http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niech Unia płynie wspólnie

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-09-08, ostatnia aktualizacja 2010-09-08 01:31

Bruksela wzywa do europejskiej solidarności i przyspieszenia reform w UE. - Będziemy płynąć wspólnie albo osobno potoniemy. Unia musi pokazać coś więcej niż 27 różnych strategii narodowych - mówił we wtorek José Manuel Barroso w Parlamencie Europejskim.

Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso w Parlamencie Europejskim. W tle Jerzy Buzek
Fot. Christian Lutz AP
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso w Parlamencie...
SONDAŻ
Co sądzisz o kondycji Unii Europejskiej?

Jest dobra
Jest zła
Nie wiem, co o niej sądzić

Wygłosił on pierwsze w historii orędzie szefa Komisji Europejskiej "o stanie Unii Europejskiej", w którym połączył dość optymistyczną ocenę ostatniego roku walki z kryzysem z ostrzeżeniami przed odwrotem od wspólnotowych reform politycznych i gospodarczych.

- Kryzys wystawił Unię na niespotykaną dotychczas próbę. Ci, którzy mówili o upadku Europy, nie mieli racji. Zdaliśmy test solidarności. To jednak nie oznacza końca naszych wysiłków, nie możemy popaść w samozadowolenie - przekonywał José Manuel Barroso.

Szef Komisji Europejskiej zaproponował - to jedna z nielicznych nowości orędzia - emisję euroobligacji, które miałyby sfinansować przyszłe inwestycje infrastrukturalne w Unii. Bronił też "ambitnego budżetu" UE na lata 2014-19, który mógłby być zasilany z "zasobów własnych" Unii (np. opodatkowania transakcji finansowych) uzupełniających składki, które wpłacałyby - jak dzieje się obecnie - poszczególne kraje członkowskie. Sęk w tym, że zarówno takie wspólne obligacje, jak i częściowe uniezależnienie budżetu Unii od składek członkowskich to pomysły, które m.in. w Berlinie są oceniane jako groźba uszczuplenia suwerenności krajów na rzecz Brukseli.

Zgoda na euroobligacje niesie też ryzyko, że np. niemiecki podatnik będzie finansować ewentualny krach unijnych inwestycji na Łotwie. Tymczasem Angela Merkel - w przeciwieństwie do swych wielu kanclerskich poprzedników - nie jest skora do przekonywania wyborców, że warto dziś coraz więcej inwestować w projekt europejski.

Trwający kryzys szybko zmienia bowiem Unię Europejską w kierunku zupełnie przeciwnym do postulowanego przez Barrosa. UE zawsze balansowała między tzw. metodą wspólnotową preferującą unijne procedury ustalania celów politycznych oraz dominację Komisji Europejskiej (co zasadniczo wspiera Polska) a tendencją do przechwytywania coraz liczniejszych decyzji poprzez rządy umawiające się za plecami Komisji, co niesie ryzyko zwiększenia dominacji najpotężniejszych stolic. Ta właśnie tendencja bierze teraz górę.

- Bez pomocy europosłów Barrosowi i całej Komisji Europejskiej nie uda się odwrócić tych zmian. To europarlament dzięki swym uprawnieniom wzmocnionym przez traktat lizboński może przywrócić równowagę między Brukselą a Paryżem, Berlinem czy Londynem. To byłoby też lepszą gwarancją solidarnej pomocy dla krajów zagrożonych kolejnymi falami kryzysu - mówi Janis Emmanuilidis z brukselskiego European Policy Centre.

Symbolem rosnącej nieufności bądź niechęci rządów do słabnącej Komisji (oskarżanej m.in. o przespanie sygnałów alarmowych przed kryzysem w Grecji) jest rosnąca rola Hermana Van Rompuya szefującego Radzie Europejskiej (tworzą ją przywódcy krajów UE). Rompuy też miał ponoć ochotę na wygłoszenie orędzia w europarlamencie, dał jednak pierwszeństwo Barrosowi.

Nazywany potocznie prezydentem UE Van Rompuy nie stawił się wczoraj na debacie o stanie Unii, co część eurodeputowanych uznała za afront dla siebie i dla szefa Komisji. - Ostatnie pół roku minęło w cieniu mało konstruktywnej rywalizacji między Komisją i Van Rompuyem. Unia potrzebuje jasnego rozgraniczenia kompetencji Barrosa i Van Rompuya albo nawet - ale to sprawa kolejnej kadencji - połączenia funkcji szefa Komisji i Rady. Nie byłoby to sprzeczne z traktatem lizbońskim - mówi Piotr Kaczyński, ekspert brukselskiego ośrodka CEPS.

Barroso, który zapowiedział wczoraj prace nad "europejskim monitorem wakatów" mającym ułatwić szukanie pracy we wszystkich krajach UE, zachęcał do koordynacji polityki gospodarczej w UE, co pomoże w zmniejszaniu bezrobocia. Elementem takiej koordynacji będzie wzajemna ocena planów budżetowych przez kraje unijne, czyli tzw. semestr europejski. Wczoraj zgodzili się nań ministrowie finansów UE, a wstępną akceptację dał czerwcowy szczyt Unii.

W Brukseli trwa spór, czy autorem pomysłu "semestru" są współpracownicy Barrosa z Komisji Europejskiej, czy też grupa Van Rompuya powołana przez przywódców krajów, która równolegle pracuje (zdaniem niektórych konkuruje czy też niepotrzebnie dubluje prace Komisji) nad reformami.

Przeczytaj komentarz Jacka Pawlickiego



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów