Romowie to najliczniejsza mniejszość narodowa Europy, a połowa z 12-milionowej społeczności mieszka w państwach Unii. Największy odsetek Romowie stanowią w Bułgarii (ok. 10 proc.), na Słowacji (9 proc.), w Rumunii (8 proc.) i na Węgrzech (7 proc.), ale to polityka Francji, która latem 2010 r. wysiedlała rumuńskich Romów, sprawiła, że kłopotami tej mniejszości na serio zajęła się Komisja Europejska.
- To był dzwonek alarmowy. Przypomniał Europie, że jej romscy obywatele mają te same prawa co inni - podkreślała wczoraj Viviane Reding, która ostro krytykowała w ub. roku Paryż za łamanie unijnego prawa o swobodzie przemieszczania się i niedyskryminacji.
Jednym z głównych celów planu na rzecz Romów, który przedstawiła wczoraj KE, jest edukacja. Obecnie tylko 42 proc. romskich dzieci w Unii kończy szkołę podstawową, co przekłada się m.in. na nasilenie ich późniejszych kłopotów na rynku pracy. - Średnia wieku Romów w UE to 25 lat, a całego społeczeństwa Unii to 40 lat. Jeśli chcemy pomóc, już dziś musimy wziąć się za szkoły - przekonywała Reding.
Wysokie romskie
bezrobocie to nie tylko kłopot społeczny, lecz w niektórych krajach Unii także wielka wyrwa w gospodarce. Przykładowo w Bułgarii co piąta młoda osoba wchodząca na rynek pracy to Rom. - Bez integracji Romów i zmniejszenia ich bezrobocia część krajów UE nie poradzi sobie z dotrzymywaniem unijnych zobowiązań w kwestiach wzrostu gospodarczego - mówił wczoraj komisarz UE ds. zatrudnienia i spraw społecznych László Andor.
Bruksela apeluje też o radykalną poprawę dostępu Romów do opieki zdrowotnej (umieralność romskich dzieci jest pięć razy większa niż średnia w UE) oraz warunków zamieszkania - poprzez m.in. dostęp do bieżącej wody oraz elektryczności.
Aby postulaty Komisji nie stały się zaledwie spisem pobożnych życzeń, kraje Unii mają wpisać swe szczegółowe plany pomocy Romom w programy reform, które zatwierdzi szczyt UE. Zwłaszcza podnoszenie odsetka romskich dzieci kończących podstawówkę będzie ściśle monitorowane przez Brukselę i poddawane wzajemnej ocenie przez członków Unii.
UE i Rada Europy już teraz finansuje szkolenie tysiąca "mediatorów", którzy - ta metoda sprawdziła się już m.in. w kilku gminach Słowacji - mają pośredniczyć między władzami lokalnymi i społecznościami romskimi, np. w sprawach egzekwowania obowiązku szkolnego. Brak większej liczby tego typu szkoleń w UE to nie problem pieniędzy, lecz niechęci władz poszczególnych krajów, bo - jak podkreśla Bruksela - większość unijnych funduszy przeznaczonych na integrację Romów jest obecnie niewykorzystywana z braku rozsądnych projektów.
Pomoc Romom to jeden z priorytetów węgierskiej prezydencji w UE. Problem w tym, że węgierska ksenofobiczna partia Jobbik właśnie teraz nasiliła antyromskie działania (m.in. "patrole obywatelskie" nękające Romów), a prawicowy rząd Viktora Orbána nie radzi sobie z poskromieniem nacjonalistów.