Podpis Klausa pod traktatem z Lizbony kończy wielką reformę Unii, która trwała aż osiem lat. W dzisiejszym rozpędzonym świecie to niemal wieczność. Przez ten czas świat zmienił się nie do poznania. Nie ma już Saddama Husajna ani Jugosławii, Unii przybyło członków, Europie nowych państw. W Ameryce rządzi pierwszy niebiały prezydent.
Reformując się, Europa zaczęła zostawać w tyle, ale teraz - dzięki zapisom z Lizbony - ma szansę na potężny skok.
Mam nadzieję, że Unia zacznie być wreszcie widoczna nie tylko w Europie, ale i na świecie. Szef unijnej dyplomacji będzie mógł odetkać rosyjską rurę z gazem, jeśli Unia znów stanie się zakładnikiem sporu Moskwy z Kijowem. Prezydent Unii będzie mógł odbierać telefony od prezydenta Baracka Obamy.
Sam traktat nie uczyni jednak cudu, jeśli przywódcy Europy nie skorzystają z szans i narzędzi, które zyskali. Same traktaty, choćby najdoskonalsze, pozostają tylko martwą literą, jeśli zabraknie woli do ich realizacji.
Sukces Lizbony kosztował mnóstwo energii i determinacji. Nie wolno zmarnować tego kapitału.
Źródło: Gazeta Wyborcza