http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Europa nadal nie mówi jednym głosem

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-02-04, ostatnia aktualizacja 2010-02-03 17:40

Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton nie potrafi na razie zaistnieć jako głos Unii w polityce zagranicznej. - Nie dość, że nie ma charyzmy, to jeszcze kraje UE podkopują jej pozycję - mówią brukselscy dyplomaci.

Catherine Ashton (z lewej) i kanclerz Angela Merkel w poniedziałek w Berlinie
Fot. POOL REUTERS
Catherine Ashton (z lewej) i kanclerz Angela Merkel w poniedziałek w Berlinie
Ashton musi nie tylko pospiesznie uczyć się nieznanej jej dotąd sztuki dyplomacji, ale jest też poddawana ciężkim próbom m.in. przez Hiszpanów, którzy przewodniczą obecnie UE i którym trudno jest się pogodzić z utratą kompetencji w polityce zagranicznej. Przykładem tej wojny wpływów jest ogromne zamieszanie wokół amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy, którego Hiszpanie publicznie zaprosili na szczyt UE-USA do Madrytu.

Kiedy Biały Dom potwierdził przedwczoraj, że Obama na szczyt nie przyjedzie, Hiszpanie z trudem maskowali ogromne rozczarowanie. Ale Ashton jednocześnie zapewniała, że nie jest niczym zaskoczona, bo już dawno rozmawiała z Amerykanami o "potrzebie zmiany harmonogramów". Jej doradcy ponoć rozważali przełożenie szczytu z wiosny na jesień, bo wtedy Obama ma przyjechać do Europy na szczyt NATO.

Nie ma jednak wątpliwości, że szczyt UE-USA padł ofiarą rywalizacji między hiszpańskim premierem José Zapatero a Brukselą, gdzie - w duchu obowiązującego już traktatu lizbońskiego - szczyt powinien organizować prezydent Rady Europejskiej Herman van Rompuy przy pomocy Ashton właśnie. Zapatero - jak drwią brukselscy dyplomaci - chciał mieć zdjęcie z Obamą, ale Amerykanie wykręcili się, nie kryjąc, że czekają, aż Europa dopracuje swe procedury zgodne z nowym traktatem.

Hiszpański szef dyplomacji Miguel Moratinos kilka dni temu wprost wkroczył w kompetencje Ashton, ogłaszając, że hiszpańska prezydencja będzie zachęcać UE do rozważenia zniesienia embarga na sprzedaż broni Chinom. Wprawdzie ten zakaz wprowadzony w 1989 r. coraz mocniej dzieli kraje UE (Francja i Hiszpania są za zniesieniem go), ale pozostaje jednym z silnych elementów wspólnej polityki zagranicznej. Jego publicznie osłabianie przez Hiszpanów za plecami Ashton dowodzi, jak słabą pozycję ma Brytyjka w Brukseli.

Wizerunek Ashton w UE pada też ofiarą obaw przed zbytnimi wpływami Londynu na jej działania. Szefowa unijnej dyplomacji istotnie przygotowywała się do styczniowych przesłuchań w Parlamencie Europejskim, m.in. prowadząc konsultacje w brytyjskim Foreign Office. Jeden z brytyjskich europosłów powiedział dziennikarzom, że nie byłby to żaden zarzut w przypadku silnego i doświadczonego polityka, ale w przypadku Ashton "musiało to zapalić czerwone lampki w głowach m.in. Francuzów".

Catherine Ashton nie pomagają też przecieki do francuskich mediów, gdzie można przeczytać, że szefowa dyplomacji UE nie odbiera telefonu po godz. 20 i że podporządkowuje swój grafik cotygodniowym powrotom na weekend do Londynu.

- Brytyjka ma na pewno nadzwyczajną odporność psychiczną, skoro objęła urząd i trwa na nim pomimo swych braków, drwin i ogniowej krytyki - mówi jeden z polskich dyplomatów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':