Propozycje walki z internetową pedofilią to część nowych przepisów UE, które wedle projektów Komisji Europejskiej miałyby zaostrzyć kary za wykorzystywanie dzieci i - w przypadku skazania za przestępstwa pedofilskie - wprowadzić dla pedofilów zakaz pracy wymagającej kontaktu z dziećmi na terenie całej Unii.
Kraje członkowskie miałyby wprowadzić sankcje za uwodzenie dzieci w internecie np. na portalach społecznościowych, za przeglądanie pornografii dziecięcej nawet bez pobierania plików na własny komputer oraz za namawianie dzieci do przybierania seksualnych póz przed kamerami internetowymi.
- Gdybyście widzieli te zdjęcia, to nie mielibyście żadnych wątpliwości, że to nie ma nic wspólnego z wolnością słowa. To okropne przestępstwa popełniane na najsłabszych - tłumaczy komisarz UE ds. wewnętrznych Cecilia Malmstroem.
Zdaniem brukselskich ekspertów liczba pedofilskich stron internetowych wzrosła czterokrotnie od 2003 r., a każdego dnia trafia na nie około dwustu nowych zdjęć z dziećmi.
Pomysł blokowania dostępu do stron wzbudza jednak spore kontrowersje. Dla części krytyków może stać się ono zupełnie nieskuteczną zagrywką pod publiczkę, a jednocześnie otworzyć furtkę do blokowania innych stron: za ekstremizm, zagrożenia porządkowi konstytucyjnemu czy - w najbardziej pesymistycznym wariancie - za złe poglądy polityczne.
- Gdyby istniały strony internetowe pokazujące dowody morderstw, absurdalne byłoby domaganie się ich blokowania zamiast natychmiastowego usunięcia ich źródła, czyli zidentyfikowania ofiar i ścigania oraz osądzenia morderców. Także w przypadku pornografii dziecięcej wszystkie dostępne nam środki, także te obecnie marnowane przy procedurze blokowania stron, powinny być poświęcone doprowadzeniu przed sąd przestępców tworzących te witryny - mówi brytyjski publicysta Joe McNamee.
Na podobne argumenty powołuje się też niemiecka minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger, która postuluje strategię "usuwać źródła stron, a nie filtrować internet". Jednak komisarz Malmstroem przekonuje, że liczba oglądających zdjęcia w sieci zwiększa popyt, co może przekładać się na zwiększenie liczby wykorzystywanych dzieci. A zatem blokowanie, nawet jeśli często użytkownicy sieci potrafią obejść filtry, ogranicza - jak mówi Malmstroem - skalę przestępstw.
Nowe przepisy muszą być zatwierdzone przez europarlament oraz kraje UE, ale dzięki traktatowi lizbońskiemu do ich wprowadzenia nie jest już potrzebna jednogłośna zgoda stolic UE.
Źródło: Gazeta Wyborcza