Vaclav Klaus sprzeciwiał się ratyfikacji traktatu lizbońskiego, bo obawiał się o dekrety Benesza, na mocy których po wojnie skonfiskowane zostały majątki 3 mln Niemców sudeckich. Ale wczorajsza decyzja szczytu UE znaczy, że w Czechach nie wejdzie w życie
Karta Praw Podstawowych, która jest częścią traktatu. Tak jak w przypadku Wlk. Brytanii i Polski.
W wyniku tego nie tylko europejski sąd w Luksemburgu nie będzie mógł rozpatrywać skarg wypędzonych Niemców o zwrot ich majątków, czego obawiał się Klaus, ale nastąpi też unieważnienie wielu praw socjalnych i związkowych, które zostały zapisane w Karcie.
Czeska lewica, która tradycyjnie sprzeciwiała się żądaniom Niemców sudeckich i popierała twardą politykę wobec wypędzonych, poparła także warunek Klausa. Kiedy zorientowała się, że wykluczenie Czech z Karty Praw Podstawowych oznacza utratę także bliskich lewicy przywilejów, było już za późno.
- Cieszymy się, że szczyt UE zdecydował się spełnić żądania prezydenta Klausa. Ale droga, którą zaproponował do tego czeski rząd, okazała się nie najszczęśliwszą. Źle się stało, że Czesi nie będą mieli wielu praw, przede wszystkich socjalnych, które zostały zapisane w Karcie - powiedział szef socjaldemokratów Jirzi Paroubek.
Przeciwko odrzuceniu Karty protestowali związkowcy. "Jest możliwe, że Czesi staną się Europejczykami drugiej kategorii" - napisała w specjalnej rezolucji Konfederacja Związków Zawodowych Czech i Moraw. Związkowcy będą zabiegać o to, by po wyborach w połowie przyszłego roku nowy rząd wprowadził Kartę Praw Podstawowych do czeskiego prawa. Nie wykluczyli nawet, że będą w tej sprawie strajkować.
Premier Jan Fischer powiedział wczoraj dziennikarzom, że nawet bez Karty Czesi będą mieli te same prawa co obywatele innych krajów UE. Ale już minister spraw obywatelskich Michael Kocab jest innego zdania i podczas posiedzenia Rady Ministrów, gdzie decydowało się stanowisko rządu w sprawie Karty, głosował przeciwko jej odrzuceniu.
Także Partia Zielonych, która nominowała Kocaba, zapowiedziała, że w przyszłości będzie zabiegać o przyjęcie Karty w Czechach. Według szefa Zielonych Ondrzeja Liszki Czesi "zapłacili zbyt wysoką cenę za awanturę prezydenta Klausa".
Zbyt wysokiej ceny obawiała się Bratysława, która w ostatniej chwili wycofała się z żądania wyłączenia jej z postanowień Karty. Premier Robert Fico kilka dni temu mówił, że
Słowacja może zablokować decyzje szczytu UE, jeśli jego kraj nie dostanie takich samych gwarancji jak
Czechy. Fico powiedział jednak wczoraj dziennikarzom, że "obawy Klausa co do dekretów Benesza są bezzasadne".