http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Herman Van Rompuy: Puczysta z szarej myszki

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-06-26, ostatnia aktualizacja 2010-06-25 18:10

Herman Van Rompuy
Herman Van Rompuy
Fot. Geert Vanden Wijngaert AP

Belgia nie ma wielkich planów na swe półroczne, dwunaste już przewodnictwo w Unii Europejskiej i chce ustępować pola prezydentowi UE. To zła wiadomość dla Polski.

Catherine Ashton, dotychczas
komisarz UE ds. handlu, baronessa
z brytyjskiej Labour Party
Fot. VINCENT KESSLER REUTERS
Catherine Ashton, dotychczas komisarz UE ds. handlu, baronessa z brytyjskiej...
Yves Laterme, premier Belgii
Fot. GEERT VANDEN WIJNGAERT ASSOCIATED PRESS
Yves Laterme, premier Belgii
- Jesteśmy gotowi oddać więcej pola Hermanowi Van Rompuyowi oraz Catherine Ashton - zapowiada belgijski premier Yves Leterme. Jego rząd, który przedstawił wczoraj program prezydencji (uroczysta inauguracja za tydzień), chce przede wszystkim gładko dokończyć wdrażanie traktatu lizbońskiego. - Poprzednia generacja polityków żyła wielkimi projektami, teraz przyszedł czas na osiąganie mniej oszołamiających rezultatów. Dlatego nie mamy wielkich haseł - tłumaczy szef MSZ Steven Vanackere.

Jednym z pytań dotyczących traktatu lizbońskiego obowiązującego od grudnia 2009 r. jest wiele niedoprecyzowanych szczegółów w relacjach między stałym szefem Rady Europejskiej zwanym prezydentem Unii, czyli Hermanem Van Rompuyem, a prezydencją sprawowaną po pół roku przez kolejne kraje.

Polsce, która ma przewodniczyć w drugim półroczu 2011 r., zależy na zachowaniu silnej pozycji prezydencji rotacyjnej, bo rząd Donalda Tuska ma spore ambicje m.in. w sferze unijnej polityki obronnej oraz bezpieczeństwa energetycznego. Nie wiadomo jednak, jak wiele zwojujemy, bo buty pozostawione Polakom przez Belgię oraz Węgrów (prezydencja w pierwszej połowie 2011 r.) mogą okazać się bardzo ciasne.

Zwłaszcza, że Belgowie pochłonięci rozmowami o nowym rządzie nie emocjonują się swą 12. już prezydencją. A ponieważ tradycyjnie wspierają instytucje wspólnotowe, bardzo chętnie przekażą większość kompetencji stałemu szefowi Rady Europejskiej. - Tym łatwiej że jest nim Van Rompuy, czyli Belg - żartobliwie tłumaczy belgijski dyplomata.

O ile deklarację premiera Leterme'a o ustępowaniu miejsca szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton są kurtuazją, bo prace korpusu dyplomatycznego UE ruszą najwcześniej w grudniu, to gwiazda Hermana Van Rompuya istotnie coraz mocniej jaśnieje na brukselskim firmamencie.

- Przeszedłem drogę od szarej myszki do puczysty. Choć na takiego nie wyglądam - dowcipkował Van Rompuy podczas marcowego szczytu UE, gdy dziennikarze pytali go o przepisy traktatowe (a raczej ich brak), na podstawie których tego samego dnia przewodniczył oddzielnym obradom krajów strefy euro.

Wprawdzie miano puczysty jest grubą przesadą, ale istotnie imponujący jest ogromny wzrost znaczenia Van Rompuya w ciągu pół roku sprawowania urzędu. Pomagają mu zdolności negocjacyjne, ale najbardziej winduje kryzys - zapaść w Grecji, zagrożenie innych krajów eurolandu oraz spory między unijnym Południem i Północą, które różnią się poglądami na to, jak zaciskać pasa w walce z kryzysem.

Już wczesną wiosną Van Rompuy przekonał przywódców państw, aby to jemu powierzyli kierowanie grupą roboczą przygotowującą reformę unijnej koordynacji gospodarczej. To z jednej strony marginalizacja Komisji Europejskiej (oraz jej szefa José Manuela Barrosa), której projekty stają się zaledwie jedną z przesłanek dla ekspertów Van Rompuya, ale jednocześnie uszczuplenie kompetencji prezydencji rotacyjnej w sprawach gospodarczych. Choć wedle traktatu powinny być dość silne, to - po belgijskim przewodnictwie - ani Węgrom, ani Polakom nie będzie łatwo ich odzyskać.

Zajęci własnymi kłopotami Hiszpanie, którzy kończą swą niezbyt imponującą prezydencję, paradoksalnie mogą mówić o sporym sukcesie. Bo to premier José Rodriguez Zapatero rzucił w styczniu pomysł, by zwiększyć znaczenie zarządzania gospodarczego w UE oraz by karać kraje, które notorycznie łamią dyscyplinę budżetową. Hiszpana wówczas niemal wyśmiano, a niemieccy ministrowie protestowali przeciw sankcjom, ale dziś wskutek greckiego kryzysu to właśnie Berlin stał się największym orędownikiem kar, a koordynacja gospodarcza - głównym tematem unijnych debat.

- Prezydencję hiszpańską trzeba chwalić. Zaczęli debatę o zarządzaniu gospodarczym, pchali prace nad korpusem dyplomatycznym oraz kompromisem w sprawie strategii rozwoju Unii do 2020 r. - przekonuje szefowa europarlamentarnej komisji ds. rozwoju regionalnego Danuta Hübner.

Belgowie, którzy będą po prostu troszczyć się o prace UE wynikające ze zwykłego harmonogramu jej prac (m.in. budżet na 2011 r., patent europejski), obiecują też pchanie negocjacji akcesyjnych Islandii oraz Chorwacji. Oba kraje teoretycznie mogłyby wstąpić do Unii już w 2011 r. Kłopot w tym, że w Islandii spada poparcie społeczeństwa dla wstępowania do UE, a w najbogatszych krajach Unii rośnie sceptycyzm wobec szybkiego przyjmowania Chorwatów, co oznacza obejmowanie dotacjami kolejnego kraju ubogiej części Europy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Sposób na to, żebyśmy chcieli pracować dłużej?

Każdy pracujący Szwed dostaje co roku ''pomarańczową kopertę''. Tak ma być też w Polsce