Dziewięcioosobowa grupa, w której pracowali m.in. Joschka Fischer, Timothy Garton Ash, Danuta Hübner i
Javier Solana, zajmowała się zarówno rosnącą ksenofobią wobec europejskich mniejszości (np. Romów), jak i imigrantami przyjeżdżającymi m.in. z Kaukazu i Afryki.
Wśród najważniejszych rekomendacji opublikowanego wczoraj raportu grupy jest nadawanie praw obywatelskich (lub co najmniej wyborczych w wyborach lokalnych) zasiedziałym imigrantom, bo to jeden ze skuteczniejszych sposobów zintegrowania ich z europejskimi społeczeństwami.
Jednocześnie autorzy raportu postulują uznanie prawa nowych Europejczyków do podwójnej tożsamości, czyli nieprzymuszania ich do porzucania rodzimej kultury czy religii. „Skoro ktoś może być Amerykaninem włoskiego pochodzenia, to dlaczego w Europie nie mielibyśmy dopuszczać pojęcia »Turko-Niemca « czy »Arabo-Francuzki «” - stwierdza „grupa wybitnych osobistości”.
Rozmowa z Danutą Hübner Tomasz Bielecki: Imigrantów będzie coraz więcej? Danuta Hübner: Przeznaczeniem Europy jest coraz silniejsze otwieranie się na innych, także z powodów czysto pragmatycznych, czyli demografii. Jeśli liczba ludzi w wieku produkcyjnym będzie bowiem nadal systematycznie spadać, to nasz kontynent czeka marginalizacja. Imigracja może złagodzić ten kłopot, ale to oznacza dla Europy życie w coraz większej różnorodności. Dość jednolita Polska już teraz jest właściwie wyjątkiem, ale i to najprawdopodobniej szybko się zmieni.
Kiedy? - Obserwujemy około dziesięcioletnie przesunięcie w trendach demograficznych między Zachodem a naszą częścią Europy, czyli za dekadę deficyt ludzi aktywnych zawodowo w Polsce zacznie przypominać dzisiejszą sytuację w Europie Zachodniej. Próbuję często wyobrazić sobie np. londyńską wielokulturową ulicę przeniesioną do Warszawy, i boję się, że jesteśmy do tego nieprzygotowani. Celem raportu naszej grupy jest jednak nie tylko reakcja m.in. na ksenofobię w Europie, lecz także zapobieganie takim zjawiskom w krajach, które dopiero stoją przed "szokiem wielokulturowości".
Jak się do tego przygotować? - Dyskutować w mediach i polityce, uczyć się na dobrych przykładach z zagranicy i na cudzych błędach. Szwajcarski urzędnik azylowy opowiadał nam, dlaczego u Nigeryjczyków w Szwajcarii notuje się ogromny poziom przestępczości. Sam pokazywał, że w sporej mierze wina jest po stronie szwajcarskich przepisów.
Wnioski azylowe rozpatruje się co najmniej półtora roku, uchodźcy nie mogą w tym czasie pracować, dostają bardzo niskie zasiłki. Dają się zatem werbować do nielegalnej pracy lub nawet do rozprowadzania narkotyków przemycanych do Szwajcarii. Powstaje błędne koło - bo Szwajcarzy zaczynają coraz bardziej bać się tych imigrantów, a ci z coraz mniejszymi szansami na legalny azyl coraz rozpaczliwiej szukają sposobów na zarobek, co znów wypycha ich poza prawo.
"Pomagają" politycy i media, które jak w przypadku imigracji na włoską Lampedusę straszą obcymi i wyolbrzymiają zagrożenie. -
Włochy mają około 60 mln mieszkańców, a obecnie mowa jest o 25 tys. Tunezyjczyków, którzy przeprawili się w tym roku na Lampedusę. To istotnie niesłychane wyolbrzymianie zagrożenia - co jednak nie znaczy, że nieracjonalne są wszystkie lęki Europejczyków o pogorszenie bezpieczeństwa lub warunków życia wskutek masowej imigracji. Dlatego potrzeba ogólnoeuropejskiej odpowiedzi, strategii wobec imigrantów, dzielenia się krajów ciężarami związanymi z przyjmowaniem przybyszów.
Autorzy raportu widzą tu zadanie dla Polski. - W sprawie ksenofobii to naprawdę ostatni dzwonek - grozi nam rozkład modelu europejskiego z jego szacunkiem dla różnorodności, dlatego trzeba działać szybko. Proponujemy, żeby Polska sprawująca prezydencję w UE oraz
Ukraina z prezydencją w Radzie Europy zwołały w drugiej połowie 2011 r. wspólne spotkanie UE i RE, na którym wypracowano by wspólną strategię Europy na rzecz utrzymania szacunku dla praw człowieka i różnorodności.