Konrad Niklewicz: Każdy komisarz, zanim obejmie swój urząd, musi jeszcze przejść przez magiel przesłuchania przed Parlamentem Europejskim. Czego spodziewa się komisarz Lewandowski?
Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu: Nie oczekuję taryfy ulgowej, ale chyba mogę spodziewać się przyjaznego klimatu w czasie mojego przesłuchania. Bo będę przecież w gronie osób, z którymi pracowałem przez ostatnie pięć lat jako szef, a później zastępca szefa komisji budżetowej europarlamentu. I mam opinię człowieka zdolnego do szukania kompromisów, punktu równowagi między poszczególnymi racjami.
Przede wszystkim jestem wolny od różnego rodzaju zagrożeń życiorysowych, jakie mogą być wysuwane pod adresem niektórych innych kandydatów na komisarzy. Nie miałem związku z różnego rodzaju organizacjami skrajnie lewicowymi albo skrajnie prawicowymi. Nie miałem związku z ekstremą.
Mam atut, który z całą mocą zadziałał w przypadku przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka. Europosłowie cenią ludzi, którzy mają za sobą doświadczenie "Solidarności", którzy znają cenę wolności, swoje przywiązanie do europejskich wartości dokumentowali praktyką życia.
Ale w trakcie przesłuchania przed europarlamentem będą pana mocno dopytywali jak pan wyobraża sobie przyszły budżet Unii. A w Europie ścierają się frakcje zwolenników dużego budżetu i budżetu okrojonego.
- Przecież nie będę udawał przed europosłami kogoś innego, niż byłem i jestem! Pochodzę z kraju o dużych potrzebach, jeśli chodzi o fundusze unijne, który jeszcze do końca nie skleił się z zachodnią Europą. I to się wiąże z określoną wrażliwością w sprawach budżetowych. Mam świadomość, że proces sklejania Polski z resztą Unii wymaga dobrego oprzyrządowania budżetowego - ale nie spodziewam się, żeby to był jakikolwiek kłopot.
Mój prawdziwy problem ujawni się w przyszłości. I będzie polegał na tym, że od moich dotychczasowych współpracowników w europarlamencie będę się musiał teraz dystansować. Już ich uprzedziłem, że w kwestiach budżetu pewnie nieraz przyjdzie nam toczyć spory, kłótnie o zasady, o pieniądze, o budżety roczne, budżety wieloletnie. Czeka mnie bardzo trudny test przyjaźni, które powstały w poprzek różnych frakcji i delegacji narodowych. A trzeba pamiętać, że po wejściu w życie traktatu lizbońskiego europarlament urósł w siłę, jeśli chodzi o sprawy finansowe. Ja w czasie swojej kadencji w Komisji będę chciał to parlamentowi okazać. Że teraz ma siłę.
Spór o budżet widać już w całej Unii. Pierwszą salwą w bitwie o pieniądze może być zapowiadany raport "Przegląd budżetu", który ma pokazać możliwe kierunki reform w wydatkach Unii. Czy obejmując urząd pod koniec stycznia 2010 r., będzie pan jeszcze miał wpływ na to, jak ten dokument jest sformułowany?
- Będę miał wpływ, na pewno. Jak wiadomo, żeby nie wchodzić w drogę nowej Komisji, zapadła decyzja o tym, że opracowanie i publikacja dokumenty "Budget Review" ["Przegląd budżetu"] będzie opóźniona. Unia zrobiła sobie krótką przerwę na przemyślenie. Spodziewam się, że praca nad "Przeglądem budżetu" będzie w ogóle pierwszą sprawą, którą się zajmę jako komisarz.
Źródło: Gazeta Wyborcza