Europosłowie 26 stycznia będą głosować nad zatwierdzeniem nowej Komisji Europejskiej, a wcześniej zamierzają przez dwa tygodnie przesłuchiwać 26 kandydatów nominowanych niedawno przez szefa KE José Manuela Barrosa.
Ciężkie godziny czekają dotychczasową szefową bułgarskiego
MSZ Rumianę Żelewą nominowaną na komisarza ds. pomocy humanitarnej. Bułgarska opozycja od kilku tygodni pracowicie obsmarowuje ją w Brukseli i Strasburgu.
Część mediów w Bułgarii zarzuca mężowi Żelewej podejrzane kontakty biznesowe. W latach 90. pracował on w holdingu Multigrup oskarżanym przez obecną opozycję o powiązania mafijne. Jego właściciel Ilija Pawłow, który był najbogatszym Bułgarem, został zastrzelony w 2003 r.
Sama Żelewa w wieku zaledwie 26 lat objęła w latach 90. wysokie stanowisko w jednym z dużych funduszy inwestycyjnych, które miały zarządzać majątkiem obywateli w ramach masowej prywatyzacji. Jak się potem okazało - zupełnie nieudanej.
Błyskawiczna kariera młodej Żelewej stała się już wówczas podstawą do pogłosek na temat jej domniemanych patronów z szarej strefy. - Jestem osobą publiczną od 2007 r. Nie ukrywam niczego w swoim życiorysie. Zarzuty, które teraz słyszę, to paskudny czarny PR - przekonywała przedwczoraj Żelewa.
Bułgaria ma jednak w Brukseli opinię najbardziej skorumpowanego kraju UE i dlatego zarzuty, które są owocem wewnątrzbułgarskich sporów, padły na podatny grunt. Nawiązując do sprawy Żelewej, szef frakcji Zielonych Daniel Cohn-Bendit zażądał, by Komisja Europejska wyjaśniła wszystkie "plotki" dotyczące kandydatów na komisarzy i przedstawiła eurodeputowanym "pełne informacje o każdym z nich" jeszcze przed styczniowymi przesłuchaniami.
Żelewej najsilniej broni klub chadeków (m.in. PO i
PSL) w Parlamencie Europejskim, do którego należy rządząca Bułgarią partia GERB. - Niech Żelewa opowie nam o zajęciach swego męża. Jestem pewien, że nie ma się czego obawiać - zapewnia szef klubu chadeków Joseph Daul.
Chadecy już w listopadzie wprowadzili do europarlamentu element lustracyjny, kiedy zapowiedzieli, że komisarzami UE nie powinny być osoby związane w przeszłości z ruchami niedemokratycznymi. Choć uderza to w Czecha Štefana Fülego, który był członkiem Czechosłowackiej Partii Komunistycznej, to prawie na pewno nie przeszkodzi mu w objęciu teki komisarza ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa UE. Także szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton bardziej powinna bać się pytań o politykę zagraniczną niż o swą przeszłość w lewicowym ruchu pacyfistycznym finansowanym po cichu przez Związek Radziecki.
W wielojęzycznej Brukseli sporą niespodzianką w formowaniu nowej Komisji Europejskiej okazał się brak znajomości języków obcych przez aż dwóch kandydatów na komisarzy - tylko po niemiecku mówią Austriak Johannes Hahn (polityka regionalna) i Niemiec Günther Oettinger (energia).