- Szanujemy autonomię polskiego prawa rodzinnego. Czemu jednak przeszkadzać im w korzystaniu z praw innych krajów? - dziwi się Ermiona Mazzoni z europarlamentarnej komisji ds. petycji.
Komisja ds. petycji rozpatrywała wczoraj skargę Kampanii przeciw Homofobii (KPH) na urzędy stanu cywilnego, które odmawiają gejom i lesbijkom wydawania zaświadczeń, że są w stanie wolnym. Bez nich polscy obywatele nie mogą zawierać ślubów czy też związków rejestrowanych w innych krajach UE.
- Dotarło do nas kilkanaście skarg. Urzędnicy tłumaczą im, że nie dadzą zaświadczenia, bo ślub gejowski jest nielegalny w Polsce - mówi Krzysztof Śmiszek, który reprezentował wczoraj KPH w Brukseli.
Na wnioskach o zaświadczenie USC na potrzeby ślubu należy wpisywać imię i nazwisko przyszłego partnera - i stąd urzędnik dowiaduje się, że petent nie planuje heteroseksualnego małżeństwa.
MSWiA przed kilku laty porzuciło plany opracowania formularza bez tej rubryki.
Decyzja jednego z sądów na korzyść polskiej lesbijki w 2008 r. nie zmieniła dyskryminującej praktyki.
Przedstawiciel Komisji Europejskiej tłumaczył wczoraj europosłom, że Bruksela nie może interweniować w prawo rodzinne krajów członkowskich. Komisja postanowiła jednak nie zamykać sprawy i przekazać ją do dalszego zbadania przez komisję ds. wolności obywatelskich.
- Sprawdźmy, czy polscy urzędnicy naprawdę nie mogą wydawać tych zaświadczeń Polakom bez pytania o cel - tłumaczyła Mazzoni. Także polska europosłanka Lena Kolarska-Bobińska (PO) uważa, że mamy do czynienia z niepotrzebnym problemem biurokratycznym. - Nie powinno być rolą urzędników wgłębianie się w plany proszącego o zaświadczenie - mówiła.
Parlament Europejski nie ma w tej sprawie siły sprawczej - co najwyżej może wywierać presję na Polskę. Niemal wszystkie kraje starej UE (prócz Włoch, Irlandii, Grecji i Malty) oraz
Czechy,
Węgry i
Słowenia pozwalają na zawieranie homoseksualnych ślubów bądź związków rejestrowanych.