi powód wzrostu cen w Polsce to słabszy złoty. Im słabszy złoty, tym towar importowany staje się droższy. Dlatego prawdopodobnie herbata podrożeje o ok. 10-15 proc.

Mleko - W DÓŁ

Może stanieć. Dawno mleko w skupie nie było tak tanie jak obecnie. Rok temu za litr mleka rolnicy dostawali ok 1,32 zł, teraz ok. 90 gr. I nadal cena spada. Wszystko z powodu sytuacji na międzynarodowym rynku mleczarskim. Teraz jest on kompletnie rozchwiany - w ostatnich ośmiu miesiącach ceny produktów strategicznych, czyli tych, którymi się handluje na rynku światowym, a więc mleka w proszku, masła i serów twardych, spadły o blisko 60 proc. Polski rynek jest bardzo uzależniony od rynku światowego, musimy bowiem eksportować ok. 30 proc. całej naszej produkcji. O tyle nasza produkcja przekracza możliwości konsumpcji krajowej. Dlatego gdy ceny na świecie spadają, to sytuacja w naszym mleczarstwie się pogarsza. Jeśli byśmy wstrzymali eksport, to będzie jeszcze gorzej dla producentów - ceny jeszcze bardziej spadną. Ale na razie ceny na półkach sklepowych nie spadły - za masło, mleko, śmietanę jogurt czy twaróg płacimy nadal tyle samo co kilka miesięcy temu, choć ceny w skupie w tym czasie spadły o 40 proc. Ale to się może w każdej chwili zmienić - mleczarnie uważnie się sobie przyglądają, która pierwsza obniży ceny, by przebić konkurencję i więcej sprzedać. Eksperci sądzą, że taka obniżka jest możliwa, i to o blisko 10 proc. Wykluczają natomiast wzrost cen w najbliższym półroczu.

Wieprzowina - W DÓŁ

Ceny raczej nie wzrosną, mimo iż mamy potężny świński dołek. Po raz pierwszy do lat brakuje nam mięsa do pokrycia krajowego zapotrzebowania. Jesteśmy bowiem całkowicie już zintegrowani z rynkiem europejskim i do Polski może swobodnie napływać wieprzowina z innych krajów unijnych. W 2008 r. napłynęło jej o kilkadziesiąt procent więcej, niż wyeksportowaliśmy. W zeszłym roku pogłowie świń spadło u nas poniżej 16 mln sztuk, czyli poniżej poziomu zaopatrzenia kraju w wieprzowinę. Więcej zjadamy, niż produkujemy, import jest więc niezbędny. Dlatego głos decydujący w sprawie cen wieprzowiny będzie należał do złotego. Im bardziej złoty będzie się osłabiał, tym droższa będzie sprowadzana z Zachodu wieprzowina.

Wszystko wskazuje jednak na to, że w pierwszym kwartale ceny się nie zmienią, zaś w drugim mięso może nawet lekko stanieć. To z powodu bardzo taniego obecnie zboża. Rolnicy przetrzymali zboże po żniwach w swoich magazynach, licząc na wzrost cen, tymczasem te, zamiast rosnąć, jeszcze spadły. W rezultacie rolnicy robią to, co im się teraz najbardziej opłaca - zamieniają ziarno na paszę dla świń. To może spowodować, że już pod koniec tego półrocza będziemy mieli nieco większą podaż wieprzowiny krajowej, a więc ceny mogą lekko spaść.

Wołowina - W GÓRĘ I W DÓŁ

Od kilku lat jej ceny są wyjątkowo stabilne. Po gigantycznym skoku, jaki wykonały w okresie naszego wchodzenia do Unii, od 2004 roku praktycznie się nie zmieniają. Pewne wahania są tylko wiosną i jesienią - na wiosnę, kiedy jest jej mniej na rynku, ceny minimalnie rosną, na jesieni, kiedy bydło schodzi z pastwisk i trafia do rzeźni, ceny lekko spadają. W sumie jednak te cenowe wahania między sezonami nie przekraczają 10 proc.

Drób - W DÓŁ

Od paru miesięcy hodowcy obniżają ceny drobiu nawet poniżej kosztów produkcji, ale na razie nie przełożyło się to na ceny detaliczne na półkach sklepowych, W pierwszym półroczu 2009 roku producenci przewidują dalsze obniżki i być może w styczniu, kiedy tradycyjnie popyt na mięso spada, sklepy wreszcie zmniejszą swoje marże. Czy to zrobią, nie wiadomo. Jedno jest pewne - do wakacji mięso drobiowe nie podrożeje, może tylko potanieć.

Ryż - W GÓRĘ

W górę pójdą ceny ryżu europejskiego, czyli produkowanego w Grecji, we Włoszech czy w Hiszpanii. Głównie z powodu osłabienia złotego oraz umocnienia dolara wobec euro. To sprawia, że mniej opłaca się import do Unii taniego ryżu azjatyckiego, a dla unijnych producentów jest to okazja do podniesienia cen. W pierwszych trzech-czterech miesiącach tego roku ceny ryżu europejskiego na półkach sklepowych w Polsce mogą wzrosnąć o blisko 10 proc. A większość ryżu w naszych sklepach pochodzi właśnie z Europy.

Pieczywo

Nie stanieje, chociaż bardzo potaniały zboża. Rok temu za tonę pszenicy płacono 900 zł, teraz połowę tej kwoty. Po pszenicy potaniała mąka piekarnicza - rok temu za kilogram piekarze płacili 1,2 zł, dziś kupują ją po 80 gr za kg. Ale wcale nie zamierzają obniżać cen chleba czy bułek. Nie zamierzają, bo choć mąka potaniała, to inne koszty, w tym koszty pracy i energii elektrycznej, tak poszły w górę, że na obniżki nie mamy co liczyć. Pocieszające jest to, że chleb do lata, czyli nowych żniw, raczej nie zdrożeje.

Inne wydatki

Benzyna - W GÓRĘ I W DÓŁ

W 2008 r. nikt nie nadążał za zmianami na rynku paliwowym. Do lipca ceny ropy naftowej wzleciały jak szalone, a potem równie gwałtownie spadły. Z trafnym prognozowaniem cen "czarnego złota" nie radziły sobie największe analityczne tuzy świata. Po takiej nauczce lepiej byłoby nie przewidywać, co się może zdarzyć na rynku paliwowym w nowym roku. Ale bez prognoz także trudno żyć.

Ile zatem będziemy płacić na stacjach benzynowych w 2009 r.? Obstawiamy, że w tym roku ceny benzyny powinny być względnie stabilne - w najbliższych tygodniach mogą nawet nieco spaść, ale na sezon wakacyjnych wyjazdów wzrosną. Cięcia wydobycia surowca wprowadzane przez kartel producentów ropy naftowej OPEC stopniowo zaczną przynosić efekty i najpóźniej jesienią ceny ropy na świecie zaczną rosnąć. W jakim tempie - to będzie zależało od tego, jak szybko świat zacznie wychodzić z kryzysu gospodarczego. Przykręcenie kurków na naftowych szybach i zmniejszenie inwestycji może z czasem doprowadzić do kolejnej galopady cen ropy, ale prawdopodobnie nie dojdzie do tego jeszcze w tym roku.

Gaz - W DÓŁ

Ceny gazu na świecie są dopasowywane z opóźnieniem kilku miesięcy do ceny ropy naftowej. Ropa leci w dół, więc od kwietnia coraz tańszy będzie także gaz importowany do Polski. Powinniśmy więc spodziewać się, że wiosną spadną rachunki za paliwo do naszych piecyków i kuchenek gazowych.

Z zysków nie chce jednak rezygnować Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Szefowie tego państwowego koncernu już przebąkują, że najchętniej nie zmieniliby swoich cenników, nawet gdy zmniejszą się koszty zakupu surowca z importu. Czyją stronę - PGNiG czy konsumentów - weźmie Urząd Regulacji Energetyki? Przekonamy się w marcu.

Prąd - W GÓRĘ

Od 1 stycznia nie zdrożeje prąd dla gospodarstw domowych - Urząd Regulacji Energetyki zapowiedział, że cenniki firm dostarczających nam energię zatwierdzi dopiero po 15 stycznia. Wciąż nie wiadomo, jaka będzie skala podwyżek. URE chciałby, żeby było to nie więcej niż 4-5 proc., czyli od 5 do 10 zł miesięcznie, w zależności od tego, ile prądu "pożera" domostwo. Dostawcy prądu chcieliby, aby podwyżka była większa, bo rosną ceny węgla. Wciąż trwają negocjacje firm z URE.

Podatki lokalne - W GÓRĘ

Od nowego roku wzrastają wszystkie stawki podatków i opłat lokalnych.

Podatek od nieruchomości. Podatek za metr kwadratowy gruntu, na którym prowadzona jest działalność gospodarcza, wzrósł o trzy grosze: z 71 gr na 74 gr. Właściciele ziemi pod jeziorami zajętej na zbiorniki retencyjne lub elektrownie wodne zamiast 3,74 zł zapłacą 3,9 zł za hektar. Od wszystkich pozostałych gruntów zapłacimy o 2 gr więcej za metr kwadratowy, czyli 37 gr zamiast 35 gr jak do tej pory.

O trzy grosze wzrósł podatek od budynków mieszkalnych (lub ich części przeznaczonych na takie cele): z 59 do 62 gr za metr kwadratowy. Właściciele budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej zapłacą teraz aż o 80 gr więcej za każdy metr kwadratowy. Nowa stawka to 19,81 zł. W przypadku budynków zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych stawka wzrosła z 3,84 zł od metra na 4,01 zł.

Podatek od samochodów ciężarowych. Roczna stawka podatku od ciężarówki o wadze od 3,5 do 5,5 t wzrosła z 676,20 zł do 704,61 zł. Za samochody ciężarowe ważące od 5,5 do 9 t zapłacimy 1175,49 zł (było 1128,10 zł). Z kolei stawki za auta cięższe niż 9 t wynoszą teraz 1410,58 zł, a wcześniej było to 1353,72 zł.

Opłaty lokalne:
  • Górna granica stawki dziennej za opłatę targową wzrosła od stycznia z 631,94 zł do 658,49 zł.
  • Opłata uzdrowiskowa wynosi teraz 3,69 zł dziennie (dotychczas 3,54 zł).
  • Z kolei stawka opłaty od posiadania psów wzrosła ze 100 zł rocznie od jednego psa do 104,20 zł.

    Uwaga! Podaliśmy tu maksymalną wysokość podatków (ustaloną przez Ministerstwo Finansów). Ich wysokość w danej gminie może być mniejsza, bo ostateczną decyzję podejmują rady gmin.

    Śmieci - W GÓRĘ

    Od 15 do 40 proc. wzrosły od 1 stycznia ceny śmieci. I będą jeszcze droższe, bo kolejna podwyżka czeka nas najpóźniej za rok. Dlaczego? Bo rok temu wzrosła tzw. opłata marszałkowska pobierana od firm wywożących śmieci na wysypiska z 15 do 75 zł. Poza tym w całym kraju zamykana jest większość wysypisk śmieci i firmy śmieciarskie muszą odpady wywozić coraz dalej. - Na podwyżkę cen wpływają koszty paliwa, robocizny, amortyzacji samochodu i pojemników - wylicza Tadeusz Książek z jednej z warszawskich firm odbierających śmieci.

    Specjaliści mówią, że sami jesteśmy sobie winni. Przez lata nie troszczyliśmy się o segregowanie i utylizowanie odpadów i teraz zalewa nas góra śmieci. Przystępując do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się, że już za dwa lata zredukuje ilość śmieci na wysypiskach o 35 proc. Podczas gdy w innych krajach tylko 30 proc. odpadów trafia na wysypisko (40 proc. podlega recyklingowi, a 30 proc. po termicznym unieszkodliwieniu wykorzystuje się m.in. do produkcji energii), w Polsce na wysypiska trafia aż 97 proc. odpadów. - Trzeba wysortowywać ze śmieci surowce i je sprzedawać, wykorzystywać paliwa alternatywne i kontrolować firmy śmieciarskie, inaczej rachunki nie zmaleją - uważa Tomasz Uciński, prezes Krajowej Izby Gospodarki Odpadami.

    Eksperci ostrzegają, że to nie koniec podwyżek.

  • Mieszkania, działki - W DÓŁ

    Analitycy rynku mieszkaniowego są zgodni, że w 2009 roku nowe i używane mieszkania oraz działki jeszcze potanieją. Kwestią otwartą pozostaje skala i czas trwania tej przeceny.

    Sytuację skomplikował kryzys finansowy. W efekcie banki ostro przykręciły śrubę kredytową. Kluczowe dla przyszłości rynku nieruchomości będzie więc zachowanie banków i sytuacja gospodarcza naszego kraju (rynek pracy).

    W optymistycznym wariancie oprocentowanie kredytów będzie szybko spadało, dzięki czemu poprawi się ich dostępność. Ta będzie jednak gorsza niż jeszcze kilka miesięcy temu, gdyż banki zaczęły wymagać wkładu własnego i ostrzej weryfikować możliwości potencjalnych kredytobiorców. W efekcie liczba udzielonych kredytów może stopnieć nawet o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2008. To oznacza, że mniej osób kupi mieszkania, domy i działki.

    Tymczasem ich podaż przez najbliższe kilka miesięcy najpewniej będzie rosła. Np. deweloperzy muszą sprzedać lokale, których budowę rozpoczęli jeszcze w okresie boomu. Wprawdzie firmy zaczęły wstrzymywać nowe inwestycje, ale spowodowany tym spadek podaży mieszkań odczujemy prawdopodobnie nie wcześniej niż w 2010 r.

    Wśród analityków przeważa opinia, że do tego czasu mieszkania potanieją jeszcze średnio o 10-15 proc. Oczywiście w niektórych przypadkach obniżki cen mogą być niższe, a w innych - dużo większe (nawet o 50 proc.). Np. niektórzy deweloperzy będą chcieli sprzedawać mieszkania po kosztach, żeby zakończyć swoje projekty, a z pewnością znajdą się i tacy, którzy zejdą z ceną poniżej kosztów, by uratować firmę przed bankructwem. Mimo to najprawdopodobniej część firm w przyszłym roku zniknie z rynku, a wtedy budowane przez nie mieszkania pojawią się na licytacjach komorniczych.

    Lokaty - W DÓŁ

    2008 rok był złotym okresem dla posiadaczy oszczędności w bankach. Kryzys finansowy zaowocował kłopotami banków z pozyskaniem pieniędzy pod kredyty. Musiały więc ze zdwojoną siłą walczyć o oszczędności klientów, podnosząc oprocentowanie lokat. W grudniu na kilkumiesięcznej lokacie można było zapewnić sobie nawet 10 proc. zysku w skali roku. Rok wcześniej było to góra 5-6 proc.

    Nie ma co liczyć, że to eldorado potrwa dłużej. Pod koniec roku Rada Polityki Pieniężnej dwukrotnie obniżyła stopy procentowe, zaczęła też spadać cena pożyczek międzybankowych (tzw. stawka WIBOR), która dla banków jest jednym z wyznaczników oprocentowania lokat. Jesienią WIBOR 3M wynosił 6,9 proc., dziś już tylko 5,9 proc. To musi przełożyć się na spadek oprocentowania lokat, które banki będą w tym roku oferowały klientom.

    Zyski na lokatach nadal pozostaną relatywnie wysokie - może nawet 7-8 proc. w skali roku, ale nie będzie to już takie szaleństwo jak w 2008 roku. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że mając jakieś oszczędności bardziej opłaci się ulokować je od razu, niż czekać np. do lata lub jesieni na lepsze warunki. Prawdopodobnie z czasem dochodowość lokat się obniży.

    Kredyty w złotych

    2008 rok przyniósł zaostrzenie warunków udzielania kredytów. Wyliczana przez banki zdolność kredytowa - przy takich samych dochodach klientów i identycznej kwocie pożyczki - bywa dziś dwa razy mniejsza niż jeszcze kilka miesięcy temu. Czyli klient, który rok temu mógł liczyć na 500 tys. zł kredytu, dziś musi się zadowolić kwotą 300 tys. zł lub nawet mniejszą.

    Bankowcy nieoficjalnie zapowiadają, że mogą nieco odkręcić śrubę kredytową, gdy przycichną echa światowego kryzysu finansowego. Kredyty mogą być więc nieco łatwiej dostępne niż jesienią 2008 r. Ale nie ma co liczyć na to, że w tym roku znacząco potanieją. Owszem, w ślad za obniżkami oficjalnych stóp NBP spada tzw. stopa WIBOR 3M, do której banki dodają swoją marżę, ustalając oprocentowanie kredytów. Sęk w tym, że banki ostro podniosły swoje marże. W wielu przypadkach te podwyżki "zjedzą" cały zysk wynikający z obniżenia stopy WIBOR.

    Kredyty w walutach obcych

    Pod koniec 2008 r. z ofert wielu banków w ogóle znikły kredyty we frankach szwajcarskich, dotąd najtańsze i najczęściej wybierane przez klientów kupujących mieszkanie. Banki uznały, że w czasach kryzysu łączą się one ze zbyt dużym ryzykiem. Nie ma co liczyć na znaczące zmiany w tym roku. Nawet jeśli w niektórych bankach uda się zadłużyć w szwajcarskiej walucie, będzie trzeba wykazać się dużą zdolnością kredytową i wkładem własnym.

    A co z oprocentowaniem starych kredytów we frankach, które już spłaca kilkaset tysięcy polskich rodzin? Na wysokość rat wpływa tzw. stawka LIBOR (czyli rynkowa cena franków) oraz kurs szwajcarskiej waluty. O ile LIBOR jest ostatnio na niskim poziomie, o tyle kurs franka ostatnio mocno bije kredytobiorców po kieszeni. Jeszcze latem 2008 r. za franka płaciliśmy 2 zł, a teraz już 2,7-2,8 zł. Zdaniem ekspertów w najbliższym roku szwajcarska waluta będzie bliżej poziomu 2,5 zł niż 2 zł.

    Nowością mogą się stać kredyty w euro. Nie są tak nisko oprocentowane jak kredyty frankowe. Ale stopy procentowe w strefie euro są mimo wszystko znacznie niższe niż w Polsce. Kredyt w euro z oprocentowaniem 5-6 proc. rocznie może więc być alternatywą dla kredytu w złotych oprocentowanego na 8-9 proc. Dla banków kredyty w euro są mniej ryzykowne niż we frankach (wspólną walutę łatwiej kupić na tzw. rynku międzybankowym), więc z czasem będą się do nich przekonywały.

    Dla kierowców

    Mandaty. Jazda o np. 50 km/godz. szybciej od dopuszczalnej prędkości w terenie zabudowanym będzie kosztować 1000 zł! Jeśli o tyle samo przekroczysz prędkość na autostradzie, zapłacisz 700 zł. Uwaga! Jeżeli przez pół roku radary wyślą do centrum 5 zdjęć z twoim udziałem albo suma kar za prędkość przekroczy 5 tys. zł, przez następne 6 miesięcy każdy kolejny mandat zapłacisz podwójnie! Jeśli dobrowolnie poddasz się karze, zmniejszą grzywnę o 15 proc.

    Akcyza. Wzrasta akcyza na auta z silnikami o pojemności powyżej 2 litrów. Teraz zapłacisz 18,6 proc. wartości pojazdu (poprzednio - 13,6 proc.). Zniknie za to podwójne opodatkowanie samochodu przed pierwszą rejestracją. Według starych przepisów przy sprowadzeniu auta z UE trzeba było zapłacić akcyzę przy wwiezieniu auta do Polski i przy sprzedaży przed rejestracją. Teraz akcyza płacona będzie tylko raz.

    Ubezpieczenia

    Dobra wiadomość dla kierowców, którzy jeżdżą bezpiecznie. Od 2009 r. zapłacą mniej za obowiązkowe polisy komunikacyjne OC. Wszystko dzięki temu, że od 1 stycznia firmy ubezpieczeniowe nie muszą płacić podatku Religi, czyli opłaty na leczenie ofiar wypadków drogowych. Do tej pory co miesiąc musiały oddawać do Narodowego Funduszu Zdrowia 12 proc. składek zebranych z polis OC. Ceny ubezpieczeń poszły z tego powodu w górę - w zależności od towarzystwa - od 8 do 12 proc. Podatek płacili solidarnie wszyscy kierowcy, nieważne, jak bezpiecznie jeździli. Teraz to się zmieni.

    Ile będzie można zaoszczędzić? Z szacunków ubezpieczycieli wynika, że od Nowego Roku kierowcy mogą płacić mniej o średnio o 6-7 proc. Czyli za ubezpieczenie volkswagena passata z 2005 r. 36-letni kierowca z Gdańska zapłaci 930 zł, o 70 zł mniej niż dotychczas. To, co cieszy dobrych kierowców, o ból głowy może przyprawiać tych, którzy powodują więcej wypadków. Kupując kolejną polisę, zapłacą więcej niż dotychczas. Główny powód to obowiązujące od sierpnia przepisy nakazujące firmom ubezpieczeniowym wypłatę zadośćuczynienia rodzinom za śmierć bliskich w wypadku. A to oznacza, że ubezpieczyciele muszą się przygotować na to, że liczba odszkodowań i ich wysokość wzrosną. I zapłacą za to głównie ci kierowcy, którzy powodują statystycznie więcej wypadków.

    Według Zbigniewa Tymoszyka z Hestii w pierwszych miesiącach tego roku czeka nas stabilizacja cen OC, ale w dłuższej perspektywie konieczne będą podwyżki. - W Polsce średnia cena OC to 100 euro, w krajach Europy Zachodniej jest to dwukrotnie więcej - przypomina Tymoszyk. - Prędzej czy później będziemy musieli dojść do unijnej średniej.

    Kolej - W GÓRĘ I W DÓŁ

    Polska kolej przechodzi rewolucję. W grudniu pociągi pospieszne zostały przejęte przez PKP Intercity, a teraz trwa przejmowanie PKP Przewozy Regionalne przez samorządy wojewódzkie, które staną się właścicielem spółki. Dlatego u przewoźników trudno znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące oferty handlowej, ewentualnych nowych cen biletów czy promocji. Decyzje są podejmowane niemal z dnia na dzień i dość chaotycznie. Przykład z ostatnich dni - nocne Tanie Linie Kolejowe w PKP Intercity przemianowano na zwykłe pospieszne i zlikwidowano w nich miejscówki bez żadnej zapowiedzi i słowa wyjaśnienia. W takim klimacie kolejowe spółki wchodzą w nowy rok.

    Nieoficjalnie wiadomo, że w 2009 r. pasażerów czeka kilka zmian. Jest szansa na porozumienie pomiędzy Przewozami Regionalnymi a Intercity w sprawie wzajemnego honorowania biletów, co oznacza tańsze bilety, gdy czeka nas podróż, w której przesiadamy się np. z pociągu jednej spółki do pociągu drugiej.

    Niestety, wszystko wskazuje na to, że w tym roku nie da się uniknąć podwyżek. Ale wśród kolejarzy przeważa opinia, że nie będzie to wcześniej niż w drugiej połowie roku. Pojawiają się też propozycje, aby część dziennych TLK przekształcić w ekspresy, a to przyniesie ze sobą znaczny wzrost cen w tych pociągach.

    Samoloty - W GÓRĘ I W DÓŁ

    Po latach dwucyfrowych wzrostów w ostatnich miesiącach na polskich lotniskach zmniejszyła się liczba pasażerów (np. w Krakowie w listopadzie było ich mniej aż o 28 proc.). Linie lotnicze - zarówno tanie, jak i tradycyjne - częściej likwidują połączenia lub nie uruchamiają tych, które wcześniej planowały. Masowo zwalniani są piloci (np. z Centralwings, spółki-córki LOT-u).

    Ale trudna sytuacja na rynku lotniczym nie powinna przełożyć się na istotny wzrost cen biletów. Po pierwsze, sytuację ratuje znacznie tańsza niż w 2008 r. ropa. Po drugie, w kryzysie spaść może popyt na podróże biznesowe i na wyjazdy zagraniczne. By zapełnić samoloty, linie wciąż będą musiały zalewać rynek tanimi biletami. Rozwiązaniem, które zapewni liniom przetrwanie, będzie sprytniejsze sięganie do kieszeni pasażerów - możemy spodziewać się dalszego wzrostu opłat za bagaż, szybszą odprawę czy serwis na pokładzie.

    Taki właśnie kierunek działania wskazują europejscy liderzy tanich połączeń. W pierwszej połowie 2008 r. średnia cena biletu w liniach Ryanair spadła o 4 proc., ale dodatkowe przychody - m.in. ze sprzedaży prowadzonej na pokładzie samolotu - wzrosły aż o 28 proc.

    Internet

    W 2009 r. trudno spodziewać się istotnych zmian w cennikach operatorów. Szczególnie ceny dostępu do internetu nie ulegną wielkiej zmianie. Operatorzy - także kablowi - będą się raczej ścigać w rozbudowywaniu oferty, zapewnianiu wyższych prędkości i łączeniu usługi dostępu do internetu z innymi usługami: telewizją czy wideo na żądanie. Spaść mogą nieco ceny internetu mobilnego. A to z powodu rosnącej ekspansji sieci Play, która pół roku temu ruszyła z ofertą dostępu do sieci i najniższą na rynku ceną. Reakcja innych operatorów nie była szczególnie gwałtowna, ponieważ zasięg mobilnego internetu w Play był nieznaczny. Ta sytuacja zmienia się jednak z każdym miesiącem. Rok 2009 będzie kolejnym, przybliżającym "czwartego operatora" do celu czyli objęcia zasięgiem internetowym 1000 miejsc w Polsce do roku 2011.

    Telefony

    Jest za to realna szansa na obniżenie cen rozmów przez komórki. A to z powodu nowych stawek tzw. rozliczeń międzyoperatorskich. Decyzja Urzędu Komunikacji Elektronicznej sprawiła, że stawka wynosząca dziś 34 gr, spadnie od 1 stycznia do 22 gr, a od 1 lipca - do 17 gr. Ta stawka to jeden istotnych elementów ostatecznej ceny, jaką płacimy dzwoniąc z jednej sieci komórkowej do drugiej.

    Elektronika

    W tym roku nie będzie gwałtownych obniżek cen elektroniki i sprzętu AGD. Na pocieszenie można dodać, że nie będzie też piorunujących podwyżek.

    Generalnie ceny elektroniki przez ostatnich kilka lat mocno leciały w dół. O ile trzy, cztery lata temu za 26-calowy telewizor LCD trzeba było zapłacić ponad 3 tys. zł, o tyle dziś podobnej wielkości egzemplarz kosztuje 1-1,2 tys. zł. Mniej spektakularne były spadki cen AGD.

    Polakom w tanich elektronicznych zakupach pomagał mocny złoty. Niestety, od kilku miesięcy nasza waluta traci na wartości, co może wpłynąć na wzrost cen. Trudniej będzie też opłacić zakupy - sklepy wycofują się z rat zero procent.

    Ci, którzy mają pod ręką zbędną gotówkę i pragną wymienić telewizor czy pralkę na nowy model, mogą skorzystać ze styczniowych wyprzedaży. Sklepy chwalą się, że obniżą ceny nawet o połowę, ale tak wysokie przeceny dotyczą przede wszystkim egzemplarzy ekspozycyjnych.

    Na podobne przeceny można liczyć przy wietrzeniu magazynów w sieciach sprzedających komputery. Ale znów: tak duże obniżki będą dotyczyć tylko starszych modeli, i to nie wszystkich.

    Na cenach komputerów też odbiją się kursy walut. Według wyliczeń analityków z firmy IDC np. laptopy powinny średnio potanieć o ponad 100 dol. Ale wysoki kurs dolara i euro prawdopodobnie zmusi importerów do podwyżek. Największe sklepy detaliczne w Polsce przyznają, że w pierwszych miesiącach roku ceny nawet... wzrosną.

    Ale pocieszają, że gdy konsumenci zacisną pasa i przestaną kupować, dostawcy będą musieli obniżyć ceny.

    - Pod koniec 2009 r. ceny mogą być niższe od obecnych nawet o blisko 15 proc. - uważa Szymon Bujalski, wiceprezes Komputronika, właściciela największej sieci z komputerami w Polsce. Zastrzega, że wiele zależy od kursów walutowych.

    Pocieszeniem jest pojawienie się nowej kategorii przenośnych komputerów - tzw. notebooków. Są mniejsze i znacznie lżejsze od laptopów. I kosztują w granicach 1-1,5 tys. zł. Ale też mniej potrafią.

    UWAGA! 1 stycznia wchodzi w życie nowelizacja ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. Zgodnie z nią w cenie każdego urządzenia będzie wyszczególniony podatek ekologiczny. Ma to podnieść świadomość ekologiczną społeczeństwa.

    Cena złotego

    Co się będzie działo z notowaniami walut w 2009 roku? Prognozowanie jest tu skrajnie trudne, bo przecież nikt nie przewidział kryzysu finansowego i tego, że złoty po okresie prosperity tak nagle wpadnie w dołek.

    Dziś złoty jest o blisko jedną trzecią słabszy niż latem, choć ekonomiści nie wątpią, że tą deprecjację tylko po części da się wytłumaczyć fundamentami makroekonomicznymi gospodarki. - Kapitał odpływa z rynków wschodzących, w tym z Polski - mówią. - Ten stan utrzyma się jeszcze w pierwszej połowie 2009 roku. Złoty będzie słabł, bo sytuacja w najważniejszych gospodarkach świata będzie się pogarszać - piszą ekonomiści BGŻ w swoim raporcie. - Recesja gospodarcza dopiero pokaże swoje smutne oblicze. Rynki wschodzące będą traktowane przez inwestorów z dużą rezerwą. Napływ zagranicznego kapitału portfelowego w 2009 roku będzie zarówno w regionie, jak i Polsce bardzo ograniczony - zgadzają się analitycy Pekao SA.

    - Wciąż wsparciem dla złotego powinny być transfery z UE, jednak aby ten czynnik mógł mieć istotny wpływ, potrzebny jest zarówno wzrost inwestycji w infrastrukturę, jak i zmiana strategii rządu, który do tej pory wymieniał środki z UE w NBP - dodają.

    Dopiero w drugiej połowie roku, o ile sytuacja się poprawi i w inwestorów wstąpi nowa skłonność do ryzyka, możemy liczyć na to, że złoty będzie się umacniał, a waluty będą tanieć.

    Złoty byłby postrzegany w cieplejszych barwach, gdyby Polska zdecydowała się na wypełnienie planu wprowadzenia euro w 2012 roku.

    Zdaniem analityków BGŻ w I kwartale cena euro może przekraczać 4,10 zł, w połowie roku zbliżyć się do 4 zł, a na koniec spaść do około 3,50 zł. Dolar miałby kosztować odpowiednio 3,20 zł, 3,35 zł i 2,95 zł, a frank szwajcarski 2,80 zł, 2,70 zł i 2,25 zł.

    • 8 komentarzy
    • Drukuj
    • Kup licencję
    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów

    Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

    W poniedziałek z ''Gazetą'':